Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

W lipcu tego roku dom aukcyjny HEN Bonhams wystawi na licytację słynną kolekcję motocykli Iana Patersona, która liczy dokładnie 110 motocykli. Nie ma jakichkolwiek wątpliwości co do faktu, że będzie to największa licytacja motocykli oraz akcesoriów żużlowych jaka miała do tej pory miejsce. Zdaniem ekspertów, całość kolekcji może być warta ponad milion funtów.

 

– Oprócz motocykli pod młotek trafią inne gadżety żużlowe, jak „skóry” zawodników, plastrony czy plakaty z zawodów. Była już kolekcja motocykli, która osiągnęła kwotę 467 tysięcy funtów. Ta jednak jest jedyna w swoim rodzaju. To najlepsza żużlowa kolekcja jaką kiedykolwiek widziałem. Z pewnością osiągnie rekordową cenę – mówi Henry Biss z domu aukcyjnego.

Żużlowych gadżetów jest aż tyle, że pracownicy domu aukcyjnego obecnie je wszystkie katalogują i dopiero na trzy tygodnie przed aukcją wiadomo będzie co dokładnie pójdzie pod „młotek. Dotychczasowy właściciel kolekcji, Ian Paterson, w przeszłości ścigał się dla zespołu Berwick. Kolekcjonowaniem motocykli zaraził się ponad pół wieku temu i otworzył w Edynburgu swoje własne muzeum. Dla publiczności otwierał je parę razy w roku, ale zawsze było one otwarte dla gwiazd żużla, które z chęcią je zwiedzały. Zbiory Iana podziwiali między innymi Peter Collins, Sam Ermolenko, Ivan Mauger czy Ronnie Moore.

Pod „młotek” pójdzie między innymi motocykl Douglas z 1928 roku czy Indian z roku 1927, na którym ścigano się w Stanach Zjednoczonych. Nie zabraknie jeszcze bardziej wyjątkowych egzemplarzy. Do nich z pewnością będzie należała Jawa, na której Hans Nielsen poległ w ostatnim jednodniowym finale światowym w Vojens w 1994 roku. Jest również Jawa z 1993 roku, na której mistrzostwo świata na długim torze wywalczył Simon Wigg. Jednym z najbardziej niezwykłych motocykli jest japoński motocykl Hasegawa H.K.S Speedway z 1988 roku, który był używany na betonowych i asfaltowych torach w kraju ich pochodzenia.

– Ian się z nami skontaktował i zaprosił, abyśmy obejrzeli jego kolekcję. Później podjął decyzję o tym, że przeznaczy ją na aukcję. To było w marcu. Samo przewiezienie wszystkich „materiałów” wymagało sporo pracy. W ciągu trzech dni było nas tu około sześciu osób. Mieliśmy dwie ciężarówki, około sześć przyczep, a niektóre z nich jeździły tam i z powrotem – mówi dla Speedway Star pracownik domu aukcyjnego.