Główny partner portalu

Michał Świącik. Foto: Kamil Woldański
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Eltrox Włókniarz Częstochowa to ekstraligowiec, w którym najmniej zmieniło się podczas ostatniego okienka transferowego. Zawodnicy, którzy w tym sezonie jechali poniżej oczekiwań dostaną kolejną szansę sprawdzenia się w ekipie Lwów. Jak się jednak okazuje, Michał Świącik, sternik czterokrotnych mistrzów Polski, walczył o ściągnięcie jednej z gwiazd PGE Ekstraligi.

 

Przed tegorocznymi rozgrywkami drużyna z mocną formacją juniorską, a także Leonem Madsenem, Fredrikiem Lindgrenem, Bartoszem Smektałą, Kacprem Woryną i Jonasem Jeppesenem prezentowała się na papierze bardzo mocno. Część ekspertów widziała częstochowian nawet w finale PGE Ekstraligi.  Sezon 2021 był jednak dla kibiców Włókniarza już drugim z rzędu, w którym nie mieli oni możliwości oglądać swoich ulubieńców w play-offach.

– To nie jest tak, że Michał Świącik nic nie robił i z nikim nie rozmawiał. Ja znam potencjał tej drużyny. Wiem, że ona może zrobić dużo. W jakiś sposób to wszystko w sezonie 2021 tak nie zagrało, że ta drużyna pojechała najgorzej jak mogła pojechać. Myślę, że ilość pecha i nieudanych meczów przez większość naszych zawodników nawet według rachunków prawdopodobieństwa się wyczerpała – mówił Michał Świącik w naszym podcaście „Rozmowy PoBandzie” prowadzonym przez Łukasza Malakę.

Strategia władz Włókniarza nie była jednak od początku taka, żeby postawić na dokładnie ten sam skład, co w sezonie 2021. Prezes częstochowian negocjował z gwiazdami i starał się je ściągnąć do klubu. Nie jest tajemnicą, że Michał Świącik był w gronie prezesów starających się o podpis Patryka Dudka. Nie był to jednak jedyny klasowy zawodnik, na którego sternik Lwów chciał postawić.

– Były prowadzone rozmowy z dwoma bardzo wartościowymi zawodnikami. Nie ukrywam, że z jednym praktycznie jechaliśmy na spotkanie w jedno miejsce w Polsce, żeby cos podpisać. To był transfer z klubu z zachodu polski, więcej nie mogę powiedzieć. Niestety lub stety ten zawodnik przeprosił, bo powiedział, że przekonano go, żeby został w klubie – komentuje szef biało-zielonych.

Ostatecznie Lech Kędziora będzie dysponował zawodnikami, z którymi fani Włókniarza zdążyli się już dobrze zapoznać. Po wzmocnieniach rywali, częstochowianie nie są już jednak uznawani za faworytów. Wedle przewidywań ekspertów, sporą niespodzianką będzie medal zespołu spod Jasnej Góry.

– Jedziemy na maksa jakiego się da, w miarę swoich sił. O tyle mamy fajnie, że nie my jesteśmy stawiani w pozycji lidera tylko Wrocław, Toruń Lublin czy Gorzów. Mam nadzieję, a nawet takie przeświadczenie z doświadczenia, że postaramy się napsuć krwi tym faworytom – podsumował Michał Świącik.