lotto partner główny serwisu
nie. Kwi 21, 2019

Samoobrona Drylsona. Co z Dariuszem Ostafińskim?

Wolter, wielki francuski humanista XVIII wieku, przejrzał nas na wskroś. Powiedział kiedyś, że: „Jeden Polak to istny czar, dwóch Polaków – to awantura, a trzech Polaków – och, to już jest polski problem”. Niezmierniem rad, że po dwustu latach nie musim już walczyć o niepodległość, drżyć o przyszłość naszych dzieci i gotować do poświęceń największych. Znów możem beztrosko uprawiać filozofię, zapomnić o problemach, a o głupotach nieskończenie rozprawiać i żyć dostatnio. Nie może inaczej być, skoro wielu zajmuje to, czy Dryła powinien komentować mecze Motoru. Jakiż to piękny a snadny musi być żywot i lekki, jeśli nie przynosi trosk znaczniejszych i pozwala czas przeznaczać na dywagacje takiego kalibra! Zazdrość, szczera zazdrość bierze na myśl samą, że po łez padole i tacy stąpią, co dla których to właśnie jest problem wart zachodu…

Pan Dariusz Ostafiński zaprosił do swojego programu mojego szefa i oznajmił mu, że według niego nie powinienem komentować meczów drużyny z Lublina. Wpadł na taką myśl po przeczytaniu felietonu. Felietonu, który zresztą obiecał opublikować, a nie opublikował, bo mu się nie spodobał. Pomijając to, że Pan Ostafiński nic z tego tekstu nie zrozumiał (albo sprytnie udaje, że nie zrozumiał – tak, jak udaje, że go w ogóle nie było), nie do końca odczytuję sens zatytułowania materiału na ten temat „Co z Tomaszem Dryłą?”… I rozprawiania nie o tym, jak komentuję, jakie błędy popełniam, co w mojej pracy jest nie do przyjęcia, ale… czy w ogóle powinienem czymś się zajmować! Ja też uważam, że Pan Ostafiński nie powinien robić wielu rzeczy, które robi. Bardzo wielu…

Tak, potwierdzam: jestem rudy, mam metr osiemdziesiąt, dziesięć tatuaży i urodziłem się w Lublinie, oraz – co gorsza – jestem z tego dumny i nie zamierzam owego faktu taić. By udobruchać Pana Ostafińskiego i tych, którym to nie odpowiada, tj. widzą w tym jakiś zgrzyt, bądź niemoralność – nie zacznę nagle udawać, że tak naprawdę to słaby ze mnie Lubelak. Że Ojciec urodził się w Białce, a Mama w Hrubieszowie. Takie zachowanie byłoby dopiero, według mnie, brakiem rzetelności i ośmieszaniem nie tyle siebie, co Odbiorców.

Oczywiście – dla niektórych obiektywny komentator żużlowy powinien urodzić się w Suwałkach, najlepiej nie chodzić nigdy na stadion, nie kibicować żadnej drużynie, nie znać się prywatnie z zawodnikami/trenerami/prezesami i generalnie – jak wnioskuję – najlepiej nie interesować się tym sportem. Żeby nie budzić podejrzeń i nie narażać na zarzut stronniczości. Tylko, że speedway to nie koszykówka. Gdzieś trzeba się nim zarazić, jakiś tor w pacholęcym wieku uznać za swój drugi dom i którąś drużynę pokochać. Taka specyfika tego sportu, że zdecydowana większość zajmujących się nim ludzi pochodzi właśnie z „żużlowych miast”, została zaciągnięta na stadion przez kogoś z rodziny, albo znajomych i tak zostało.

Zastanówmy się, czyje mecze mógłbym komentować? Najprościej będzie to zrobić przez eliminację tych, których oczywiście komentować nie mam prawa. Jasne, że Motor odpada w pierwszej kolejności. Bo pochodzę z Lublina i otwarcie to przyznaję, znam się z żużlowcami i zarządem. No i grzech największy – odwiedzałem Grzegorza Zengotę w szpitalu. Tu sprawa jest dość oczywista. Wątek szpitalny od razu elegancko wyklucza nam Toruń, bo przecież odwiedziłem swego czasu w angielskim hospitalu Chrisa Holdera, tuż po jego najpoważniejszej kontuzji w karierze. Tak być nie może. Kurczę… byłem też u Jarka Hampela, kiedy roztrzaskał nogę w Gnieźnie. A potem jeszcze odwiedzałem go w trakcie rehabilitacji. Odpada. Ale Unia Leszno i tak by odpadła, i to potrójnie. Już „Czarne Charaktery” z Emilem Sajfutdinowem i Januszem Kołodziejem załatwiłyby sprawę, a dochodzą przecież jeszcze serdeczne znajomości z Jarkiem, Piotrem Pawlickim oraz młodzieżowcami – Bartkiem Smektałą i Dominikiem Kuberą, który w swoim busie targał mój mandżur przez dwa tysiące kilometrów, a jakby mało było crossowych gratów, dołożyłem mu fotelik dziecięcy i dwie beczki oliwy… Właśnie! Mój motor, narażając się na mandat za przeciążenie, wiózł do Hiszpanii trener Piotr Baron. Poza tym, nie czarujmy się – czy mecze Unii może komentować gość, który na tyle złapał klimat z drużyną, że dostał zaproszenie na obóz przygotowawczy w Hiszpanii? I jeszcze bezczelnie z tego zaproszenia skorzystał? Oczywista, że nie.

„Czarne Charaktery”, które zrealizowałem dla nSport+, też będą pomocnym kluczem do eliminacji kolejnych drużyn. Wiadomo przecież, że przy pracy nad takim reportażem poznaję lepiej ludzi, zżywam się z nimi, a niektórych – ku trwodze – mogę jeszcze polubić. Tu odpada przede wszystkim Falubaz: „Czarny” z trenerem Adamem Skórnickim i dwa (pisemnie: 2!) z Nickim Pedersenem. Wykreślamy też Włókniarza – przez reportaż z Pawłem Przedpełskim, no i wspólną eskapadę z trenerem Markiem Cieślakiem do Australii. Żagara też lubię, a to przecież grzech niemal niewybaczalny!

Grudziądz odpada. Prowadziłem przecież przedsezonową prezentację drużyny i zakończenie roku. Dobrze znam się z Przemkiem Pawlickim i noszę jego czapkę, bo mi się podoba. No i z Robertem Kościechą. Z Kennethem Bjerre byłem niedawno w Gorican. Lubię też prezesa. Nie, z GKM nie ma opcji.

Wydawać by się mogło, że Sparta będzie w tym zestawieniu bezpieczna. Nic bardziej mylnego! Zbyt blisko koleguję się z Vaclavem Milikiem, który pomagał mi w pewnej podróży, przechowując motocykl w swoim pardubickim warsztacie i którego kilka razy odwiedziłem tam poza sezonem. No i Maciej Janowski – na pewno znamy się zbyt dobrze, żebym mógł komentować mecze z jego udziałem.

Gorzów był pierwszym miastem, w którym skomentowałem mecz Ekstraligi i, nie ma co dłużej kryć, czuję sentyment do tego miejsca. Więcej – jestem zauroczony Zawarciem i mam dobry klimat z Szymonem Woźniakiem. Karygodne.

Przejdźmy stopień niżej. Łódź, Piła i Gniezno odpadają z automatu. Jeleniewski, Bober, Jabłoński. Ostrów też podejrzany – Grzegorz Walasek, z którym byłem na crossie w Hiszpanii i cała rodzina Porzeraczy Puul. Rybnik byłby bezpieczny, gdyby nie znajomość z Kacprem Woryną. Dużo czasu już upłynęło i tak sobie myślę, że może upublicznilibyśmy już nasze „lotnicze”, mrożące krew w żyłach i realnie zagrażające życiu wyczyny z Zakopanego? Jasno wynika, że w niedalekiej przyszłości mógłbym ewentualnie komentować mecze Unii Tarnów z Lokomotivem Daugavpils, lub Wybrzeżem Gdańsk. O ile, oczywiście, awansując do PGE Ekstraligi, nie wzmocnią się zawodnikiem, z którym się przyjaźnię.

