Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Trzeci tytuł Indywidualnego Mistrza Świata autorstwa Bartosza Zmarzlika to zdecydowanie numer jeden weekendowych wydarzeń w czarnym sporcie. Polak przeszedł do historii jako najmłodszy zdobywca trzech złotych krążków.

 

27 lat i trzy mistrzostwa świata na koncie… Niesamowity wyczyn. Nam, przeciętnym zjadaczom chleba, trudno sobie wyobrazić emocje temu towarzyszące. Ale mam wrażenie, że gorzowianin już myślami jest przy kolejnym sezonie. Wszak ten trzeci raz to dopiero początek drogi do historii. Następne rekordy czekają na pobicie, a Zmarzlik ma wszelkie predyspozycje, by tego dokonać. Po turnieju w Malilii zapytany czy będzie miał jeszcze motywacje do tego, by dążyć do kolejnych tytułów, odparł krótko, że o to martwić się nie musimy. Znając jego przeogromną ambicję możemy być pewni, że na laurach nie spocznie. Bo to nie w jego naturze. Ciągle chce wygrywać, a to charakteryzuje wielkich mistrzów.

Złoto już zaklepane, ale to nie znaczy, że ostatnia runda w Toruniu będzie nudna. Teoretycznie o srebro nie może być jeszcze spokojny Leon Madsen, a iście zacięty bój zapowiada się o brązowy medal. Na razie na najniższym stopniu podium jest Patryk Dudek, ale grupa pościgowa jest liczna. A do tego walka o utrzymanie w cyklu, z której zwycięsko wyjdzie tylko najlepsza szóstka. Finisz Grand Prix zapowiada się zatem interesująco.

Wracając na ligowe podwórko nadal nic nie wiemy jeśli chodzi o zwycięzców finałów. W drugiej i pierwszej lidze w meczach rewanżowych górą była pogoda. Nie obyło się bez medialnej burzy na temat warunków w Zielonej Górze. Fakt, w niedzielę zdarzyło się trochę słońca, ale tego, że przez kilka dni na przemian lało i mżyło, przedstawiciele ekipy z Krosna zdali się już nie uwzględniać. Jaki ma to wpływ na tor, szczególnie przy niskich temperaturach, nikogo przekonywać nie trzeba. Jak to mówią, sorry, taki mamy klimat… Nie kupuję tłumaczenia, że w Krośnie było podobnie, a tor udało się przygotować. Bo jaki to był tor, i jakie widowisko, to wszyscy mieliśmy okazję zobaczyć.

JUSTYNA NIEĆKOWIAK