Główny partner portalu

Żużel. Robert Lambert: Jestem całkiem niezłym żużlowcem, ale wiem, że powinienem być bardziej regularny

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

– Po pierwszym nieudanym sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej przemyślałem sobie wiele rzeczy odnośnie mojego podejścia mentalnego, przygotowania fizycznego oraz kwestii sprzętowych. Ciężko pracowałem nad wszystkimi wymienionymi aspektami i starałem się je doskonalić. Uważam, że dzięki temu znacząco poprawiłem swoje wyniki. Myślę, że moja kariera zmierza we właściwym kierunku. Znalazłem się na drodze, która może zaprowadzić mnie do czegoś wielkiego. Na pewno nie jestem jednak człowiekiem, który myśli o żużlu 24 godziny na dobę. Przychodzą takie chwile, kiedy po prostu trzeba się wyłączyć i złapać dystans – mówi Robert Lambert, z którym rozmawiamy o początkach kariery, najważniejszych osiągnięciach, polskiej lidze, przenosinach do Torunia oraz kulisach żużlowego życia.

 

Co sprawiło, że postanowiłeś zostać żużlowcem?

Od dziecka miałem kontakt z motocyklami. Swoją pierwszą małą maszynę dostałem w wieku trzech lat. To spowodowało, że zacząłem jeździć. Na początku traktowałem to jako zabawę i hobby. Kiedy jednak zdałem sobie sprawę, że można na tym zarabiać, to uznałem, że warto pomyśleć o poważnej karierze i zdobywaniu środków do życia w taki właśnie sposób.

Jak wspominasz swoje początki?

Pierwsze kroki stawiałem na torze trawiastym. Kiedy skończyłem dziewięć lat, to przerzuciłem się na motocykle żużlowe o pojemności 250cm. To stanowiło dla mnie wstęp do dorosłego żużla i startów na „pięćsetkach”. Oczywiście nigdy nie jest łatwo zaczynać poważną przygodę ze sportem oraz stawać się profesjonalnym zawodnikiem. Pamiętam, że na początku było pełno wzlotów i upadków. Czasami miałem wrażenie, że nie robię zbyt dużych postępów. Trzeba było poświęcić się w stu procentach, żeby wskoczyć na znacznie wyższy poziom.

Kto najbardziej pomagał Ci na początkowym etapie uprawiania żużla?

Ludźmi, którzy wprowadzili mnie do sportu byli moi rodzice. Naprawdę wiele im zawdzięczam. To właśnie oni przez wiele lat wozili mnie po całej Wielkiej Brytanii, żebym mógł się ścigać. Kiedy postanowiłem startować w Niemczech, aby napędzić moją karierę, to oni co weekend podróżowali tam ze mną i pokrywali wszystkie koszty. Dzięki nim dostałem wielką szansę, której nie mogłem zmarnować.

Jako młodziutki zawodnik zaliczałeś bardzo dużo startów w różnych ligach i turniejach. To zapewne wiele Ci dało.

Oczywiście, że tak. To był najlepszy sposób, żeby uczyć się żużla. Kiedy zaczynałem uprawiać ten sport, to wiedziałem, że powinienem spędzać na motocyklu tyle czasu, ile tylko będzie to możliwe. Dzięki temu zdobywałem doświadczenie i budowałem swoją wiedzę. Przy okazji poznawałem też różnorodne tory i kraje.

Czy Wielka Brytania to dobre miejsce do rozwoju dla młodego żużlowca?

Uważam, że tak. Tam jest znacznie więcej ciasnych i technicznych torów niż na przykład w Polsce. Takie owale wyrabiają lepszą kontrolę nad motocyklem oraz uczą mocniejszego wyłamywania się w łukach. Charakterystyka polskich torów sprawia, że tam trudniej jest nabyć takie umiejętności, a one mogą przydać się w każdej chwili. Myślę, że jeżeli ktoś zdecyduje się startować w Anglii na początkowym etapie swojej kariery, to potem będzie czerpał z tego korzyści.

Stosunkowo szybko zaznaczyłeś swoją obecność na krajowym podwórku i zdobyłeś złote medale zarówno w juniorskich jak i seniorskich Mistrzostwach Wielkiej Brytanii.

