Finał Speedway of Nations – dzień 2.

2020-10-17 19:00:00

Finał PGE Ekstraligi: Fogo Unia Leszno – Moje Bermudy Stal Gorzów 59:30 (103:76)

2020-10-11 19:15:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Betard Sparta Wrocław – RM Solar Falubaz Zielona Góra 50:40

2020-10-11 16:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Fogo Unia Leszno 46:44

2020-10-09 20:30:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: RM Solar Falubaz Zielona Góra – Betard Sparta Wrocław 37:32

2020-10-09 18:00:00

Zakończona

Przejdź

PGE Ekstraliga: Moje Bermudy Stal Gorzów – Betard Sparta Wrocław 55:34 (99:80)

2020-10-04 19:15:00

Zakończona

Przejdź

Żużel. Gang Olsena. Ole pierwszy, najważniejszy

Ole Olsen

Czterokrotnego indywidualnego mistrza świata Ole Olsena nikomu przedstawiać nie trzeba. To jedna z legend światowego żużla oraz człowiek, który stawiał podwaliny pod obecny cykl Grand Prix. To on w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku rozkochał Danię w żużlu. 

Urodzony w 1946 roku w duńskim Haderslev Olsen od wczesnych lat młodości wykazywał smykałkę do motocykli. Niejednokrotnie dostarczała ona mu i jego rodzicom kłopotów. Samymi wyścigami zainteresował się tak naprawdę dzięki… owocom. To właśnie je sprzedawał ojciec Olsena podczas zawodów, które odbywały się na torze Bøghovedbanen. Małego Ole ojciec zabierał w niedzielne popołudnia ze sobą. 

– Tam po raz pierwszy zobaczyłem wyścigi motocyklowe. Wiele lat później miałem taki pewien epizod. Aby móc pojechać na wycieczkę z kolegami motocyklem, kradłem ze stojących samochodów paliwo. Nie miałem za co zatankować. Złapała mnie policja. Po rozmowie policji  z moim ojcem poważna kara mnie ostatecznie ominęła – wspomina młodość Olsen dla dziennika Nordschleswig.

Wembley 1972

Po kupnie pierwszego motoroweru Olsen chciał pochwalić się swoimi umiejętnościami ojcu. Uczynił to na tyle nieskutecznie, że wjechał w płot sąsiada, a przez samo ogrodzenie przeleciał. 

– Było groźnie, ale sąsiad, pamiętam, stwierdził, że mam odwagę oraz duży talent – kontynuuje ze śmiechem Olsen. 

Duńczyk doskonale pamięta również ile zapłacił za swój pierwszy motocykl – To była Husqvarna kupiona za własne, odłożone pieniądze w wieku czternastu lat. Pamiętam, że miała pojemność 175 cm3. Jeździło się nią trochę trialowo, trochę motocrossowo. Później przyszła pora na żużel. Ta jazda w kółko pociągała. Swój pierwszy motocykl żużlowy kupiłem w Kopenhadze – kontynuuje Olsen. 

Przełomem w jego karierze na żużlu był wyjazd do Anglii. Od 1967 roku reprezentował on barwy Newcastle. Do Anglii trafił pięć lat wcześniej. Wraz z siedmioma innymi młodymi Duńczykami Olsen wylądował w drużynie Ivana Maugera. Pomimo braku znajomości języka i problemów z aklimatyzacją, Olsen zaimponował Maugerowi swoją pracowitością oraz umiejętnościami na motocyklu. Parę miesięcy później do małego Haderslev przychodzi telegram z Anglii. Mauger zaprasza Olsena do startów w barwach Newcastle.  

– Jeśli chciałem coś w tym sporcie osiągnąć, to musiałem po prostu wyjechać do Anglii. Wtedy Anglia była dla żużla tym, czym dzisiaj jest Premier League dla piłki nożnej. Chcesz liczyć się w piłce, to musisz tam grać. Z Maugerem startowałem dwa lata w Newcastle. Jak najwięcej starałem się od niego nauczyć. Był wzorem – wspomna Olsen. 

