Liczba tygodnia

Kliknij→

Tyle tytułów indywidualnego mistrza świata wywalczył obchodzący w tym tygodniu 89 urodziny Ove Fundin.

LICZBA TYGODNIA LOTTO

Tyle punktów zdobyła reprezentacja Polski podczas DME na torze w Poznaniu

Żużel. Wojciech Kluk (Fabryka Rowerów): Lindgren, Madsen i Przedpełski mają zadatki na kolarzy. Chcę szybko dopisać Włókniarzowi gwiazdkę (WYWIAD)

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Fabrykarowerow.com to obecnie największy w Europie sklep monobrandowy. Jego twórca, Wojciech Kluk to nie tylko pasjonat kolarstwa. ale i żużla. O tym, ile dają żużlowcom rowerowe treningi i nie tylko w rozmowie z częstochowianinem.

 

Wojtek, skąd u Ciebie wzięła się miłość do rowerów? Z tego co wiem, zaczęło się w okolicach piątej klasy szkoły podstawowej… 

Dokładnie. Rowery zawsze były moją pasją. Popsułem dwa rowery, mama kupiła mi trzeci, ale pod warunkiem, że będę uczył się sam go serwisować. 

Wiele lat trenowałeś kolarstwo wyczynowo.

Prawda jest taka, że do kolarstwa nigdy nie miałem ani talentu, ani chęci. Jednak zostanie kolarzem było moim marzeniem i skutecznie to zrealizowałem. Niestety w pewnym momencie – nazwijmy to – mojej kolarskiej kariery miałem wypadek. Po nim przebywałem dziesięć dni w śpiączce i oczywiście nie było mowy o powrocie do ścigania na rowerze. Zostałem przy rowerach. Do tej pory jeżdżę amatorsko. Zacząłem również pracę w tej branży. Do 2014 roku pracowałem w trzech dużych firmach. W pewnym momencie podjąłem decyzję o otworzeniu własnej działalności. Była nią fabrykarowerów.

Od 2014 roku minęło osiem lat. Twój sklep ma obecnie naprawdę sporą popularność. Jak się skutecznie rozwija swoją markę?

Recepta chyba jest jedna. Wszystko wymaga czasu i ciężkiej pracy. Sukcesy same nie przychodzą. Naszą dewizą było też to, aby od początku każdy nasz klient – bez względu na zasobność portfela – czuł się u nas wyjątkowo i był zadowolony z naszej obsługi. Sporo też na pewno w „wypracowaniu” marki pomogły moje kontakty z zawodowymi kolarzami z czasów mojej sportowej kariery. Nic nie zrobiło się samo. Sam wiesz, prowadząc stronę, że za wszystkim stoi praca, którą nie zawsze widać i ktoś z boku nie wie, ile w coś należy włożyć wyrzeczeń, starań aby odnieść sukces. 

Ostatnio otworzyliście w Częstochowie nowy salon.

Tak. Nie lubię bardzo używać tego słowa, ale obecnie jest to największy sklep Treka w Europie i największy tego typu obiekt Treka na całym świecie. Oprócz sklepu mamy jeszcze pub sportowy. Cała powierzchnia naszego rowerowego „ośrodka” to ponad sześć tysięcy metrów kwadratowych. Sama sprzedaż nie jest niesamowicie trudna. Najważniejsze jest zawsze utrzymanie klienta i tworzenie dobrej atmosfery. 

Rowery to pasja, sposób na życie, miłość?

Dla mnie chyba tak naprawdę jest to wszystko w jednym. 

Przejdźmy do żużla. Skąd u byłego kolarza wzięła się ta dyscyplina sportu?

Na żużel chodziłem od dziecka ze swoim wujkiem. W pierwszym „poważnym” roku działalności, a był to rok 2015, na targach rowerowych w Częstochowie porozmawiałem z Michałem Świącikiem. Włókniarz też miał na targach swoje stoisko, rozmowa była początkiem naszej długoletniej współpracy. 

