lotto partner główny serwisu
czw. Paź 17, 2019
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz

Autor tekstu.

Naprawdę wolicie Zgardzińskiego od Kvecha? Sorry, ale Polska Mesjaszem Narodów!

Sporo szumu narobiła ostatnia wypowiedź Andrzeja Witkowskiego, sugerująca natychmiastowe wprowadzenie możliwości startów ligowych dla jednego zagranicznego juniora, kosztem miejsca w składzie, jakie z urzędu zajmuje Polak. I dobrze, bo honorowy działacz Witkowski nie powiedział nic mądrzejszego od jakichś trzydziestu lat.

Zgardzińskiego i Kvecha łączy Falubaz – Polak ścigał się tam pięć lat i… skończył karierę. Jeździł, bo był najlepszy z miejscowych, ale i tak nic wielkiego nie osiągnął. Miał miejsce w składzie, motocykle, trenerów i zaplecze o jakich może pomarzyć przeciętny zagraniczny junior. Jeśli z czegoś go zapamiętam, to z filmiku zgrupowania kadry, jak zasapany i spocony ze swoją nadwagą goni za resztą uśmiechniętych kadrowiczów. Janek Kvech odwrotnie, świetny motorycznie, chudy, masz wrażenie, że bez trudu pojedzie trzy biegi z rzędu lub całe zawody ze złamaną ręką, tak jak na ostatnim finale IMŚJ. W dodatku nie będzie wiecznie grymasił. I teraz tak: albo Czech dostanie swoją szansę i zacznie startować jako ekstraligowy junior, albo przesiedzi cały sezon pod ósemką jak Roman Lachbaum w Grudziądzu.

Rosjanin siedział, bo w imię przepisów połamanego Patryka Rolnickiego zastępował Kamil Wieczorek. A gdy kontuzja Antonia Lindbaecka wstawiła go do składu, z miejsca objechał Łagutę i Jonssona, czyli w jednym meczu zrobił więcej niż jego polski kolega przez trzy sezony. Jeśli prawdą jest, że zakontraktowanie rybniczanina kosztowało GKM dwieście tysięcy złotych, to w przeliczeniu na zdobyte punkty, jest jednym z najdroższych zawodników na tym szczeblu rozgrywek. W tym roku kończy wiek juniora i najpewniej również przygodę z czarnym sportem. W jakim miejscu byłby Lachbaum, gdyby to na niego można było stawiać przez ostatnie trzy lata?  

Albo taki Dawid Wawrzyniak, dwudziestolatek z dwudziestukilogramową nadwagą. Niemożliwe? A jednak. Chłopak chcący robić za profesjonalistę, tak zapuszczony, jakby nigdy ze sportem nie miał nic wspólnego, pojawił się na pierwszych treningach w Łodzi –  zupełnie nie czując obciachu. Zapytałem trenera znającego dzieciaka, czy on aby nie chory? „Tak, na wielkie obżarstwo” – odpalił i machnął ręką. Ile pieniędzy utopiono w wyszkolenie (całkiem niezłe pod względem technicznym, tak na marginesie) chłopaka, który woli jeść niż się ścigać? Gość, który nie lubi prezesa Skrzydlewskiego, rzuca kwotą stu tysięcy za sezon 2019. Nawet jeśli przesadza, to i tak… grubo! A na treningach w Łodzi popisy okrągłego kolegi oglądał Ben Ernst, Niemiec z tytułem mistrza świata w 250-tkach. Widać talent, skoro w trakcie sezonu na imprezy juniorskie zakontraktowała go Unia Leszno. Nigdy nie miałem okazji przekonać się na własne oczy jak jeździ Ernst, w końcu to Niemiec. Wawrzyniaka za to widziałem, trzymany pod parasolem ochronnym przepisów skończył karierę, zanim naprawdę ją zaczął.

Długo mógłbym tak wymieniać. Adrian Bialk wyciągany z baru szybkiej obsługi na dwie godziny przed zawodami, bo nie opanował głodu. W lidze pojedzie, musi. Oczami wyobraźni kontraktuję w jego miejsce Michaela Haertla, ziomka Kevina Woelberta. Ten na krótkim opolskim torze zrobiłby show! Kacper Konieczny rok temu w Tarnowie – widzisz gościa i wiesz jak się stara, ale talentu za grosz – puszczam za niego Jonasa Jeppesena, najefektowniej jeżdżącego dzieciaka na świecie. Ktoś na trybunach jest na nie?

Przeczytałem opinie eksperta (z tych ekspertów, co to trzeba ich poprzedzić przymiotnikiem „ceniony”), że wpuszczając straniero na pozycje juniorskie, hodujemy żmiję na własnej piersi. Dobrze gada – tak lata temu wyhodowaliśmy Madsena, Sajftudinowa, Woffindena i kilku innych konkretnych grajków. I chwalić Pana, bo czymże by żyła od tygodnia żużlowa Polska? Ósmym kolejnym złotem w GP Zmarzlika, Dudka, albo Janowskiego? Kogoś by to jeszcze rajcowało? Pan ekspert może nie pamięta, bo sam wtedy jeździł w lewo, ale jak Piotr Protasiewicz zdobył złoto w juniorce w ‘96, to cała Polska tym żyła jeszcze długo. Rok później ludzie chodzili na stadiony specjalnie żeby zobaczyć Mistrza Świata Juniorów. Dzisiaj mamy całe podium i co? Ktoś spoza branży w ogóle to zauważył? Albo pierwsze złote medale w DMŚ, kiedy było jeszcze z kim rywalizować, też cieszyły inaczej.

Wybory idą, taki czas, że łatwo bić w pseudopatriotyczne tony. Durnymi frazesami o potężnej Polsce, przykryć narodowe kompleksy i frustracje. W dupie mam potężny polski speedway – potężny słabością innych. Nie bawi mnie. Ale niech będzie patetycznie, a co! Polska Mesjaszem Narodów! Dajcie tu tych słabych, ale ambitnych obcokrajowców, prezes honorowy Witkowski ma wizję, w końcu po trzydziestu latach na stołku jakąś ma, uczyńmy ich prawdziwymi żużlowcami! Dajmy im co mamy najlepszego i niech rosną w siłę, żmije, hydry. Bo jak nie, za kilka lat sami sobie odetniemy głowy. Wrogów już nie będzie. Ku chwale Ojczyzny, ceniony ekspercie.

P.S. Wszystkim wymienionym w tekście polskim żużlowcom, szczerze i mocno życzę powodzenia na dalszej ścieżce życia. Na pewno znajdziecie dla siebie jakiś obszar, w którym się spełnicie i mam nadzieję, że piękna żużlowa przygoda uczyni Was mocniejszymi i nie pozwoli drugi raz popełnić tych samych błędów. Z całego serca – powodzenia, Panowie!

WIKTOR BALZAREK

2 thoughts on “Naprawdę wolicie Zgardzińskiego od Kvecha? Sorry, ale Polska Mesjaszem Narodów!

  1. Kapitalnie przedstawiona sytuacja w młodzieżowym speedwayu. Tak to niestety wygląda. A jak polski junior jest dobry i ma talent to się zawsze do składu przebije bez względu na zagraniczną konkurencję.

  2. Szkoda tylko, że cała sprawa jest szyta tak grubymi nićmi przez prezesów jednego z klubów aż w oczy szczypie. Naprawdę mamy wprowadzać zmiany tylko dlatego, że ktoś kolejny raz nie zdobył złota DMP?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.