O ww., dyskwalifikujących mnie faktach raczej powszechnie wiadomo. A są przecież jeszcze różne wspólne wypady, imprezy, ogniska i zajawki z różnymi zawodnikami, które miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego… I nie ujrzą.

Ja wcale nie muszę mieć racji. Ale mogę i zazwyczaj mam swoje zdanie. I od tego właśnie jest felieton. Nie pozjadałem wszystkich rozumów i wcale nie jestem pewien, że idę dobrą drogą. Może faktycznie powinienem w tym środowisku ucinać wszelkie kontakty i pozostawiać je na poziomie przedmeczowych rozmów w parkach maszyn? Wykasować wszystkie numery telefonów? Najdziwniejsze jest to, że sam nie wiem, jak skomentowałbym mecz Motoru Lublin. Nie mam pojęcia, jakby to wyszło. Nie wiem, czy byłbym w stanie zachować obiektywizm i zrobić to przynajmniej poprawnie. Nie wiem z prostej przyczyny – nigdy tego nie robiłem. Choć zawsze o tym marzyłem. Z tego, że nigdy dotąd tego nie robiłem wynika jeden, niektórych być może zaskakujący, fakt – ja jeszcze niczego nie zawaliłem, nie zepsułem, nie dałem jeszcze żadnych podstaw do skreślania mnie, nie skalałem się jeszcze skrajnym brakiem obiektywizmu. Jeśli to zrobię – sam pewnie wyczuję kwas i pierwszy poproszę o to, by nie wyznaczać mnie do kolejnych tego typu wyzwań. Na razie jednak kartę mam czystą i jeśli zostanę wyznaczony do komentowania meczu w Lublinie, na pewno dołożę wszelkich starań, by zrobić to jak najlepiej.

A może to mógłby być mój atut? Skoro od komentatora wymaga się, by „wiedział więcej” – przecież to on jest na miejscu właśnie po to, by zastąpić oczy, uszy i pamięć Widza przed telewizorem? Znać kulisy, historię i jak najwięcej ciekawostek. Pod tym kątem, na pewno najlepiej znam Motor. To naturalne. Może dzięki temu Kibic dowie się czegoś interesującego w trakcie transmisji? Nie wiem, tak tylko głośno myślę, bo wydaje mi się, że to część mojej pracy… Być może ktoś, kto stale funkcjonuje tak, by szkodzić, jątrzyć i wszędzie doszukiwać się złych intencji, oraz sensacji, w ogóle nie jest w stanie pomyśleć, że mógłbym wiedzy i znajomości nie wykorzystać w niecnym celu, a wręcz przeciwnie – podnieść jakość relacji? Jeśli niezłe kontakty w środowisku są grzechem, to… chyba będę jednak grzeszył nadal.

Nie zazdroszczę Marcinowi Majewskiemu, który musi już niedługo wysłać obsady na mecze. Jeśli pośle mnie do Leszna – w opinii niektórych w jakimś sensie przyzna, że obawia się spekulacji, a to niedobre. Jeśli pojadę do Lublina – nie czarujmy się, pewnie wszystko sknocę. Wiecie, dlaczego? Bo niezależnie od tego, jak dobrze wykonałbym swoją robotę i tak znajdzie się paru ludzi, którzy usłyszą nie to, co powiem, a to, co zechcą usłyszeć. Pochwała Grudziądza będzie czymś oczywistym, pochwała Lublina – brakiem obiektywizmu. I, w pewnym sensie, to cały urok kibicowania – emocje, utrata zdrowego rozsądku na czas trwania meczu, chwilowa niezdolność racjonalnego postrzegania rzeczywistości. Taka prawda – każdy tak ma i sam też się na tym łapię.