Pytanie z kategorii tych nielubianych. Jak to jest – zawodnicy dostają od Ciebie rowery w formie sponsoringu, jako prezenty. Na czym Wasza współpraca tak naprawdę polega?

Przede wszystkim polega na tym, że zawodnicy jeżdżą na rowerach można powiedzieć półwyczynowo i chcą to robić na jak najlepszym poziomie. Zależy im na jak najwyższej jakości usług. Nieodzowne jest zatem wsparcie ich pod różnym względem, jak choćby doboru pozycji, serwisie czy na właściwej fizjoterapii kończąc. Jeśli chodzi o aspekt finansowy to wygląda to różnie. Jedni zawodnicy kupują z rabatami, inni reklamują, a są i tacy, którzy rowery dostają. To już są kwestie moich prywatnych ustaleń z danym żużlowcem. 

Ilu obecnie żużlowców korzysta z Twoich porad i obsługi?

Oczywiście wszyscy zawodnicy lokalnego Włókniarza i do tego na pewno jeszcze paru by się znalazło (śmiech – dop.red.) 

Marek Cieślak. Co z niego za kolarz?

Tu należy pamiętać, że Marek ma swoje lata i cały czas jeździ. Na pewno nie można przecież oczekiwać od niego wyników na poziomie prawdziwego kolarstwa, bo kolarzem nigdy nie był. Marek to osoba, która na pewno pomogła zaistnieć mojej osobie w środowisku żużlowym. Do dziś Marek jest częstym gościem w naszym salonie. 

Który z zawodników miałby predyspozycje na zawodowego kolarza?

Wedle mojej oceny na pewno takie predyspozycje są zauważalne u Leona Madsena, Pawła Przedpełskiego czy Fredrika Lindgrena. Doskonale odnajdują się na rowerach. 

Rower to dobry sposób na odchudzanie. Słyszałem, że są głosy, iż od jazdy na rowerze można również przytyć?

To prawda. Najważniejsze jest umiejętne trenowanie. Jak zaczniesz „jeździć” od razu w trupa i nieregularnie, to zwyczajnie budujesz tkankę mięśniową i możesz przytyć. Jeśli jednak regularnie pojedziesz swoim tempem dwie godziny, dwa-trzy razy w tygodniu, efekty w sensie ubytku wagi będą widoczne. Kolarstwo ma to do siebie, że konieczne są tygodniowo minimum trzy treningi. 

Co daje trenowanie kolarstwa żużlowcom?

Najważniejsze zalety to wydolność, utrzymanie wagi oraz masy mięśniowej. Rower cały czas wymaga koordynacji ruchowej i są zawodnicy, którzy nie wykonują pewnych zaplanowanych ćwiczeń fizycznych, ponieważ są one wykonywane podczas ich regularnej jazdy na rowerze. 

Najdroższy rower jaki posiadasz na swojej półce sklepowej obecnie ile jest wart?

Myślę, że tyle, ile dobry samochód. Obecnie najdroższy kosztuje 125 tysięcy złotych. 

Na co stać Włókniarz Częstochowa w tym sezonie?

Chciałbym, aby było jak najlepiej i abym jak najszybciej na rowerze dla Włókniarza mógł dopisać kolejną „gwiazdkę”. Ja jestem kibicem żużla na dobre i na złe. Tak naprawdę ciężko cokolwiek typować. Żużel jest nieprzewidywalny. Z jednej strony liga to rywalizacja drużynowa, z drugiej strony, jak doskonale wiesz, żużel zawsze jest indywidualny. Częstochowie życzę jak najlepiej. 

Na koniec poproszę o odpowiedź, która może być  anonimowa. Jakaś zabawna historia z autopsji związana z rowerami i żużlem?

Historii nie opiewam, ale anonimowo powiem, że lepiej by było, aby niektórzy zawodnicy narzędzi do rąk nie brali i nie próbowali „działać” przy rowerze. Bywa, że nadgarstki mają za silne (śmiech – dop.red.).

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuje również.

Rozmawiał ŁUKASZ MALAKA