 W 1971 roku Ole Olsen zdobył na Ullevi swoje pierwsze indywidualne mistrzostwo świata. Do tego czasu Dania na żużlu wywalczyła niewiele, tylko tytuł mistrza świata na długim torze w 1963 roku. Mieszkańcy Danii nie wiedzieli, że wieczór na Ullevi uczyni żużel na kolejne ćwierć wieku praktycznie ich sportem narodowym. O sukcesie rodaka, Olsena Dania dowiaduje się jeszcze z zagranicznej prasy. Za rok podczas finału na Wembley jest już dziesięciu duńskich dziennikarzy. Jedyna duńska stacja telewizyjna transmituje zawody z Wembley. Olsen tytułu nie zdobywa. Zawody kończy z brązowym medalem. Wygrywa swoje cztery ostatnie biegi. W pierwszym upada. Ten fakt prawdopodobnie zabiera mu tytuł. Wygrywa zdecydowanie więcej. Miłość Duńczyków. Za swoją jazdę jest podziwiany a żużel błyskawicznie zyskuje na popularności w Danii. 

– W latach 70 nie mieliśmy sukcesów w sporcie. Olsen żużlem łatwo zachwycił wszystkich. Zasady rywalizacji były dla społeczeństwa proste. Każdy jedzie pięć wyścigów, każdy z nich ma cztery okrążenia. Najwięcej punktów zdobywa ten, który jest pierwszy na mecie. „Łapali” to wszyscy, od murarza do profesora. Przez kolejne dwadzieścia lat transmisje z finałów gromadziły przed telewizorami setki tysięcy ludzi. Zdarzało się, że finał oglądało milion widzów. Olsen błyskawicznie stał się idolem. Wypełnił lukę na sukces w duńskim sporcie – wspominał dziennikarz Marco Los Reyes. 

Kolejne tytuły Olsen dołożył do swojej kolekcji w 1975 oraz 1978 roku. W 1973 został z kolei, na torze w Oslo, mistrzem świata na długim torze. – Długi tor na pewno jest i był bardziej niebezpieczny od klasycznego żużla ze względu na duże prędkości. Kiedyś był bardzo korzystny finansowo. To mnie ciągnęło. Potrafiłem w sezonie odjechać około osiemnastu startów na długim torze. Kiedyś jak mierzono mi prędkość, to wyszło 162 km na godzinę. Jeździło się jednak łatwiej aniżeli na klasycznym żużlu. Z jednych zawodów w Niemczech potrafiłem przywieźć do domu jakieś osiem tysięcy marek. W tamtych czasach to była „fura” pieniędzy. Długi tor oglądało wtedy po dwadzieścia, trzydzieści tysięcy kibiców. Organizatorzy mieli z czego płacić – wspominał Olsen. 

Po wywalczeniu trzeciego mistrzowskiego tytułu jego popularność w Danii staje się ogromna. Podczas jednej z sesji rozdawania autografów, ze względu na napór kibiców, musi być ewakuowany przez policję. Jego popularność porównywana jest wówczas do gwiazdy pop. „Ole Olsen w Dani musi walczyć z tym, z czym u nas piłkarz Kevin Keagan. Jego każdy krok jest śledzony”- pisze Daily Mirror.

Olsen wie jak wykorzystać popularność. Już na początku lat 70 podpisuje umowę z producentem spodni dżinsowych, firmą Wally Jeans. Otrzymuje za to 25 tysięcy koron. Największe pieniądze zarabia na współpracy z firmą Sodastream produkującą syfony. W reklamie pojawia się z żoną oraz synem Jacobem. To nie kto inny jak Olsen wymyśla planszową grę żużlową. Można w nią zagrać kupując pudełka z nabojami do syfonów. Zasady showbiznesu pojmuje tak szybko jak jazdę na żużlu. Doskonale wie, jak trafiać na nagłówki gazet. Po tytule mistrza świata wywalczonym na długim torze w Oslo ostentacyjnie mówi dziennikarzom nie o wyniku sportowym a o tym, że ma ochotę na kiełbasę. „Olsen tytuł świętował kiełbasą” – pisze nazajutrz  Ekstrabladet. Prasę wykorzystuje ponownie z premedytacją ponad dwadzieścia lat później. Bilety na mistrzostwa świata w Vojens sprzedają się fatalnie. Olsen puszcza „fałszywą” informację, że na rynku są fałszywe bilety. Sprzedaż wejściówek nabiera tempa. Cel jest osiągnięty.

W swojej karierze siedem razy zostaje mistrzem świata. Jego kariera trwała na żużlowych torach od 1963 do 1983 roku. W jednym z sezonów wystartował w 165 zawodach na terenie 19 państw. Jak sam przyznaje, zawsze uważał, że najważniejsza  w żużlu jest silna psychika. Często próbował w specyficzny sposób oddziaływać na swoich  rywali. 

