Przemysław Sierakowski, autor tekstu
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Ekstraliga ruszyła. Nareszcie, chciałoby się rzec. Polski żużel znowu okazuje się wyjątkowym produktem marketingowym. Tym bardziej teraz, w dobie pandemii, wszelkie rekordy oglądalności padły łupem speedwaya. Można dyskutować, czy w związku z tym telewizja, a pamiętajmy, że żużel pojawia się tylko w kanałach zamkniętych, płatnych, nie powinna dorzucić grosików dla podratowania konających, klubowych budżetów, dyscypliny, która de facto, robi jej wyniki i statystyki widowni. To jednak odłóżmy na inną okazję. Warto także dostrzec szansę, którą żużel otrzymał od losu, paradoksalnie, za sprawą pandemii. Od tej pory, nawet znudzony życiem Kowalczyk nie może nie wiedzieć o co kaman w tych wyścigach wielbłądów.

Polskie ligi nadal więc są zjawiskami wyjątkowymi. Biją kolejne rekordy popularności, tym razem wyłącznie, z konieczności, telewizyjnej. Nasze ligi tworzyły model wspólnego, rodzinnego kibicowania na stadionach, teraz dominują w mediach. Nawet kopacze mogą pomarzyć o takich wynikach oglądalności, w relacji do liczby ośrodków. Speedway wykreował sportowy slang i specyficzny, branżowy język. Przestaje więc wyraźnie być sportem niszowym, odległym dla reprezentantów „warszawki”, a wręcz przez nich lekceważonym i niezrozumiałym. Dzięki transmisjom telewizyjnym, nasz sport walczy o fanów z miejsc, gdzie dotąd nikt o istnieniu speedwaya nie słyszał, kusi coraz zamożniejszych sponsorów, także globalne marki, przez co zyskuje szacunek nawet największych krytyków. Na rynku medialnym żużel szturmem zdobywa miejsce w ścisłej czołówce. Czy zatem, startując z pozycji z prowincjonalnej dyscypliny, uprawianej przez kilkuset zawodników, przeradza się w poważnego konkurenta siatkówki, futbolu, piłki ręcznej bądź koszykówki? Czy tegoroczny, nietypowy, dziwny sezon o drużynowe mistrzostwo pandemii, przyniesie sukces marketingowy dyscyplinie? Najlepiej długofalowy sukces dodajmy.


Prawa transmisji Ekstraligi wykupiła kodowana stacja, zasilając poważnymi kwotami budżety klubów. Niestety nielicznych klubów i nie tak potężnymi środkami, jak te, dotyczące konkurencyjnych dyscyplin. Trochę na własne życzenie samego żużla. Reprezentację powołano pro forma, bo ścigać się nie ma z kim i nie ma… gdzie. Polikwidowano imprezy rangi finałów mistrzostw świata, co było nośne dla speców od marketingu, znających się na słupkach, lecz kompletnie nie znających dyscypliny. Próby sprzed paru lat powołania czegoś na kształt żużlowej ligi mistrzów takoż spełzły na niczym, głównie z racji… powielania się składów z uwagi na występy nielicznych gwiazd w kilku ligach – ot taka żużlowa specyfika. Więc czym skusić koncerny, by „sukces” nie okazał się chwilowy i za moment nie trafił na listę niewykorzystanych szans. Ano można ligę, bądź ligi,wpuścić na salony, przez otwarte kanały TV. Tylko tu wraca problem. Dla TVP głównie liczy się reprezentacja i światowe puchary, finały i mistrzostwa, niezależnie od formy sportowej rywalizacji. Liga może być, pod warunkiem, że jest ciąg dalszy. Globalna Diamentowa Liga,  ewentualnie może skusić, jednak najwyżej na transmisje cyklu SGP i nic więcej, bo żużel nic więcej w ofercie nie ma. No i żużel strzela sobie w kolano.

Swego czasu jedna z rzeszowskich firm organizowała nawet wycieczki dwupłatowcem na wyjazdowe mecze swojego zespołu. I tego poświęcenia telewizory także nie doceniły, traktując rzecz całą jako najwyżej ciekawostkę, nadającą się na 3 sekundowego newsa, nie zaś asumpt do przemyśleń i inwestycji. Kluby powszechnie zatrudniają rzeczników prasowych, są specjaliści od public relations i marketingu. Koniunkturę napędza prasa, portale branżowe, grupy kibicowskie w internecie, wydawnictwa i fachowe magazyny, które czasem zamieszczają listy, nie zawsze miłosne,  adresowane do najlepszych zawodników, ale najczęściej wprowadzają kibiców w arkana czarnego sportu i zapoznają z historią speedway`a. W klubach pojawiają się coraz bardziej rozpoznawalne, ograne telewizyjnie marki produktów, jednak to wciąż margines, a nie lokomotywa. Tymi wiodącymi nadal są firmy lokalne, szerzej nieznane i czasem wręcz nie mające takich ambicji.

Żużlowi promotorzy z Wysp Brytyjskich, będących kolebką żużla w Europie, przyglądając się kwotom obracanym w Polsce, przecierają oczy. Ich nieliczne i ledwie zipiące dziś zespoły, mogą mówić o szczęściu, gdy na trybunach zasiada dwa, najwyżej trzy tysiące fanów. Dopóki ich ligę także wspomagała telewizja, jakoś to się wszystko kulało. Teraz miało przyjść odrodzenie i… pojawiła się pandemia. Mecze żużlowe w ostatnich istniejących ligach na zachodzie często jedynie zastępują ludziom, nawet nie zawsze kibicom, rozumiejącym o co tu chodzi, w tym ściganiu, popołudniowy piknik. Dlatego opóźniają start rozgrywek, by ruszyć z nielicznymi, ale jednak kibicami, bo bez nich zbankrutują. No i bez naszych trzech poziomów ligowych. Polska karmi czołówkę, a ta, za drobne, jedzie potestować sprzęt przed Ekstraligą, bądź SGP na Wyspy, czy do Skandynawii. Tymczasem w Polsce, to wciąż happening, z tysiącami kibiców przed telewizorami.

Niektóre mecze traktuje się szczególnie. Choćby derby. Mamy licznych i wiernych fanów, sponsorzy nie skąpią pieniędzy, a stacje radiowe i telewizja transmitują ile się da. Nawet bez kibiców na trybunach, biedniej bo biedniej, ale dajemy radę. Właściwie tylko przyklasnąć i czekać na mannę z nieba od reklamodawców. Niestety, aż tak różowo nie jest i pewnie nie będzie. Nie jesteśmy konkurencją dla piłki nożnej. To trzeba sobie uświadomić. Oba sporty są zupełnie różne. Mają diametralnie inny zasięg, funkcjonują niezależnie i nie wchodzą sobie w drogę. Czasem możemy się tylko zdenerwować i złorzeczyć, że skompromitowanej na arenie pucharowej, polskiej piłce poświęca się więcej uwagi niż żużlowcom odnoszącym sukcesy. Nasi futbolowi reprezentanci odpadają zwykle w preeliminacjach do rund wstępnych fazy przedwstępnej, a nazwy ich pogromców trudno zapamiętać, czy odnaleźć w rankingach UEFA. Możemy jednak skutecznie funkcjonować obok siebie, a zaistnienie żużla w świadomości „warszawki”, po trosze za sprawą pandemii, na pewno nie zawadzi w poprawieniu skuteczności poczynań klubowych speców od marketingu.

Speedway trzeba pokazać na salonach i teraz jest znakomita okazja. Krytycy nadal będą zarzucać czarnemu sportowi monotonię. Czterech facetów jeździ po szlace, na furach bez hamulców, o mocy trzech maluchów, do tego wciąż w lewo i zawsze na cztery kółka, choć najczęściej wynik znamy po pierwszym łuku. Męczy tych potencjalnie nowych, huk i hałas silników, mimo stałych, regularnych ograniczeń i swąd, choć też coraz mniej odczuwalny, za czym wyjadacze tęsknią, oleju silnikowego.

Warto więc wesprzeć starania PZMot i klubów lożą VIP-ów. Jest Anita Włodarczyk z Rawicza – znana i kibicująca, mistrzyni świata i olimpijska w lekkoatletyce. Na pewno nie odmówi pomocy, nawet bezinteresownie. W Częstochowie są Irek Bieleninik i Olek Klepacz z Formacji, w Lublinie Krzysztof Cugowski i ekipa kabaretu Ani Mru Mru. Silną reprezentację kabaretową znalazłby także speedway w Zielonej Górze. Podczas SGP na Narodowym w stolicy widziano Agnieszkę Radwańską. Trzeba pomysłu, projektu i konsekwentnej realizacji. Tylko nie za kilka lat. Tu i teraz. Niewykorzystane okazje się mszczą i nie ja tę prawidłowość wymyśliłem. Znany kibic Tomasza Golloba i speedwaya, prezes PZPN Zbigniew Boniek twierdził parę lat temu, że: – Nie ma drugiego sportu, który tak jak speedway działa na trzy zmysły: wzrok, słuch i węch. Dlatego właśnie żużel podnieca nie tylko mężczyzn, ale pasjonuje całe rodziny. Podczas pojedynków żużlowców nigdy nie można się nudzić. Mamy najbardziej prestiżową i najbogatszą ligę świata. Kibice mogą zobaczyć w akcji największe gwiazdy, poprosić o autograf żużlowych Michaelów Jordanów. Emocje są dozowane co kilka minut. Wyjazd z parku maszyn, przygotowanie do biegu traktowane są ze swoistą celebrą – podkreślał Boniek.

Współczesna szlaka staje się w Polsce solidnym biznesem, choć wciąż w dużej mierze, być może zbyt dużej mierze, bazującym na wsparciu z samorządów i spółek miejskich. Klub chcący utrzymać się w Ekstralidze musi w sezonie mieć do dyspozycji co najmniej 6-7 mln zł. Bez takich środków nie ma sensu startować. Startować w lidze i startować po gwiazdy, niestety coraz mniej liczne, więc siłą rzeczy – coraz wyżej ceniące swe umiejętności.

Ile w rzeczywistości zarabiają gwiazdy żużla? Mniej niż niektórym się wydaje. W ślad za topniejącą liczbą startujących rosną ceny sprzętu i serwisowania. Są więc gwiazdy czarnego toru, trochę jak zawodowi bokserzy, którym płaci się miliony za walkę, a następnie odbiera dużą część, na opłacenie trenerów, lekarzy, menedżerów, sparingpartnerów i różnej maści promotorów. Żużlowy motocykl, po tuningu wart jest od 30 tys. zł. Najlepsi mają po kilka motocykli. Do tego serwis co 30 raptem wyścigów. Opony, akcesoria, części zamienne, utrzymanie teamu mechaników – większość dba o te „drobiazgi” samodzielnie. To jednak wątek na oddzielne dywagacje. Póki co, skupmy się na próbie wykorzystania niepowtarzalnej okazji. Szansy, by rozpropagować żużel. By czarny sport przestał żyć swoim życiem, poza świadomością „warszawki”. Okazja się prędko nie powtórzy.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI

4 komentarze on Czy speedway wykorzysta okazję zaistnienia w powszechnej świadomości? Pandemia sprzyja
    Maveral
    15 Jun 2020
     9:13am

    Pierwsza kolejka była tak nudna, że przypadkowy widz już nie wróci do tego sportu. