lotto partner główny serwisu
czw. Paź 17, 2019
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz

Grzegorz Walasek.

Nieposzlakowane: Poszerzać czy nie?

Miało być ekskluzywnie, światowo, widowiskowo i telewizyjnie. Jak jest, już powoli widać, szczególnie po beniaminkach. Nie ma ludzi, nie ma wysokiego “C”. Borykał się z problemami Tarnów i mimo zasobnego budżetu oraz zatrudnienia agencji HR, nie podołał. Obecnie ten sam kłopot mają w Lublinie. Czyli, co? Uszczuplamy ekstralipę? Boże broń, wręcz odwrotnie.

Do połowy lat dziewięćdziesiątych ówczesna pierwsza liga, czyli najwyższa klasa rozgrywkowa, liczyła 10 zespołów. Na zapleczu, w drugiej dywizji, rywalizowali wszyscy inni. Ci z aspiracjami, budżetem i składem oraz ci ledwie zipiący, z ambicją na przetrwanie. Wyniki zdarzały się nawet po 70:20, ale dzięki temu, na ten przykład, wrocławska Sparta mogła przeciągnąć kilka sezonów, zewsząd zbierając lanie, by jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stać się potęgą. I jakoś nikomu to szczególnie nie wadziło. Niestety, ówcześni geniusze, a zarazem decydenci wykombinowali, że należy to zepsuć. Stare chińskie przysłowie powiada “lepsze jest wrogiem dobrego” i w tym krótkim zdanku mieści się kwintesencja zagadnienia. To, co było dobre przez lata, postanowiono “poprawić”. Rozgrywki podzielono na trzy klasy z ośmioma klubami w ekstra i pierwszej lidze, bo takie nazewnictwo zastosowano i pozostałymi “trzema na krzyż” w drugiej, czyli trzeciej dywizji. Przekonywano wówczas, że takie rozwiązanie będzie ze wszech miar korzystne. Co prawda nie było jeszcze sponsora tytularnego w owej ekstralidze, z telewizją toczono boje, by ktokolwiek zechciał łaskawie pokazać na swej antenie speedway, do tego za free, ma się rozumieć, ale zapędy i zakusy były.

W pierwszej dywizji mieli startować wyłącznie kandydaci do awansu z odpowiednimi budżetami i składami, zaś II liga miała być w zamyśle poletkiem uprawnym dla żużlowych talentów, które sypać się miały jak z rogu obfitości. Nie pomyślano tylko, że spadkowicze, bez zastrzyku gotówki od sponsorów tytularnych, bądź w znacznie niższej kwocie, bez argumentu w postaci transmisji, by skutecznie werbować innych partnerów, do tego z często znacznie niższą frekwencją i wyraźnie słabszym składem, mogą zwyczajnie przegrać i w czasie dwóch, trzech sezonów, z pierwszoligowej ekipy stać się “wypełniaczem” drugoligowego frontu, o ile w ogóle zdołałyby przetrzymać kryzys. To część prawdy. Druga jest taka, że niektóre ośrodki, w pędzie do sukcesu, mocno nie bilansowały budżetów. O ile przez pierwsze dwa, trzy lata była szansa połatać stare dziury wpływami z nowego sezonu, o tyle po tychże dwóch, trzech “łataniach” następował krach. Wierzyciele coraz gwałtowniej upominali się o należności i klub… zazwyczaj likwidowano, czasem w to miejsce powołując nowy twór, tyle że rozpoczynający boje od najniższej ligi. Zamiast więc być rezerwatem dla młodych wilczków, szybko stała się II liga przechowalnią tanich w utrzymaniu emerytów i hobbystów.

Mamy więc, chcąc nie chcąc, ową ekstralipę z coraz mniejszą liczbą coraz starszych gwiazd. Mamy transmisje, sponsorów i… mamy problem. Brakuje ludzi, bo rządzącym rozgrywkami brakło wyobraźni, by zauważyć, że ekstraliga nie była, nie jest i nie będzie oderwaną, hermetyczną wizytówką na światowym poziomie, bez regularnego dopływu świeżej krwi. Ekstralipa jest skazana na życie w symbiozie z pierwszą i drugą klasą rozgrywkową, bo bez nich i mądrego regulaminu owa świeża krew nie dopłynie. I z takim właśnie brakiem, przyszło zacząć się borykać.

