Główny partner portalu

Tadeusz Zdunek: Najłatwiej jest pójść drogą Torunia, tylko nas po prostu na to nie stać (wywiad)

Tadeusz Zdunek. fot. wybrzezegdansk.pl
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Mimo zbudowania ciekawej kadry, tegoroczne wyniki Zdunek Wybrzeża Gdańsk nie mogą napawać optymizmem. Prezes klubu opowiada nam o nowym pomyśle na funkcjonowanie drużyny, zawodnikach, których chce zostawić w zespole i o tym, jak zaradzić słabej frekwencji na trybunach.

Chciałby Pan chwilę porozmawiać ze mną na temat kondycji Wybrzeża Gdańsk w tym sezonie?

Skoro muszę… (śmiech). Nie jest to niestety miły temat.

Na początek o Pana biznesie. Pojawiły się informacje, że koronawirus mocno zaatakował i konieczne stały się redukcje załogi. Jak jest obecnie i jaki to ma wpływ na finansowanie drużyny?

Nie ma to żadnego wpływu na finansowanie drużyny. Budżet jest utrzymany. Nie tu leży problem – jesteśmy wypłacalni, płacimy w terminach.

Co roku z tym Wybrzeżem jest bardzo podobnie. Kończycie gdzieś tak w połowie pierwszoligowej tabeli. Nie przeszła Panu ochota na bawienie się w żużel?

My składamy drużynę. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Bech miał jedną z wyższych średnich w zeszłym roku, Pieszczek i Thorsell byli w czołówce, do tego dołączyliśmy Kildemanda, a Żupiński powinien zrobić progres, to powinniśmy być teoretycznie jednym z głównych kandydatów do awansu. Jeżeli jednak junior jedzie gorzej niż w zeszłym roku, Pieszczek też nie jest rewelacyjny, a nasz lider przywozi w zawodach 3-4 punkty – no to o czym tu mówić?

Istotna jest też kwestia frekwencji. Wiadomo, że mamy pandemię, są restrykcje i mniej kibiców może wchodzić na stadiony. Zauważalny jest jednak spory spadek widowni na trybunach. Ma Pan pomysł, jak to zmienić?

To się wiąże z jazdą drużyny. Stare przysłowie mówi: „łaska pańska na pstrym koniu jeździ” – tak samo jest z kibicami. Będą sukcesy – będą kibice, nie będzie sukcesów – nie będzie kibiców, nie ma się co oszukiwać.

Jakie perspektywy widzi Pan przed klubem na kolejny sezon. Czy są już prowadzone jakieś rozmowy kontraktowe?

Zastanawiam się bardzo poważnie, bo najłatwiej jest pójść drogą Torunia, tylko nas po prostu na to nie stać. Jeśli chodzi o głupie wydawanie pieniędzy, to myśmy to już przeżyli w 2013 roku, kiedy za Pana Terleckiego awansowaliśmy do Ekstraligi. Narobiliśmy potężnego długu, który utopił klub. Czy jest sens żeby iść taką drogą? Nie wiem. Druga opcja to budowanie perspektywicznej drużyny, która jest w stanie się rozwijać. Myśleliśmy, że taką drużynę stworzyliśmy, ale okazało się, że nie za bardzo. I teraz zastanawiamy się nad koncepcją, w którym kierunku dalej pójść.

Zapytam też o Kacpra Gomólskiego. Ostatnio zdobył 3+1 na torze w Gnieźnie, ma także niską średnią. Chyba nie tak to powinno wyglądać?

My ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, żeby Kacper w tym roku jeździł. Dostał mieszkanie w Gdańsku, ma dobrego mechanika, mógł u nas trenować, sponsorzy są.

Kogo z obecnych zawodników Wybrzeża widziałby Pan w składzie na przyszły rok? Krystian Pieszczek – nie będzie miał ofert ekstraligowych? Rasmus Jensen – chyba pozytywne zaskoczenie. Może Kildemand zostanie?

Rasmus Jensen lubi polską ligę. To jest zawodnik, który wcześniej rzadko startował na polskich torach. Nie zna prawie żadnego toru, a często startował w 15. biegu, więc to co zrobił, zrobił na miarę naszych oczekiwań, nawet więcej. Jak widzę jego jazdę i waleczność, to powinien pójść drogą Thomsena. On się też z nami profesjonalizuje. Przedtem silniki przygotowywał mu jego ojciec, na przyszły sezon powinien mieć mechanika, lepsze silniki, także progres powinien być. Na pewno też zostanie Gryszpiński. Co prawda trener decyduje, nie ja, ale on ma z nami ważny kontrakt i w przyszłym roku będzie u nas jeździł na sto procent. Myślę, że pokazał się ze strony walecznej, kombinował, nie jest z nim najgorzej. Będzie miał więcej jazdy i powinien osiągać lepsze wyniki. Poza tym – zobaczymy. Tych dwóch to pewniacy.

A trener?

Będziemy raczej szli w kierunku menedżera, który będzie prowadził drużynę. Będę z trenerem rozmawiał, czy on nim będzie, czy nie i w jakim kierunku pójdziemy. Po sezonie zobaczymy. Chcemy zmienić koncepcję. Też byłem kibicem, nie czuję się specjalistą od żużla. Zresztą ja i tak tylko negocjowałem kontrakty, nie wybierałem zawodników, ale w tej chwili chcemy przejść na menedżera, który będzie odpowiedzialny za wszystko. Szukamy jakiegoś wyjścia z sytuacji. Myśleliśmy bardzo mocno o trenerze, ale przejrzeliśmy praktycznie wszystkie nazwiska, na polskim rynku nikogo konkretnego nie ma. A jeśli mam zatrudniać trenera, który będzie bardziej uważał na swój wygląd niż na to jak zbudować drużynę, to nie bardzo. Albo będzie od rana do nocy bronował tor, gdzie gdańskiego toru nie można ruszyć, bo jest stara nawierzchnia, a potem będziemy u siebie wszystko przegrywali. Nie widzimy trenera, z którym mogliśmy się dogadać. Zobaczymy, czas pokaże.

Życzę więc wyjścia z letargu, bo Gdańsk jest potrzebny na żużlowej mapie Polski.

Wie Pan co, ja bym nie nazwał tego letargiem. Włókniarz miał być drużyną, która wszystkich rozniesie – no i co? Motor też miał wszystkich roznieść. To jest tak, że jest przy siedmiu podstawowych zawodnikach, jakich mamy, wystarczy jeden zawodnik, który się nie przygotuje się do sezonu i rozwala cały sezon.

Dobrze więc że są tacy ludzie jak Pan – z kapitałem i pomysłem, nawet jeśli on się zmienia.

Ja się nie znam na żużlu. Ja jestem kibicem i znam się od strony kibica. Dlatego szukam tego, kto to wszystko poprowadzi. Na pewno nie będę jeździł traktorem po torze i układał toru, bo się na tym nie znam, choć już od 10. roku życia pomagałem ojcu, także bardzo dobrze umiem się poruszać traktorem – ale nie na torze. Ja mam pilnować.

Dziękuję bardzo i życzę powodzenia, jeszcze w tym sezonie, jak i w przyszłym.

Dziękuję.

Rozmawiał JAKUB SZABUNIA