To były dla mnie bardzo ważne osiągnięcia i nadal przywiązuję do nich szczególną wagę. To właśnie one dały mi znacznie większą pewność siebie oraz wiarę we własne możliwości. Na pewno mogłem poczuć, że powoli staję się jednym z najlepszych brytyjskich żużlowców. Nie zamierzałem jednak przechwalać się swoimi sukcesami, ponieważ w żużlu nigdy nie masz pewności czy za chwilę coś nie przestanie działać tak dobrze, jak wcześniej. Zawsze wolałem twardo stąpać po ziemi i nie chodzić z głową w chmurach.

Od samego początku mówiło się jednak, że jesteś wielkim talentem i nadzieją brytyjskiego żużla.

W mediach można usłyszeć wiele rzeczy na różnorodne tematy. Oczywiście to było bardzo miłe, że postrzegano mnie jako dobrze zapowiadającego się zawodnika, ale nie powiedziałbym, że to działało na moją korzyść. Takie wypowiedzi mogą stać się źródłem presji, ponieważ wszyscy na każdym kroku oczekują od ciebie samych sukcesów i dobrej postawy. Trzeba zostawić to z boku i skupić się na pracy.

Jako młodzieżowiec potrafiłeś potwierdzić swoją wartość również na arenie międzynarodowej. Byłeś chociażby Indywidualnym Mistrzem Europy Juniorów czy dwukrotnym brązowym medalistą Mistrzostw Świata Juniorów. Zastanawiam się jednak czy w tej drugiej imprezie nie brakuje Ci trochę złota?

Za każdym razem walczyłem o zwycięstwo, więc nie ukrywam, że początkowo brak złota był dla mnie czymś frustrującym. Krótko po zawodach złościłem się, że znowu nie byłem w stanie tego osiągnąć. Po czasie zacząłem jednak dochodzić do wniosku, że to nie jest koniec świata. Cała ta sytuacja na pewno dała mi dodatkową motywację, żeby sięgnąć po sukces w innych wielkich zawodach.

Co sobie myślałeś o polskiej lidze, zanim zacząłeś w niej startować?

Od najmłodszych lat wiedziałem, że polska liga jest najlepsza na świecie i kiedyś będę chciał stać się jej częścią. Myślę, że każdy zawodnik zza granicy marzy, żeby ścigać się w Polsce. Zdawałem sobie jednak sprawę, że to jest bardzo wymagająca liga, w której zetknę się z wielkimi oczekiwaniami, potężną presją oraz parciem na wynik. Polacy podchodzą do żużla z nastawieniem, że po prostu musisz wygrać. Z tego względu uznałem, że podpiszę tu kontrakt dopiero jak poczuję, że jestem w stu procentach gotowy na to wyzwanie. W tym wypadku nie można było podjąć żadnej pochopnej decyzji.

Robert Lambert po trzech sezonach opuścił Motor.

Do polskiej ligi trafiłeś w 2017 roku za sprawą Motoru Lublin. Jakie były Twoje pierwsze wrażenia związane ze ściganiem się w tym kraju?

Nie ukrywam, że czułem się podekscytowany całą tą sytuacją. Cieszyłem się, że mogę zdobywać nowe doświadczenia i przekonywać się na własnej skórze jak to wszystko działa w Polsce. Byłem zdumiony, że na meczach pojawia się tak wielu kibiców, którzy wspierają swoją drużynę. Na każdym kroku było widać u nich ogromną pasję oraz zaangażowanie.

Razem z Motorem Lublin przeszedłeś przez wszystkie szczeble ligowe w Polsce. Najpierw była druga liga, potem pierwsza, aż w końcu przebiliście się do ekstraligi. Metoda małych kroków była dla Ciebie dobrym rozwiązaniem?

Na pewno chciałem rozpocząć swoją przygodę z polską ligą od najniższej klasy rozgrywkowej. Nie zamierzałem od razu rzucać się na głęboką wodę i ryzykować, że na przykład nie zdołam przebić się do składu, albo będę miał bardzo mało jazdy. To mogłoby mi zaszkodzić. Być może włodarze polskich klubów nie poznaliby się wtedy na moich umiejętnościach i nie postrzegaliby mnie jako dobrego zawodnika, na którego warto stawiać. Uznałem, że dla budowania pewności siebie oraz własnej pozycji najlepiej będzie zacząć od drugiej ligi, notować tam dobre wyniki, stawać się coraz lepszym żużlowcem i stopniowo przesuwać się coraz wyżej.

Jak bardzo poszczególne klasy rozgrywkowe w Polsce różnią się między sobą?

