Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Druga odsłona tegorocznego cyklu Grand Prix zakończyła się wygraną Jasona Doyle’a, który na to, aby ponownie stanąć na najwyższym stopniu podium, czekał cierpliwie siedem lat.  Sobotnie zawody wpisały się do historii rywalizacji o złoty medal indywidualnych mistrzostw świata również ze względu na swój inny, statystyczny wymiar. Co ważne, z polskim akcentem. 

 

Po raz pierwszy w historii turnieju w jednych zawodach pojawiło się aż pięciu zawodników, którzy w polskiej lidze reprezentują w danym sezonie barwy jednego klubu. Chodzi oczywiście o zespół mistrzów Polski, Orlen Oil Motor Lublin. Klub ze wschodniej Polski miał w turnieju pięciu swoich zawodników którzy stanowili dokładnie 31,25 % wszystkich  uczestników sobotniej imprezy.  Zawodnicy reprezentujący barwy aktualnego mistrza Polski wywalczyli w drugiej odsłonie tegorocznego cyklu łącznie 38 ze 138 możliwych do zdobycia punktów, co stanowi 27,54%  całości.

Żużel. Menedżer Huckenbecka: Nie podpalamy się. Landshut to normalny turniej (WYWIAD)

Żużel. Autobusy i tramwaje. Saska Kępa. Janowski na trybunach, czyli GP w Warszawie (REPORTAŻ)

Żużel. Mateusz Cierniak z pierwszym biegowym zwycięstwem w GP. Mówi o kolejnym celu

Tym samym Motor Lublin, którego zawodnicy stanowili w sobotę, pisząc żartobliwie, 31 procent „objętości” turnieju, może zapisać na swoim koncie kolejny, statystyczny rekord. Będzie on niezwykle trudny do pobicia. Trudno bowiem przypuszczać, abyśmy doczekali momentu, w którym na starcie turnieju pojawi się sześciu zawodników startujących w jednym polskim klubie.