Główny partner portalu

Żużel. Tomasz Gollob: Moje życie to jedna wielka walka. Nauczyłem się żyć z bólem (WYWIAD)

fot. Jarosław Pabijan
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Tomasz Gollob, najlepszy polski żużlowiec w historii, który dokonał w speedway’u wielkich rzeczy, obecnie rozgrywa swój najważniejszy wyścig w życiu. Były zawodnik walczy o powrót do zdrowia po nieszczęśliwym wypadku na torze motocrossowym w 2017 roku.  Zapytaliśmy indywidualnego mistrza świata 2010 m.in. o przebieg rehabilitacji, nowego promotora Grand Prix, a także o ekstraligowe nowinki.

 

Tomku, rozmawiając z Tobą nie sposób nie zapytać o zdrowie. Jak się czujesz? Jak przebiega proces rehabilitacji?

Rehabilitacja to jest jeden wielki ból i ciągła walka. Nie mówimy tu o rehabilitacji złamanego palca, a połowy człowieka, czyli od klatki piersiowej w dół. To nie są przyjemne rzeczy, to są trudne rzeczy. Rehabilitacja trwa już wiele miesięcy, ona się nie kończy i dalej będzie trwać. Wierzę, że to przyniesie skutek na tyle, że kiedyś nogi wyprostują mi się i będę mógł stanąć o kulach, czy chodziku. Ta rehabilitacja ma to na celu. Jest to trudny proces, ale nie poddaję się i walczę.

Cierpiałeś na potwornie silne bóle. W dalszym ciągu zmagasz się z nimi?

Tak, bóle są, one mnie nie opuszczają. Nauczyłem się z nimi żyć. Każdego roku udoskonalam to wszystko, aby przyjmować, jak najmniej tabletek. Oczywiście, to nieraz się nie udaje, ponieważ bóle są bardzo duże w związku z tym korzystam z tabletek, czy innej chemii farmaceutycznej, która zatrzymuje bóle lub je zmniejsza.

Skąd czerpiesz siłę na codzienną walkę z bólem i powrotem do zdrowia?

Człowiek jest tak skonstruowany, że jak jest trudno i ciężko, to się walczy. Na pewno to mi zostało z toru. Zawsze walczyłem, całe życie. Gdziekolwiek bym nie był to wszędzie walka, od młodych lat. Moje życie to jedna wielka walka, więc kontynuuję ja dalej. Oczywiście, po drodze tej walki udało się dokonać wielkich i miłych rzeczy w sporcie.

Bycie blisko żużla poprzez uczestnictwo m.in. w transmisjach telewizyjnych, jako ekspert Canal +, pozwalają wypełnić tę pustkę spowodowaną brakiem bezpośredniego kontaktu z motocyklem?

Nie nazwałbym tego pustką. W momencie, kiedy doszedłem do tego stanu, że mogę poruszać się i przemieszczać robię to z przyjemnością. Tak długo, jak będę mógł przekazywać informacje kibicom, którzy oglądają w telewizji transmisje, będę to robił. Chcę wypowiadać się na temat tego, co w danym momencie dzieje się na torze w trakcie meczu, bo sam jeździłem, czuję to i przekazuję kibicom obiektywne spostrzeżenia. Lubię wszystkich zawodników i wszystkim kibicuję tak samo, ale w sporcie jest tak, że ktoś wygrywa, a ktoś inny musi przegrać. Staram się przekazywać obiektywne informacje i bardzo mnie to cieszy.

Bartosz Zmarzlik był bliski zdobycia trzeciego tytułu mistrza świata z rzędu. Zabrakło naprawdę niewiele. Twoim zdaniem czego?

Bartek miał naprawdę dobrego rywala i po prostu przegrał. Nie zapominajmy o tym, że on już jest mistrzem świata i to dwukrotnym, więc może wygrywać, ale też i przegrywać, a tego mistrzostwa mu już nikt nie zabierze. Minus jest tylko taki, że nie jest trzeci raz z rzędu. Chcąc to osiągnąć będzie musiał teraz przez trzy lata wygrywać, co będzie  bardzo trudne, ale jest to możliwe. Jak mówi zawsze mój ojciec „człowiek zrobił, człowiek zrobi”.

Nowy promotor, Grupa Discovery nada świeżości cyklowi Grand Prix, wpłynie na jego rozwój?

Na pewno tak, tylko musimy dać im trochę czasu. Nie możemy od razu wymagać od nich wielkich zmian. Wierzę w to, że dodadzą świeżości i nowych pomysłów, ale na to musimy chwilę poczekać.

 Jednym z celów nowego promotora jest ekspansja turniejów poza Europę. To dobry pomysł?

Zobaczymy. Nie chcę wypowiadać się na plus, czy na minus, bo nie mam takiej dużej wiedzy, jak to ma wyglądać. Niech to się dzieje, a co będzie to wspólnie zobaczymy.

Nowy sezon przyniesie również zmiany na naszym krajowym „podwórku”. Pojawi się kilka nowości w PGE Ekstralidze, m.in. sześć drużyn awansuje do fazy play-off oraz ruszą rozgrywki dla zespołów U-24. Ma to sens?

Zobaczymy, nie ja jestem inicjatorem tego. Będę się przyglądał. W Szwecji to funkcjonowało, więc dlaczego miałoby w Polsce nie funkcjonować. Sześć drużyn będzie miało okazję powalczyć o wielki finał, więc myślę, że to jest dobre w dzisiejszym żużlu, który jest tak dobrze pokazywany. Jest to przemyślane.

Twoim zdaniem sprawdził się zapis o pozycji zawodnika do 24 lat w każdej drużynie?

Nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo każdy ma swój punkt widzenia. Należy pytać osoby, które tworzą regulamin i oni wytłumaczą, czy to miało sens, czy też nie. Nie byłem osobą decyzyjną, stoję z boku, więc nie chcę tego komentować.

Wiele klubów boryka się z problemem małej liczby juniorów. Jak zachęcić młodych chłopców do uprawiania tej dyscypliny sportowej?

Dobre pytanie. Sam nie wiem. W dzisiejszym świecie młody człowiek ma bardzo duże wymagania, więc każdy, który przychodzi i rozpoczyna jeździć to zaczyna od wymagań. Nie wiem jak zachęcić. Świat się zmienił, kiedyś jak uprawiało się sport było to wyróżnienie, dzisiaj to jest biznes. Myślę, że młodzież powinna garnąć się do sportu bez większej zachęty. To jest trudne zagadnienie.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę dużo zdrowia.

Rozmawiała DOROTA WALDMANN