Przekonałem się, że największa różnica poziomów występuje między pierwszą ligą a ekstraligą. W najwyższej klasie rozgrywkowej praktycznie wszyscy rywale są z górnej półki i stawiają twarde warunki na torze.

Kiedy Motor awansował do ekstraligi, to podobno nie byłeś przekonany, że chcesz tam wystartować.

Tak, to prawda. W tamtym czasie czułem, że nie jestem jeszcze w pełni gotowy, żeby rywalizować na najwyższym poziomie i wolałbym zostać na jeszcze jeden sezon w niższej klasie rozgrywkowej. Z drugiej strony wiedziałem, że pomogłem lubelskiej drużynie spełnić jej marzenie o powrocie do ekstraligi i postanowiłem być wobec niej lojalny. Nie chciałem zostawiać działaczy w potrzebie, skoro nadal widzieli mnie w składzie. Ostatecznie uznałem, że nadal będę częścią tego zespołu. We wcześniejszych dwóch sezonach okazywałem się znaczącym elementem lubelskiej układanki, więc liczyłem, że zdołam to podtrzymać.

W niższych klasach rozgrywkowych rzeczywiście pokazywałeś się z dobrej strony, ale pierwszy sezon w ekstralidze nie ułożył się po Twojej myśli.

Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że tamten sezon ogólnie nie był dla mnie najlepszy. Wygląda na to, że czasami musi przyjść słabszy moment, żeby zwrócić uwagę na pewne rzeczy. Wtedy w Lublinie bez wątpienia nie miałem zbyt komfortowego położenia w drużynie, ponieważ przez większą część sezonu startowałem z pozycji rezerwowego. Nigdy do końca nie wiedziałem, kiedy pojawię się na torze i ile biegów ostatecznie pojadę. Zdarzało się, że byłem wypuszczany w środkowej fazie meczu, kiedy wszyscy zaliczyli już jakieś starty i mieli większe rozeznanie jak należy się spasować. To nie pomagało mi budować pewności siebie. Być może poziom rozgrywek również trochę mnie przerósł. W tamtym czasie było mi po prostu bardzo trudno pod wieloma względami i nie potrafiłem poradzić sobie z niektórymi rzeczami.

Po sezonie 2019 zakończyła się Twoja współpraca z lubelskim klubem. Jak teraz z perspektywy czasu wspominasz to miejsce?

Wspomnienia mam generalnie dobre. Razem z drużyną dokonaliśmy niebywałej rzeczy, przebijając się w ciągu dwóch lat z drugiej ligi do najwyższej klasy rozgrywkowej. Przyjemnie było dołożyć do tego swoją cegiełkę. Ostatni rok okazał się jednak dla mnie wyboistą drogą. Myślę, że sytuacja, w której wtedy się znalazłem nie pozwoliła mi wyciągnąć z tego pierwszego sezonu w ekstralidze tak wiele, jakbym sobie życzył.

Robert Lambert. Foto: Krzysztof Konieczny, GKM Grudziądz

Z Lublina przeniosłeś się do Rybnika, gdzie zaliczyłeś znacznie lepszy sezon. W ten sposób pokazałeś, że jednak jesteś zawodnikiem ekstraligowym.

Po pierwszym nieudanym sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej przemyślałem sobie wiele rzeczy odnośnie mojego podejścia mentalnego, przygotowania fizycznego oraz kwestii sprzętowych. Ciężko pracowałem nad wszystkimi wymienionymi aspektami i starałem się je doskonalić. Uważam, że dzięki temu znacząco poprawiłem swoje wyniki. Dodam także, że przed rozpoczęciem rozgrywek nastąpiły pewne zmiany w moim życiu prywatnym, które pomogły mi oczyścić głowę i skoncentrować się na ściganiu.

Poprzedni sezon przyniósł Ci nie tylko poprawę wyników w polskiej lidze, ale też kolejny sukces na arenie międzynarodowej. Zostałeś przecież Indywidualnym Mistrzem Europy. Można powiedzieć, że po chwilowym przestoju ruszyłeś ostro do przodu.

To najlepsze osiągnięcie w mojej dotychczasowej karierze. Byłem przeszczęśliwy, kiedy tego dokonałem. Warto wspomnieć, że jestem pierwszym brytyjskim żużlowcem, który wygrał te zawody. Dla mnie to spore wyróżnienie i powód do dumy. Na pewno nie chciałbym poprzestać na tym jednym złotym medalu. Mam zamiar wywalczyć go ponownie. Nawet jeśli nie uda mi się w tym roku, to myślę, że mam jeszcze sporo czasu, żeby zrobić to nieco później.