To jak – może poczekajmy? My, Polacy, lubimy wydawać wyroki bardzo szybko. To taki nasz, polski problem, kiedy jest nas więcej, niż dwoje. Wytykać potknięcia, pastwić się, szczuć, mieszać z błotem i ordynarnie obrażać. Często robimy to przed procesem i zapoznaniem się z materiałem dowodowym. Tacy już jesteśmy, od setek lat. A przynajmniej od czasów Woltera.

TOMASZ DRYŁA

18 thoughts on “Samoobrona Drylsona. Co z Dariuszem Ostafińskim?

  1. Panie Tomaszu, jestem rozczarowany. Szczerze. Miałem nadzieję, że nieopublikowany przez “dziennikarza” felieton będzie jedynym do niego nawiązującym. I temat umilknie. Tymczasem wchodzi Pan w przepychanki słowne… szkoda. Jak mawia młodsze pokolenie, nie karm trola!

  2. Tomek, rób swoje. Masz żużel we krwi. Nie przejmuj sie opiniami pismaków z żużlowej prowincji. Byłeś, jesteś i zawsze będziesz mi sie kojarzył z najlepszym komentarzem meczów E-ligi w nsport. Ty po prostu musisc tam być, a w Lublinie obowiazkowo. Jak smok Wawelski w Krakowie, Syrenka w Warszawie, Koziolki w Poznaniu a Dryła w Lublinie!!! Pozdrowienia z Wroclawia. Kocham Cie:*

  3. Tomek, po co wydajesz się w jakiekolwiek przepychanki z Ostafinskim. Ten człowiek nigdy nie napisał artykułu o żużlu (Nie mylić z artykułami powiązanymi z żużelem typu kto ile zarabiał, kto wypił piwo), nie zna się na nim, nie jest szanowany przez nikogo że środowiska. Szefa Twojego zaprosił bonlicz6 na występy w magazynie. Nawet jak się zdarzy Tonie pochwalić Lublin to co ?… Tzn że się nie nadajesz ?? Tomek obiecaj że już nie będziesz się z tą miernota wydawał w polemikę nie warto

  4. Nie umiem sobie przypomnieć kiedy po raz pierwszy usłyszałem komentarz Pana Tomasza. Barwa głosu, fachowość, umiejętność przekazania całej palety emocji. To słyszymy co tydzień na antenie nc+. Sam miałem również niewątpliwą PRZYJEMNOŚĆ rozmowy i zrobienia sobie fotki z Panem Tomaszem. Zwyczajny, nie zadzierający nosa facet. Zestawcie sobie to teraz z niskim poziomem wiedzy, skłonnością do konfabulacji, wymyślaniem różnej maści dyrdymałów typa, który nie potrafi przyznać się do błędu. Co tu nie gra? Ano to, że Ostafiński nie mając pojęcia czym jest obiektywizm próbuje się doszukać jego braku u NAJLEPSZEGO komentatora Speedwaya w Kraju między Odrą, a Bugiem. Na domiar złego taka miernota bawi się w cenzora… Coś bym dodał, ale “Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić pańskie postępowanie.”

  5. Wszyscy wiedzą jakie kocopoły wypisuje Ostaf! Gość jest po prostu niewiarygodny albo łyka jak pelikan to co usłyszy w słuchawce telefonu ze swoimi rozmówcami 😉
    Tomek, takiego komentatora jak Ty, to telewizja długo by musiała szukać.