Ratunek? Jeszcze bardziej zmniejszyć liczbę klubów? To byłoby samobójstwo. Uciec przed klęską należy do przodu. Zatem, w mojej opinii, jak najwcześniej wrócić do formuły z 10 zespołami w ekstralidze, a czy niżej utrzymywać nadal sztucznie jeszcze dwie klasy, to również wielce dyskusyjne. Jeśli w drugiej lidze miałyby rywalizować ledwie 4 drużyny, to koniecznie po dwa razy każdy z każdym, żeby tej jazdy choć trochę zapewnić kibicom, jednak sądzę, że mimo wszystko rozsądniej byłoby dokooptować te cztery ekipy do pierwszej, czyli de facto jedynej ligi zaplecza, bezpośredniego zaplecza. Zaprotestuje ktoś, że byłyby przecież ogromne dysproporcje,z uwagi na przywołany tu brak ludzi na odpowiednim poziomie do ścigania. I to prawda. Tak właśnie by było. Ale nie można patrzeć wyłącznie przez pryzmat czubka własnego nosa i partykularnego interesu “tu i teraz”.

Pierwsze sezony 10-zespołowej ekstraligi byłyby czymś w rodzaju inwestycji możnych w tych nieco słabszych z aspiracjami i we własną przyszłość. Kwestie finansów miały rozwiązać licencje, lecz liczne przykłady powszechnych “umów sponsorskich” dowodzą, że to system nieskuteczny i łatwo go ominąć, może więc na chwilę przywrócić KSM? Wyznaczyć dolny limit, ale także ograniczyć górną siłę teoretyczną zespołu. Dysproporcje byłyby początkowo mniejsze, bogatsi nie mieliby szansy bez kontroli hulać i szastać pieniędzmi, pozbawiając przy okazji konkurencję możliwości… konkurowania przy krótkiej koszuli zawodniczej, a po kilku sezonach i “wyprodukowaniu” odpowiedniej liczby ekstraligowych ścigantów, śmiało można by z KSM-u zrezygnować. Im mniej sztucznych ingerencji, tym lepiej, ale na starcie trzeba szczęściu nieco pomóc. Nie twierdzę, że akurat KSM jest rozwiązaniem idealnym. Jestem dziennikarzem, nie geniuszem. Moją rolą obserwować i opisywać, od pomysłów i decyzji są “tęższe głowy”. Mam jednak nadzieję, że dostrzegają one fatalną tendencję w światowym speedwayu coraz mocniej dotykającą naszą wizytówkę. Rozumiem, że problem jest znacznie bardziej złożony, bo i koszty sprzętu i marna liczba lig i mniejsza liczba nacji oraz zawodników w ogóle, że o tych liczących się nie wspomnę.

Argument diametralnie różnej siły zespołów, nawet bez sztucznych uregulowań, odrzucam, bowiem obecnie także zdarzają się spotkania po 60:30. Do tego dołóżmy kilku ciekawych i nie geriatrycznych chłopaków na zapleczu, obecnym zapleczu. Taki lokalny matador pokroju Kacpra Woryny, startując na co dzień z najlepszymi mógłby się rozwinąć i bardziej i szybciej, a tak zaczyna powoli zjadać własny ogon i bez awansu Rybnika, za chwilę go zje. Przy “napiętych” składach, czy jak kto woli okrojonych u obecnych ekstraligowców, jedna kontuzja czołowego zawodnika sprawia kolosalną różnicę, a zespół musi się napocić, by unikać solidnych porażek. Ratunkiem tylko szeroki rynek porównywalnych żużlowców. A i dla klubów, mimo wyższej liczby spotkań będzie taniej, bo przy dwóch kandydatach na jedno miejsce, ceny są niższe niż przy jednym wartościowym na trzech chętnych. Wtedy to zawodnik dyktuje warunki i mamy rynek pracownika, należy to odwrócić i nie żebym był przeciw zawodnikom. Jestem za nimi. Szczególnie tymi biedniejszymi z niższych lig i najmłodszymi, którym kasę z rynku ściągają nieliczne gwiazdy tak, że dla nich pozostaje niewiele. Niewiele kasy i niewielkie szanse, by zaistnieć.