Zwycięstwo w Mistrzostwach Europy dało Ci przepustkę do Grand Prix.

To pokazuje, że moja kariera zmierza we właściwym kierunku. Znalazłem się na drodze, która może zaprowadzić mnie do czegoś wielkiego. Myślę, że każdy chciałby dołączyć do tego elitarnego grona. W pierwszym roku startów zamierzam przede wszystkim utrzymać się w cyklu na kolejny sezon. Najlepiej byłoby uplasować się w czołowej piątce. Uważam, że to jest realny cel, który znajduje się w moim zasięgu. Czuję się gotowy do rywalizacji z najlepszymi zawodnikami na świecie.

Sporym wyróżnieniem jest dla Ciebie również dołączenie do rodziny Red Bulla. Podejrzewam, że pozyskanie takiego sponsora naprawdę wiele znaczy dla młodego zawodnika.

Dla mnie to była wspaniała wiadomość, że ludzie z Red Bulla w Wielkiej Brytanii w jakiś sposób mnie wypatrzyli i postanowili docenić. Dzięki temu dołączyłem do bardzo prestiżowego grona. Myślę, że dostałem niepowtarzalną szansę, żeby zaprezentować się szerszej publiczności oraz umocnić swoją pozycję. Oczywiście obok wszelkiego rodzaju korzyści są też dodatkowe obowiązki. W zamian za pomoc i wsparcie muszę zapewnić Red Bullowi odpowiednią ekspozycję na portalach społecznościowych oraz w mediach. To jednak kompletnie mi nie przeszkadza. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę reprezentować ten team.

Po sezonie 2020 odszedłeś z Rybnika, ponieważ tamtejsza drużyna spadła do pierwszej ligi. Kolejny kontrakt podpisałeś w Toruniu, który z kolei wracał do ekstraligi po jednorocznej przerwie.

W okresie transferowym otrzymałem wiele ofert, ale musiałem wybrać jedną z nich. Wiedziałem, że muszę znaleźć miejsce, które zagwarantuje mi poczucie komfortu oraz przyjazne otoczenie. Toruń od samego początku kojarzył mi się bardzo dobrze, ponieważ to właśnie tam przypieczętowałem swój największy jak na razie sukces, czyli zdobycie Indywidualnego Mistrzostwa Europy. Uznałem zatem, że to będzie odpowiednie miejsce, żeby dalej się rozwijać i napędzać swoją karierę.

Jak oceniasz swoje tegoroczne wyniki w polskiej lidze?

Na pewno miewam lepsze i gorsze chwile. Wiem, że powinienem być znacznie bardziej stabilny i regularny. Cały czas intensywnie nad tym pracuję i próbuję podnieść swoją średnią biegopunktową. W żużlu jest jednak bardzo dużo niuansów, które odgrywają kolosalną rolę. To wszystko nie jest wcale takie proste, jak może się wydawać. Robię co w mojej mocy, żeby zdobywać jak najwięcej punktów dla zespołu i zadowalać samego siebie, ale nie zawsze wszystko układa się po mojej myśli. Czasami dobieram nienajlepsze ustawienia albo stawiam na niewłaściwy silnik i nie jestem w stanie zdziałać tak wiele, jakbym sobie życzył. Zdarza się również, że nadmiar treningów wprowadza u mnie drobne zamieszanie i wywołuje mentlik w głowie. Jeżeli za dużo testujesz, to paradoksalnie możesz oddalić się od tego, co faktycznie działa.

Jak czujesz się w Toruniu?

Cieszę się, że jestem częścią tego zespołu. Śmiało mogę powiedzieć, że czuję się tu praktycznie jak w domu. Wszystkich zdążyłem już poznać i przekonałem się, że klub jest naprawdę pomocny. Bardzo ważnym elementem w odniesieniu do budowania ducha naszej drużyny jest to, że wszyscy zawodnicy mają pewne miejsce w składzie. Nikt nie musi martwić się czy pojedzie w kolejnym meczu i traktować kolegów jako potencjalnych rywali. W zespole panuje dobra atmosfera i wszyscy potrafimy ze sobą współpracować. Myślę, że to potem znajduje odzwierciedlenie na torze. Kiedy tylko jest taka możliwość, to staramy się jeździć parowo i przyznam, że wychodzi nam to całkiem nieźle.

