Bartosz Smektała kolekcja
lotto partner główny serwisu
betard
czw. Lut 27, 2020
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz
Polcopper

Piotr Pawlicki. fot. Paweł Prochowski

Piotr Pawlicki – typ niepokorny

W świecie mediów utarł się kontrowersyjny zwrot, w myśl którego nieważne jak o Tobie mówią, ważne, żeby w ogóle mówili. Dobrze, źle, z uczuciem szacunku lub niechęci, to wszystko jest niby nieistotne. Liczy się tylko powtarzalność, klikalność i życie na medialnej fali. Z wizerunkiem na pierwszych stronach gazet i nazwiskiem we wszystkich komentarzach. Mam wrażenie, że Piotr Pawlicki trochę niechcący osiągnął nadrzędny cel speców od pijaru. O nim się mówi, pisze i dyskutuje. Doszliśmy do momentu, w którym każdy znawca żużla ma swoje zdanie na temat Piotra Pawlickiego.

Przez cały rok nazwisko kapitana Unii Leszno odmieniane jest przez wszystkie możliwe przypadki. A całe spektrum kontrowersji rozpoczęło się podczas odwołanego Złotego Kasku w Pile. Piotr Pawlicki miał wtedy stanąć na czele strajku zawodników, uznając obiekt Polonii za niebezpieczny. W zasadzie to żużlowcy odwołali tamte zawody i od tego momentu mamy jasno podzielony front. Po jednej stronie stacjonuje Piotr Pawlicki z koleżeńsko-rodzinnym zapleczem. Po drugiej stronie barykady stoi armia działaczy Głównej Komisji Sportu Żużlowego i Polskiego Związku Motorowego. Gdzieś pomiędzy, trochę niechcący i jakby przez przypadek, stoi trener reprezentacji, Marek Cieślak. Już niezdolny do mediacji. W efekcie narastającego konfliktu Piotr Pawlicki powołał do życia grupę L-4, odpuszczając gdański Złoty Kask. W rewanżu grono schorowanych wyleciało z kadry.

Dodam może jeszcze, że młodszy z braci Pawlickich nie darzy wielką estymą żużlowego mistrza świata Bartosza Zmarzlika. W świecie mediów społecznościowych, a to nie pogratuluje gorzowianinowi sukcesu, a to w plebiscytowych głosowaniach popiera jego rywali. Niby nic, a jednak wzbudza to kontrowersje. W końcu te wszystkie fejsbuki, tłitery i instagramy śledzą tysiące ludzi i ich akurat ten świat interesuje. I to z niego niejednokrotnie czerpią wiedzę o otaczającej nas rzeczywistości. Wnioski wyciągane są automatycznie i bez taryfy ulgowej. Jak nie pogratulowałeś i nie odznaczyłeś, znaczy nie lubisz i nie szanujesz. Prosty przekaz.

I tym sposobem Piotr Pawlicki stał się najbardziej kontrowersyjną postacią w polskim żużlu. A ta scena zacznie się dzielić na jego fanów i przeciwników. Jedni będą wspierać, inni gwizdać i złorzeczyć. Zastanawiam się tylko, co z tego konfliktu ma dla siebie sam zainteresowany? Odnoszę wrażenie, że wychowanek Unii Leszno mógł nawet nie spodziewać się, że jego decyzje spowodują lawinę negatywnych skutków. Że całe to zainteresowanie jego osobą wciąż będzie kwitło, a jego słowa i gesty media rozbiorą na czynniki pierwsze. Mam przy tym pewność, że leszczynianin nic na tym nie zyskuje, za to dużo traci. I na pewno dzięki łatce kontrowersyjnego tytułów nie zdobędzie. Kasy z tego powodu też nie przybywa. A szufladkowanie się w opozycji wobec trenera reprezentacji, żużlowych urzędasów, kolegów z kadry i kibiców na dłuższą metę musi okazać się męczące, frustrujące i dalekie od sportowego entuzjazmu.

Może w przypływie megalomanii Piotr Pawlicki myślał, że to on z grupą kolegów ma decydujący wpływ na polski sport żużlowy? Może nie spodziewał się, że wyląduje poza kadrą? Ostro licytował i przelicytował. Może liczył, że będzie w lepszej dyspozycji sportowej i wyniki z toru dadzą mu pozycję największej gwiazdy? Będzie rozdawał karty, dzielił i rządził. I tutaj również się przeliczył. A jak to bywa w przypadku młodych ludzi sukcesu, nie są oni przyzwyczajeni do krytyki. Lubią szczerość w stosunku do innych, ale już niekoniecznie wobec własnej osoby. Wokół nich kręcą się ludzie usłużni, często lizusy, a oni nie są gotowi do konstruktywnej krytyki. Fani i pochlebcy przysłonili Pawlickiemu świat, a jego wielki rywal z Gorzowa odstawił do kąta i pod względem sportowym okazał się dużo lepszy. Czas, żeby ktoś przekonał „Piotrusia Pana”, że istnieją różne światy, odmienne opinie i nie zawsze rację ma ten silniejszy, głośniejszy lub bardziej zacietrzewiony. 

W minionym sezonie Pawlicki spadł w sportowych rankingach. Talent predysponuje go do startów w finałach Grand Prix, a on jest poza cyklem. Zyskuje za to miano frustrata, bo nie radzi sobie z sukcesami Zmarzlika i bez najmniejszych kłopotów można snuć teorię o jego kompleksie względem gorzowianina. Kibicom może nie podobać się olewanie Złotego Kasku i dziecinne próby ucieczki w chorobę. A jak powszechnie wiadomo, paluszek i główka, to szkolna wymówka. Marek Cieślak nie miał wyboru i nie powołał grupy L-4 do kadry, co dla części środowiska jest najlepszą decyzją z możliwych.

Można mnożyć przeróżne perspektywy. Podszczypywać Pawlickiego, lekko ironizować i traktować go z przymrużeniem oka. Chciałbym jednak, żeby sam zawodnik zrozumiał, że od politykowania, zarządzania i strajkowania są inni. A on niech zajmie się żużlem. Najlepiej w ciszy i spokoju, budując formę i warsztat. Bez medialnego zgiełku i inwestycji w konflikt. Ustawianie się w ciągłej kontrze do świata jest strasznie męczące fizycznie i psychicznie i siłą rzeczy odbija się na formie sportowej. Na końcu zniknie satysfakcja z uprawiania żużla i o Piotrze Pawlickim będziemy mówili z perspektywy zmarnowanego talentu.

DAWID LEWANDOWSKI