– Kiedyś, przed zawodami, w jednej z gazet powiedziałem coś w stylu, że jak dopadnę Mullera, to go „zabiję” na torze. Muller był wtedy bardzo dobry i miał piekielnie szybki sprzęt. Pojechałem na zawody i Mullera w końcu wyprzedziłem. Mówiąc to liczyłem na to, że „wymięknie”. Wiedziałem, że on takie historie brał na poważnie. Słowo drukowane dla Mullera miało znaczenie – wspominał Olsen. 

Po zakończeniu kariery został trenerem reprezentacji Danii. Wymarzył sobie również własny obiekt żużlowy. Przy pomocy ówczesnego burmistrza Vojens, Petera Petersena stworzył stadion żużlowy, na którego otwarcie przybyło 38 tysięcy kibiców. 

– To było wtedy szaleństwo. Ludzie na mój stadion jechali nawet z Kopenhagi. Porobiły się takie korki na drogach, że sporo osób nie dość, że nie dojechało na zawody, to po prostu wściekało się ze złości – wspomina Olsen. 

Do dziś w hotelu Norden w Haderslev stoi wykonany przez rzeźbiarza Roberta Jacobsena pozłacany czterdziesto karatowym złotem motocykl Olsena. To na Olsenie wzorowali się jego wielcy następcy – Hans Nielsen oraz Erik Gundersen. Dwaj żużlowcy, którzy skutecznie wzięli na swoje barki dalsze popularyzowanie żużla w Danii w latach 80 ubiegłego wieku. Oni również odpowiadają za ówczesny „podział” Danii. Jedni kibicowali cichemu Nielsenowi, drudzy wiecznie uśmiechniętemu Gundersenowi. Swoje miejsce przy jednym z nich znajduje Ole Olsen. Jako szkoleniowiec reprezentacji doradza Gundersenowi. Nie jest to mile widziane przez Nielsena. Towarzystwo nie szczędzi sobie gorzkich słów, ale rywalizacja obu zawodników oraz obecność Ole w tle jeszcze bardziej „nakręca” Danię na żużel. 

– Jak Ole kończył swoją karierę karierę na żużlu, to chciałem, aby został moim doradcą. Zgodził się. To on uczył mnie tak naprawdę psychologii sportu. Tak mnie “przemaglował”, że szybko zrozumiałem, co w żużlu jest ważne. Na tor wyjeżdżałem z “pustą” głową. Był czas, kiedy z Hansem Nielsenem nie rozmawialiśmy ze sobą. Między nami w parkingu i poza nim była kompletna cisza – wspomina Erik Gundersen. 

Hans Nielsen nie potrafił zrozumieć jak Olsen mógł być doradcą Gundersena i jednocześnie trenerem kadry. Widział konflikt interesów. W 1984 roku Dania startowała w mistrzostwach świata par w Lonigo. Olsen wyjawił prasie, że zabiera się za „czyszczenie” relacji pomiędzy Gundersenem a Nielsenem. Sposobem na to było… umieszczenie obu zawodników w dwóch różnych hotelach przed zawodami. – To nie było gaszenie a podpalanie ogniska pomiędzy nami – komentował wydarzenia Hans Nielsen. Olsen publicznie tłumaczy, że nie było hotelu w Lonigo z dwoma wolnymi pokojami. Stawiana w roli faworyta Dania ostatecznie przegrywa złoto z parą angielską. W tym samym roku uśmiechnięty Gundersen zmienia się w płaczącego ze szczęścia Erika. Zainteresowanie duńskich kibiców finałem indywidualnych mistrzostw świata w Goeteborgu jest tak duże, że pomiędzy Danią a Szwecją kursują specjalne „żużlowe” promy z kibicami. Duński żużel osiąga swoje apogeum popularności. 

– To było wtedy dla mnie coś niesamowitego jak zobaczyłem tylu duńskich kibiców na Ullevi. Było ich tam pewnie ponad dziesięć tysięcy. To mnie niosło po tytuł – wspomina Gundersen.

Na Ullevi Gundersen zdobywa pierwszy tytuł indywidualnego mistrza świata. Hans Nielsen jest drugi. W drodze powrotnej do Danii dochodzi do pierwszego po dłuższym czasie normalnego zbliżenia między dwoma wielkimi rywalami. Zawodnicy świętują na promie razem z kibicami. Sielanka nie trwa jednak długo. Do gry wchodzi bowiem… Ole Olsen. Tydzień po finale na stadionie w Vojens wygłasza “płomienne” przemówienie na cześć nowego mistrza świata Erika Gundersena. O drugim miejscu Nielsena za wiele nie wspomina. – Hans musisz się nauczyć być dobrym zawodnikiem, ale przegranym – mówi wtedy Olsen. To posunięcie ze strony wzoru sportowca najwyraźniej przelewa czarę goryczy u Nielsena. Parę miesięcy później Nielsen żąda od duńskiej federacji, aby nie przedłużała umowy z Olsenem w roli trenera. Sam zawodnik grozi odmówieniem dalszej jazdy dla Danii. W „wojnę” pomiędzy stronami angażuje się prasa. Po stronie Olsena stoi Ekstrabladet, po stronie Nielsena Jylland – Posten. Z pojedynku zwycięsko wychodzi Olsen. 