Jakie jest Twoje zdanie na temat trenera Bajerskiego?

Tomasz Bajerski na pewno jest człowiekiem, który potrafi wsłuchiwać się w twoje przemyślenia i próbuje pomagać ci tak bardzo, jak tylko może. Kiedy czegoś potrzebujesz, to możesz liczyć na jego wsparcie. Widać po nim, że przez cały czas interesuje się naszymi sprawami i chce jak najlepiej dla drużyny. Zależy mu na tym, żeby wszyscy czuli się dobrze i mieli komfortowe warunki do pracy.

eWinner Apator – GKM, Robert Lambert, Nicki Pedersen, Chris Holder fot. Jarosław Pabijan

Zaprzyjaźniłeś się już ze swoim nowym domowym torem?

Wydaje mi się, że coraz lepiej go rozumiem, ale to jeszcze nie znaczy, że jestem ekspertem w tej dziedzinie. Wiadomo, że ten tor nie zawsze jest taki sam, więc cały czas mam sporo przestrzeni do nauki i poznawania nowych linii jazdy. Chciałbym jednak podkreślić, że bardzo lubię Motoarenę i uważam, że to jest najpiękniejszy stadion żużlowy w Polsce.

A co sądzisz o polskich torach?

Nie ukrywam, że lubię polskie tory, ponieważ są szerokie i szybkie. To sprawia, że podczas jazdy mamy wiele możliwości. Oczywiście każdy owal ma odmienną charakterystykę i stawia zawodników w obliczu zupełnie innych wyzwań. Dzięki temu cały czas można podnosić swoje umiejętności i uczyć się czegoś nowego.

Jak teraz po kilku latach startów postrzegasz polską ekstraligę?

Wiem, że to jest dla mnie odpowiednie miejsce, w którym po prostu chcę być. Lubię się tu ścigać, ponieważ to jest żużel na najwyższym poziomie w skali światowej. Z drugiej jednak strony spotykam się tu z wieloma regulacjami i wytycznymi. Można odnieść wrażenie, że każdy najdrobniejszy aspekt jest ściśle określony w regulaminie. To nakłada pewnego rodzaju presję, ponieważ musisz mieć pewność, że za każdym razem wszystko dopiąłeś na ostatni guzik i niczego nie przeoczyłeś. Na pewno nie jest tu łatwo, ale trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że żużel generalnie jest wymagającym sportem. Nie każdy może go uprawiać. Kluczem do sukcesu jest nie tylko wysokiej jakości sprzęt, ale też odpowiednie nastawienie mentalne i dobra kondycja. Jeżeli chcesz być skuteczny, to musisz zwracać uwagę na wiele elementów.

Co możesz powiedzieć o swoim parku maszyn?

Mam wrażenie, że jeszcze nigdy nie posiadałem tak dobrego sprzętu jak teraz. Na pewno bardzo dobrze czuję się na swoich motocyklach. Muszę tylko za każdym razem znajdować odpowiednie ustawienia. Moje silniki przygotowuje Ashley Holloway. Bez dobrego wyposażenia na pewno nie byłbym gotowy do jazdy w polskiej ekstralidze oraz na arenie międzynarodowej. Jeżeli masz pewność, że twój sprzęt jest na wysokim poziomie, to zupełnie inaczej podchodzisz do zawodów.

Lubisz pracować przy motocyklach?

Oczywiście, że tak. Od najmłodszych lat jestem z tym oswojony. Na początku kariery zawsze przygotowywałem motocykle razem ze swoim tatą. Teraz jestem na zupełnie innym etapie, więc posiadam mechaników, którzy robią to za mnie. Dzięki temu mogę w pełni skoncentrować się na swojej działce, czyli na ściganiu i odpowiednim przygotowaniu do zawodów. To jednak nie znaczy, że nie interesuję się swoimi motocyklami i nie mam świadomości co się z nimi dzieje. Zawsze wpływam na to, w jaki sposób będą dopasowywane. Myślę, że wiem czego potrzebuję i przeważnie potrafię dobrać właściwe ustawienia. Kiedy nie jestem w stu procentach pewien, co powinienem zrobić, to wtedy dyskutujemy razem z teamem i wspólnie ustalamy, jaką drogę należałoby obrać. Na pewno mam dobre relacje ze swoimi mechanikami. Dogadujemy się zarówno w kwestiach zawodowych, jak również po godzinach pracy.

Jakim zawodnikiem jest Robert Lambert? Jakbyś scharakteryzował samego siebie?

Myślę, że jestem całkiem niezłym żużlowcem, ale wciąż nie zaliczam się jeszcze do ścisłej czołówki. Na pewno ciężko pracuję, żeby kiedyś się tam przebić. Moje zalety to umiejętność jazdy zespołowej oraz dobre odnajdywanie się w drużynie. Jeżeli chodzi o elementy do poprawy, to chciałbym dopracować swoje starty i nabyć takie zdolności, dzięki którym stanę się systematyczniejszy i nie będę notował zbyt dużych wahań formy.

Kto jest Twoim żużlowym idolem?

Mam kilka wzorców, z których chcę czerpać. Moim idolem zawsze był Nicki Pedersen, ale podziwiałem także Jasona Crumpa i Tony’ego Rickardssona. Cała trójkę wyróżnia wielka pasja do żużla oraz niesamowity charakter. Myślę, że oni pokazują, jak powinien wyglądać naprawdę dobry żużlowiec.

Nadal lubisz mieć dużo startów czy teraz układasz to trochę inaczej?

Dobrze jest być zajętym i mieć jak najwięcej jazdy, ale przekonałem się, że równie dobrze jest mieć trochę więcej czasu dla siebie między kolejnymi zawodami. To pozwala lepiej się na nich skupić oraz zregenerować ciało i umysł. Myślę, że trzeba znaleźć w tym wszystkim złoty środek i nie przesadzić ani w jedną ani w drugą stronę.

Życie żużlowca bywa męczące?

Myślę, że polubiłem żużlową rutynę i zdążyłem się do niej przyzwyczaić. Mam na myśli podróże, treningi, dietę itd. Jeżeli robiąc to wszystko czujesz się zmęczony, to znaczy, że nie poukładałeś sobie tego we właściwy sposób. Wiadomo, że po wielu żużlowych trudach momentami jestem wyczerpany, ale wtedy daję sobie chwilę na oczyszczenie głowy i relaks, a potem mogę wracać do swoich obowiązków i dalej czerpać z nich radość.

Czasami przydaje się reset.

Na pewno nie jestem człowiekiem, który myśli o żużlu 24 godziny na dobę. Przychodzą takie chwile, kiedy po prostu trzeba się wyłączyć i złapać dystans. To jest najlepsza droga do rozwoju i podnoszenia swojego poziomu. Nieustanne rozmyślanie raczej nie przyniesie niczego dobrego, dlatego warto trochę odsapnąć. Jeżeli twój mózg przez cały czas będzie w trybie czuwania, a ty bez przerwy będziesz zadręczał się żużlowymi sprawami, to nie dojdziesz do sukcesu.

Jak spędzasz wolne chwile? W social mediach widać, że nie lubisz siedzieć w miejscu i przeważnie znajdujesz się w ruchu.

Zgadza się (śmiech). Zanim pojawiła się pandemia, znacznie częściej jeździłem do domu w Anglii i pracowałem tam na farmie. To był mój sposób na oderwanie się od żużla i złapanie oddechu. Obecnie w wolnym czasie przede wszystkim trenuję i podejmuję różne inne aktywności. W zimę lubię jeździć na nartach. Dzięki temu dostaję zastrzyk adrenaliny, której wtedy strasznie mi brakuje z powodu przerwy w żużlowych rozgrywkach. Oczywiście cieszę się również każdą chwilą spędzoną wspólnie z moją dziewczyną. Myślę, że poza żużlem całkiem sporo dzieje się w moim życiu.

Od jakiegoś czasu mieszkasz w Polsce. Czy tak młodemu człowiekowi trudno jest odnaleźć się w innym kraju?

Nie jest wcale tak źle. Coraz bardziej się do tego przyzwyczajam. Jestem wielkim szczęściarzem, że mam obok siebie wspaniałą dziewczynę, która wspiera mnie na każdym kroku i pomaga mi przezwyciężać wszelkie bariery językowe.

Na koniec zapytam jakie masz żużlowe plany i marzenia na przyszłość?

Moim podstawowym celem jest zostać któregoś dnia Indywidualnym Mistrzem Świata. Chciałbym również zostawić coś po sobie w tym sporcie i stać się wzorem do naśladowania dla przyszłego pokolenia.

Rozmawiał KAROL ŚLIWIŃSKI