  6. Jak dla mnie to każdy mecz w tym kraju powinien być komentowany przez Tomka.Moim zdaniem komentarz na najwyższym poziomie oddający emocje na stadionie a nawet podnosi je jeszcze wyzej.Obejrzalem wiele męczy gdzie komentował mecze Tomek i wiele gdzie komentowali inni i dla mnie nie ma porównania.Zetelnosc wiedza sporo ciekawostek i sposób komentarza.Czekam na mecz w Lublinie który będziesz komentował i obejrzę go z przyjemnością mimo że jestem z województwa waszych przeciwników.Wkoncu prawdziwy kibic doceni doceni dobre zawody okraszony dobrym komentarzem.A co do pana Ostafinskiego.No cóż podrzędny gryzipiorek musi coś pisać…

  7. Panie Tomaszu, chylę czoła za ten tekst! Nie lubię oceniać ludzi, ale “Pan Ostaf” już dawno powinien zmienić dyscyplinę, ba nawet branże, bo jest co raz gorzej. Twierdzi że może się pojawić stronniczość, to ciekawe jak wytłumaczyć jego większość tekstów, która aż kipi stronniczością. Panie Tomaszu, rób Pan swoje, bo robi to Pan fenomenalnie i aż się chce oglądać mecze z Pana komentarzem, a nie myli się tylko ten, co nic nie robi. Pozdrowienia z Wrocławia.

  8. Ja bym bardzo prosił, aby dać możliwość skomentowania spotkania Panu Darku, ale czekaj… On zna wszystkich tunerów.. hmm zresztą On zna wszystkich… Zresztą On wszystko wie… Przepraszam.

  9. brawo Panie TOmku… jeste Pan najlepszym komentatorem a ten pajac to najwieksze zlo, zakompleksione dziecko ktore samo powoduje konflikty w srodowisku wywlekajac dziwne watki… tym bardziej ze u niego to widac najwieksza stronniczosc.. do uslyszenia!!

  10. Panie Tomku, komentarz meczu Motoru to Pana obowiązek! Tak długo Lublin czekał na powrót, że odebranie Panu możliwości komentowania meczu swojej drużyny to czyste chamstwo. Jeśli byłoby subiektywnie, to co z tego? Nie dajmy się zwariować. Za te wszystkie lata najlepszego komentarza żużla ever, najzwyczajniej w świecie należy się Panu. Ja jako fan Unii Leszno z chęcią takiego komentarza posłucham. Pozdro!

  11. Panie Tomku, wyznacza Pan standardy, które dla takiego dziennikarza jak Ostafiński były, są i będą nieosiągalne. To dla niego za wysoka półka. On sam o tym doskonale wie i ta świadomość go przygnębia i wpędza w kompleksy uwidaczniające się potem w jego miałkich publikacjach. Ale to jest głównie jego problem, Pan niech się tym nie zajmuje.

  12. No jak po bandzie to po bandzie, choć osobiście uważam, że szkoda strzępić język/pióro/klawiaturę* (*niepotrzebne skreślić).
    Nic to nie zmieni – trolowanie, kliki, lajki i inne głaski i tak będą priorytetem. Robienie dziennikarskiego szamba z mojej ukochanej dyscypliny sportu (nie to już nie sport to RELIGIA) stało się faktem choćby nie wiem jak bardzo miało mnie to boleć. Żal bierze na samą myśl, że środowisko związane z tą niszową jednak choć piękną dyscypliną zamiast integrować ktoś za wszelką cenę stara się dzielić.
    W dobie wszechwładnych socialmedia i całkowitej dehumanizacji wszystkiego, inteligencja nie sztuczna i nie udawana jednak zawsze będzie w cenie Tomaszu/Drylsonie/Lubelaku* (*nic nie kreślić).

  13. Pełen szacun za artykuł i za to co Pan robi. Proszę się nie przejmować jakimś tam pismakiem, co nie do końca wie o co w tym chodzi. Pana komentowanie jest w pełni profesjonalne.

  14. Ostafiński zasługuje na bezrobocie dziennikarskie. Pajac niewygodnych komentatorów blokuje na tt a z SyFów usuwa według kaprysu. Typowy frajer. Dziennikarski wycieruch. Jak spotkam go na Smoku to zapamięta tą wizytę na długo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.