Finał na Ullevi 1984

– Nie mogłem już pracować z Olsenem. Stąd była moja prośba do związku. Z nim wygrać wojny nie mogłem. Ole tak naprawdę rządził w duńskim żużlu. Mój tytuł mistrza świata w Chorzowie to było takie moje wewnętrzne zwycięstwo nad Olsenem i Gundersenem – wspominał po latach Nielsen. Po finale w Chorzowie drogi Olsena i Gundersena się rozchodzą. Finał indywidualnych mistrzostw świata w Vojens w 1988 roku ma szczególny wymiar. Setki tysięcy widzów przed telewizorami zastanawia się czy to Hans czy Erik dorówna wielkiemu Ole pod względem tytułów mistrzowskich. Z biegu barażowego o tytuł mistrza świata zwycięsko wychodzi Erik Gundersen. 

– Nie wyobrażałem sobie innego rozwiązania. Serce było bliżej Erika – komentuje wynik Olsen. Rok później podczas zawodów w Bradford kończy się wieloletnia rywalizacja dwóch wielkich zawodników. Wypadek Gundersena kończy jego karierę. Obaj rywale po odsunięciu się Olsena starają się ocieplać stosunki, ale w Bradford to Hans Nielsen zdaniem kibiców wbija ostatnią szpilkę.

– Leżał nieruchomo a zamiast oczu było widać białka. To było straszne – mówi do mediów wówczas dwukrotny mistrz świata.

– Różnie to przez lata wyglądało. Jedno jest pewne. Tego wszystkiego by nie było, gdyby nie kariera Ole. To on był idolem jak zaczynaliśmy. Nasza rywalizacja z Hansem oraz to co robił Ole sprawiły, że ekspozycja żużla w Danii była wtedy niesamowita. Ten sport był popularny wtedy jak nigdy przedtem ani później – twierdzi Erik Gundersen.

Ole Olsen realizował się dalej. To nie kto inny jak on miał pomysł na cykl turniejów Grand Prix, a także na sztuczne nawierzchnie. To on pełnił również  rolę dyrektora cyklu Grand Prix. Jego ekipa potrafiła w ciągu paru dni położyć oraz zdemontować sztuczny żużlowy tor.

– Do wszystkiego, co w życiu osiągnąłem motywowało mnie motto, które wpoiła mi matka. Zawsze mi mówiła: “Ole, możesz zrobić więcej niż myślisz”. To była moja droga do sukcesu. Z Hansem byliśmy po prostu różnymi osobowościami o innych poglądach. Na pewno Hans był doskonałym zawodnikiem. Nie zawsze byliśmy zgodni, ale potrafiliśmy ze sobą jeździć. Więcej podobieństw było i jest na pewno pomiędzy mną a Erikiem Gundersenem. Przyjacielem w dosłownym tego słowa znaczeniu był na pewno Ivan Mauger. Mogliśmy bardzo mocno rywalizować, ale po biegu byliśmy najlepszymi kumplami – podsumowuje Ole Olsen, dzięki któremu duński żużel święcił lata popularności i świetności. 

Matka Ole Olsena po tym jak wywalczył w swojej karierze pierwszy puchar obiecała mu, że każdy kolejny będzie polerowała. Dziś na półkach słynnego Duńczyka znajduje się ich ponad trzysta. Wielki Ole z małego Haderslev miał ich ponoć ponad sześćset…

Pamiętacie słynną duńską komedię „Gang Olsena?” Przez dwadzieścia lat Dania miała swój żużlowy gang. Mózgiem jego był bez wątpienia Olsen. Hans i Erik skutecznie pomagali Danii grabić worek medali z mistrzowskich imprez oraz “kasę” nie tylko od duńskich sponsorów.

W artykule wykorzystano materiały Nordschleswig, Daily Mirror oraz Euroman

LVBET

5 odpowiedzi

  1. Doskonale pokazany temat. Miło się czyta ze świadomością, ktoś pisze o żużlu nie o pierdołach jak inni bardziej “przebojowi” dziennikarze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.