Jeśli sytuacji w naszym i światowym speedwayu nie zaczniemy prędko naprawiać, to już za dwa, trzy lata, rzeczywiście nie będzie kim się ścigać w ekstralipie, szczególnie jeśli idzie o “polskie kevlary”, a poziom spadnie drastycznie. I to takie czarne, oby nie prorocze, mam wizje przyszłości. Zatem, skoro próbowano tylu już nie do końca przemyślanych “wymysłów”, może warto wrócić do przeszłości. Do rozwiązań, które były dobre i mogły nadal funkcjonować. Bo jeśli nie, to co? Skurczymy ekstralipę do czterech zespołów i od razu pojedziemy play offy? Oby nie.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

9 thoughts on “Nieposzlakowane: Poszerzać czy nie?

  1. Juz w tym roku powinna ekstraliga liczyc 10 zespolow, daloby sie to zlozyc. Ja jestem fanem 12sto zespolowej ligi, z wielkim wybuchowym finałem na narodowym. Trzeba zmierzac w strone “uświatowienia” tej ligi. Prosze zauwazyc, jak okrzykniety chlopak Pawel Miesiac jedzie w ekstralipie. Chlopak praktycznie na swoim terenie nie schodzi z 10 pkt. A wielu sie smialo ze to nawet nie 1 ligowiec…tylko 2 ligowiec. Strasznie wiele kolorytu wprowadzil do ekstraligi i chwała mu za to, to potwierdza teze że chłopaków kilku jest, którzy by sobie poradzili. Tym bardziej, że w obecnych czasach dostęp do tego najlepszego sprzętu jest o wiele szerszy niż te paredziesiąt lat wstecz. Co do KSM nie wyznaczałbym dolnego limitu, tu trzebaby bardziej zniesc tzw. awizowane składy i inne tego typu bzdury, wiadomo że zawodnicy mają GP, niech sie odpukać 2 zawodnikow ze skladu wykruszy w 1 zawodach, nazajutrz nastepne i nie ma z czego uszyc dolnego limitu 😉 Tu trzeba zbudowac cos wielce sensownego i na lata, a mozna.

  2. i sam KSM nei moze byc w tej konfiguracji co obecnie. Musi byc srednia z 3 do 5 sezonow wstecz. Musi byc tez notoryczna budowa KSMu na teraz. W zwiazku z ZZtkami. I jedno apropo! Jesli masz kolesia ktory jest nr 1 w KSM to moze go kazdy zastapic. Ale jesli masz zawodnika pod 2. To ten nr 1 zastapic go nie moze, ale ten 3,4, czy 5 juz moze. JAK sie chce to mozna to odpowiednio uszyc 😉 😉 😉

  3. a i jeszce jedno. KSM- zawodnik jezdzil w ekstralidze 3 sezony, z czego 15 w 1 lidze. I jaki tu KSM zrobic? Otoz, dla ekstraligi KSM tylko z ekstraligi, a w 1 lidze KSM tylko z 1 ligi, jesli ktos tu gzdies nie startowal, wtedy umowne 6,5 dla obco , dla polaka 4,00 etc

  4. To wszystko już było i nie wróci więcej; czy aby to tylko słowa piosenki a nie ludzkie wydziwianie. Bo jak tak siądę to głupieje; mawiał śp.pewien kabareciarz. Wszystko te odwołania należy skierować do działaczy na tych złotych zydlach. Właśnie poco zmieniać w myśl czego chyba własnego widzimisię. Pozwolę sobie zacytować słowa Autora felietonu:Stare chińskie przysłowie powiada “lepsze jest wrogiem dobrego” to przysłowie powinno być jako motto na każdym biurku geriatrów extra-lipy. Czy Historia żużla ponownie zatoczy koło? i powrócimy do 10,11,12 zespołów oraz KSM. W rozgrywkach II ligi w 1967 startowało 10 zespołów 1969 – 9 zespołów a w 1981 -10 zespołów.
    II liga w 1967 tabela wyglądała tak:
    1.Śląsk Świętochłowice,
    2.Unia Leszno,
    3.Kolejarz Opole,
    4.Zgrzeblarki Zielona Góra,
    5.Gwardia Łódź,
    6.Stal Toruń,
    7.Start Gniezno,
    8.Motor Lublin,
    9.Karpaty Krosno,
    10.Polonia Piła,
    P.S. Co do KSM jest wielu przeciwników jak dyrdymały pewnej pani “kto bogatemu zabroni” ; nie widząc czy też ignorując zachowanie co niektórych młodych jeźdźców bez głowy,którzy wiedzieli ,że z bardzo niskim KSM ; kluby oraz zawodnicy zaczęły licytować kontrakty tych słabeuszy aby zmieść się w KSM.
    Żużel czy to magia? czy to blef? a może to już tylko utopia?

  5. Wszystko tylko nie KSM bo już przerabialiśmy to tyle razy za za każdym razem okazywało się to wypaczeniem regulaminów – np. dogadanie się z innym klubem i zbijanie KSM. No i karanie za dobrą jazdę klubów dobrze poukładanych.
    I jeszcze jedno – wszelkie zmiany dotyczące spadków i awansów, zmiany zasad rywalizacji itp. zamykać na długo przed rozpoczęciem sezonu a nie w jego trakcie!

  6. Do strachliwi – moją wypowiedz przedstawiłem w formie opisu to co już było oraz wszelkie związane z tym wypaczenia. Geneza tego zagadnienia jest taka ,że cokolwiek się zmieni to po czasie okazuje się ,że jest to kolejny niesprawiedliwy gniot pisany na kolanie. Wprowadzony KSM w tamtych latach oraz powrót do takiej samej postaci (Michał z Poznania uzupełnił dokładnie tą listę wypaczeń.)Na taki powrót KSM stanowczo mówię NIE. Natomiast co do powiększenia ligi jestem za powiększeniem.
    Niesprawiedliwe jest też karanie klubu (czytaj Rybnik za doping zawodnika) – kara dla zawodnika i to dotkliwa. A zmniejszenie kary w trakcie jej odbywania bez rzeczowego uzasadnienia to jakieś kpiny.

  7. Pan Sierakowski niestety ma krótką pamięć i słabe rozeznanie w kwestii organizacji klubów. Zacznijmy od powiększania ligi. Druga liga BYĆ MUSI (!) bo to idealny poligon dla młodzieży i zagranicznych zawodników, często z krajów nie żyjących żużlem. Dysproporcja pomiędzy 1 a 2 ligą w finansach jest często ogromna, ambicje różne i żal patrzeć na jednostronne mecze w powiększonej 1 lidze. Jeśli Ekstraliga miałaby się powiększyć, to wówczas wtedy gdy znalazłyby się kluby uzupełniające lukę w 2 lidze. Wspomóc Śląsk Świętochłowice, Spartan Przemyśl, WTS Warszawa i szukać dalej. Nakłonić ekstraligowe kluby do rezerw. Zaprosić drużyny z zagranicy wzorem Lokomotivu. DRUGA LIGA MUSI ZOSTAĆ. Co do KSM, to jest to taki szajs, który więcej szkodzi niż pomaga. Równa w dół co widać w lidze brytyjskiej. Psuje długoterminowe strategie i mąci w głowach sponsorów. Nigdy nie będzie mojej zgody na ten ,,silikon żużlowy”. Tak, silikon bo z silikonem niby są cycki ładne, równe, przyciągają wzrok ale mleka z tego zero, wali sztucznością a z czasem wygląda tragicznie. Jak KSM.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.