fot. Motor Lublin
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Andreas Jonsson to legenda szwedzkiego żużla. Choć tytułu Indywidualnego Mistrza Świata w swoim dorobku nie posiada, to jego kariera była przepełniona sukcesami. Okazuje się, że po zakończeniu kariery Szwed postanowił się przebranżowić i teraz swoich sił próbuje w branży budowniczej.

 

– Mam firmę budowniczą, tym się teraz zajmuję. Budujemy nowe posiadłości i przeprowadzamy renowację starych domów. Idzie dobrze. Mamy dużo pracy i wszystko jest w porządku – mówi Szwed w rozmowie z Piotrem Olkowiczem za pośrednictwem sportowy24.pl

Wicemistrz świata z 2011 roku jednak nie porzucił swojej ukochanej dyscypliny. Okazuje się, że wciela się on w rolę komentatora telewizyjnego i w ten sposób śledzi rozgrywki ligowe na swoim podwórku. – Było ciekawie. Pracowałem dla SVT, jednego z największych kanałów w Szwecji, ale niestety oni nie przeprowadzają transmisji ligowych, więc robimy to tylko na niektórych imprezach. Jedną z nich był Finał Indywidualnych Mistrzostw Szwecji i komentowałem je żywo. Poza tym byliśmy z ekipą na sześciu czy siedmiu meczach ligowych, więc nie jest to jakaś pełnowymiarowa działalność medialna – wyjaśnił.

Szwed postanowił się także podzielić swoją opinią na temat cyklu Grand Prix. 42-latek jest pod wielkim wrażeniem jazdy Bartosza Zmarzlika. – Jest wielu niezwykle zdolnych zawodników, którzy dobrze sobie radzą. Bartosz Zmarzlik jest jedyny w swoim rodzaju. Nigdy nie widziałem żużlowca jeżdżącego tak jak on. Jestem pod wrażeniem tego co robi, podoba mi się jego sposób jazdy na motocyklu. Nie mogę się nadziwić, jak on utrzymuje tak idealną dyspozycję w każdych zawodach, w których uczestniczy. Nie widziałem jeszcze, żeby on sobie nie radził. Oczywiście może mieć gorszy dzień, ale nie widziałem jeszcze, żeby zdobył w meczu 2 albo 3 punkty. Jest nieprawdopodobnie dobry. Nigdy nie wiadomo przed startem sezonu kto będzie zwycięzcą, ale on zawsze będzie jednym z faworytów – podkreśla.

Ostatnim polskim klubem w karierze Jonssona był Motor Lublin, który w tym roku dopiął swego i sięgnął po złoto Drużynowych Mistrzostw Polski. – To była niesamowita podróż Motoru z drugiej ligi do Ekstraligi i wkrótce aż do mistrzostwa Polski. Historia trudna do wyobrażenia. A teraz mając jeszcze Zmarzlika będą oczywiście mocniejsi, ale nie zapominajmy, że drużyna to nie jeden zawodnik, nawet jeśli jest najlepszy na świecie – mówi „Adrenalina”. – Chciałbym któregoś dnia przyjechać i zobaczyć żużel na żywo. Miałem plan, żeby przybyć do Lublina na finał, byłem już poumawiany, jednak akurat się rozchorowałem. Byłem tej jesieni chory przez 3 tygodnie. Dopiero teraz czuję się lepiej – przyznaje.

CZYTAJ TAKŻE:

Żużel. Adrian Miedziński: Z głową jest już w porządku. Nie chciałbym w taki sposób kończyć kariery

Żużel. Widziane zza Odry. O jubileuszach, serialach i pływaniu nago (FELIETON)

POLECAMY:

Żużel. Czugunow mówi o obywatelstwie i spięciu z kibicami Apatora. „Ktoś krzyknął żeby moja rodzina spłonęła”