Mikkel Michelsen i Leon Madsen
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Krono-Plast Włókniarz Częstochowa świetnie rozpoczął starcie z Betard Spartą Wrocław. Właściwie Lwy kontrolowały większość spotkania, prowadząc ośmioma punktami jeszcze przed biegami nominowanymi. W nich wrocławianie wytoczyli jednak dwa potężne działa, wygrywając w 14. i 15. wyścigu podwójnie, a mecz zakończył się remisem. Z meczowego punktu oczywiście bardziej cieszyli się Spartanie.

 

Lwy mają czego żałować, bo dwa duże punkty były tak naprawdę na wyciągnięcie ręki. Mimo dobrego wrażenia, wciąż są jednak bez wygranej w tym sezonie.

– To kolejne takie spotkanie. Jestem zawiedziony i sfrustrowany. Szczególnie z powodu swojego ostatniego biegu, w którym przedzieliliśmy parę Sparty. Oglądałem się za siebie i widziałem Maksa (Drabika – dop.red.), więc myślałem, że wszystko jest pod kontrolą. Wtedy wyprzedził mnie Dan, co szczerze mówiąc bardzo mnie zaskoczyło. Prowadzimy cały mecz i nie wygrywamy, podobnie jak to miało miejsce rok temu w meczu przeciwko Stali Gorzów. To bardzo dołujące, ale musimy walczyć dalej – powiedział po spotkaniu Mikkel Michelsen.

Żużel. Jest wyraźnie pod formą. Trenuje od samego rana!

Trudno tak naprawdę wskazać głównego winowajcę utraty punktów. Drużyna, wydaje się, spisała się całkiem dobrze. Zabrakło wyraźnego lidera i przede wszystkim punktów w wyścigach nominowanych. Michelsen wywalczył 9 punktów oraz bonus i jak przyznaje, nie jest do końca z występu zadowolony.

– Każdy z nas dziś prezentował się dobrze i zdobywał punkty, co z pewnością należy pochwalić. Spisaliśmy się lepiej niż w poprzednich spotkaniach. Ze swojego występu nie mogę być jednak zadowolony. Pogubiłem parę punktów, w jednym biegu przyjechałem na ostatnim miejscu, co nigdy nie jest fajne – powiedział Duńczyk.

Żużel. Zmarnowana szansa Hampela. Kowalski i Woryna z awansem

W ostatnich latach dużo mówiło się o częstochowskim torze. Padały zarzuty o to, że nie do końca jest on sprzymierzeńcem miejscowych zawodników. Michelsen nie chce jednak się tym zasłaniać.

– Zawsze, gdy nie wyjdzie mecz na domowym torze, pojawia się to pytanie. Uważam, że nie tędy droga. Tor był naprawdę dobrze przygotowany. Wrocławianie po prostu spasowali się w drugiej połowie meczu i byli od nas nieco szybsi. W niedzielę mamy kolejny domowy mecz, więc większe zmiany pod kątem nawierzchni to nie jest dobry pomysł. Jeśli tor będzie podobny do tego, co mieliśmy we wtorek, będziemy już mieli pewną wiedzę. Czeka nas kolejne trudne spotkania, ale w Ekstralidze to żadna nowość – podsumował.