Główny partner portalu

fot. The John Somerville Collection
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

We wtorek minęło trzydzieści lat od śmierci legendy polskiego żużla, Edwarda Jancarza. Kto wie, jak potoczyłyby się dalsze, również życiowe losy zawodnika gorzowskiej Stali, gdyby nie wypadek na torze w połowie lat 80. ubiegłego stulecia. 9 sierpnia 1984 roku Jancarz uczestniczył w groźnym karambolu podczas test-meczu z reprezentacją Włoch, który odbył się zaledwie parę dni przed finałem Drużynowych Mistrzostw Świata.

 

Podczas jednego z biegów Valentino Furlanetto nie opanował motocykla i uderzył w jadącego Jancarza. Wypadek wyglądał makabrycznie i położył się cieniem na dalszym przebiegu zawodów. Ówczesna żona Jancarza, Halina, zemdlała.

– Było wiadomo, że stało się coś bardzo poważnego. Zakazałem puszczania muzyki w dalszej części zawodów – wspominał ówczesny spiker, Krzysztof Hołyński.

Obrażenia po wypadku były poważne – wstrząs mózgu, złamana łopatka, pęknięta podstawa czaszki. Sam zawodnik, nieprzytomny, został przetransportowany do Akademii Medycznej w Poznaniu. Rokowania lekarskie nie napawały optymizmem. Bardziej zastanawiano się nad tym, czy zawodnik przeżyje, a nie myślano w ogóle o powrocie na tor. Podczas gdy Jancarz nieprzytomny walczył w stolicy Wielkopolski o swoje życie, w Lesznie walczono o tytuł Drużynowego Mistrza Świata. Przed zawodami wielotysięczną publiczność obiegła plotka, że… Jancarz nie żyje.

Wbrew tej informacji zawodnik przeżył i na tor – jak na prawdziwego „twardziela” przystało – powrócił. Zdaniem poznańskich lekarzy, powrót do zdrowia zawodnik zawdzięczał wyłącznie swojej woli i silnemu charakterowi. Po powrocie do żużla gorzowianin jednak nie był już tym samym żużlowcem. Wiek oraz być może podświadomy strach robiły swoje. W 1986 roku na torze w Gorzowie zorganizowano turniej pożegnalny Edwarda Jancarza, w którym mistrz pokazowo wystartował w jednym biegu i definitywnie pożegnał się z torem. Symboliczny plastron Jancarz przekazał młodemu Piotrowi Świstowi. 

Poniżej prezentujemy film właśnie z tego wypadku który zakończył zdaniem wielu karierę Jancarza. Film publikujemy dzięki uprzejmości panów – Jerzego Michalaka oraz Tadeusza Gniadka.