Z prawej Per Jonsson.
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Per Jonsson, ikona toruńskiego Apatora. Szwed, znany jako „Długi Per”, przez cztery sezony w pomorskich barwach zdołał na tyle rozkochać w sobie polskich kibiców, że nawet rada miasta doceniła ten fakt i spektakularne dokonania Skandynawa. W 2010 roku jedną z ulic nazwała ulicą Pera Jonssona.

Jonsson, podobnie jak wielu innych byłych żużlowców, porusza się na wózku inwalidzkim. To skutek fatalnego w skutkach upadku podczas derbów Pomorza Bydgoszczy (26 czerwca 1994 roku). Szwed wygrał wówczas trzy wyścigi, w tym dwukrotnie pokonując po trasie miejscowego asa Tomasza Golloba, co było nie lada osiągnięciem. W czwartym starcie ustawił się spod płotu. Po lewej, od krawężnika Rutecki, Kuczwalski i Cieślewicz. Per rzadko uciekał rywalom spod taśmy, punkty wypracowywał raczej na dystansie. Tu było podobnie. Równy start i klasyczne żużlowe domino. Rutecki trąca na wejściu „Kuczwala”, ten Cieślewicza, a bydgoszczanin zwiera się ze Szwedem, po czy ten ostatni, z impetem, jak wystrzelony z procy uderza w bandę, wtedy jeszcze bez dmuchawców. Kolizja jakich wiele, lecz skutki opłakane. Do dziś Jonsson porusza się na specjalistycznym wózku, mając władzę jedynie w dłoniach, by sterować nowoczesnym urządzeniem.

Jak trafił do Torunia? Jak sam wspominał, czasy były niepewne i wiele gwiazd z nieufnością podchodziło do perspektywy startów w Polsce. Przełomu dokonał Hans Nielsen, w sezonie 1990 reprezentując klub z Lublina. W kolejnym zgłosili się działacze z Torunia i Per postanowił spróbować. Nie bez wpływu na tę decyzję była znajomość toru z wcześniejszych startów. Nie ukrywał przy tym, że finanse także miały swoje znaczenie. W Polsce można było zarobić nawet dwa razy więcej niż w Anglii czy Szwecji, ale jego zaskoczyli kibice. Na wyspach żużel oglądało około dwóch tysięcy ludzi, w Szwecji trzy, a u nas 15 nawet 20 tysięcy kibiców na meczu. To robiło wrażenie.

Per Jonsson na żużlowym firmamencie po raz pierwszy zaświecił w sezonie 1985, kiedy wygrał mistrzostwo świata juniorów. Turniej w Abensbergu przyniósł Szwedowi komplet 15 oczek i pewne zwycięstwo, przed rodakiem Jimmy Nilsenem i Ole Hansenem z Danii. Reprezentanci Trzech Koron zdominowali tamte zawody. Dość powiedzieć, że w pierwszej czwórce było ich trzech. W dorosłym żużlu pierwszą wiktorię zanotował w wieku zaledwie 24 lat. Na torze w angielskim Bradford nie było łatwo. Per musiał stoczyć wyścig barażowy o tytuł championa z Shawnem Moranem (USA). Wygrał, a jak się później okazało, we wcześniejszym półfinale rywal startował na dopingu, więc ostatecznie wymazano z tabel srebrny medal, nikomu go nie przyznając. Brązowy w finale Todd Wiltshire oraz czwarty w klasyfikacji Hans Nielsen musieli więc obejść się smakiem i nie awansowali o pięterko, co jest akurat dość powszechną praktyką, choćby w ruchu olimpijskim.

„Długi Per” zdobywał medale indywidualnie, drużynowo i parami, ale złota dorobił się indywidualnie wśród juniorów i seniorów oraz w historycznym, ostatnim na razie finale MŚP. 1 sierpnia 1993 roku w Vojens mieli wygrać Duńczycy. Gospodarze w składzie Nielsen, Knudsen i Karger byli faworytami, jednak zdołali wywalczyć tylko brąz. Lepsi okazali się Amerykanie Correy i Ermolenko z, ciekawostka, rezerwowym Hancockiem, który nie wyjechał na tor oraz Szwedzi. Jonsson nie był liderem ekipy w tych zawodach. Pierwsze skrzypce zagrał Tony Rickardsson, a po trzy dobre wyścigi dorzucili solidarnie Henka Gustafsson i Per, co razem dało 26 oczek i tytuł. Historyczny, bo dotąd ostatni w tej formule.

Potem derby i dramat. Wielu by się załamało, ale nie on. Długo walczył o powrót do „jako takiej” sprawności, pozwalającej w bardzo ograniczonym zakresie, ale jednak egzystować. Nie odsunął się od sportu, który zrobił mu krzywdę. Z radością przyjął ofertę objęcia posady trenera Rosspigarny w rodzinnej Szwecji. Toruń uhonorował swego idola także w 1995 roku, przyznając Medal Za Zasługi dla Miasta Torunia. Do Grodu Kopernika, swego drugiego domu, Szwed zawsze wraca chętnie i z rozrzewnieniem. Wielkim wsparciem było fantastyczne przyjęcie przez tłumy kibiców w 2010 roku, podczas otwarcia ulicy jego imienia, a tam dodający otuchy baner w rodzimym języku zawodnika. Zimny Per wzruszył się wówczas jak dziecko. To musiała być piękna i ważna chwila dla Jonssona. Oby miał takich jak najwięcej.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI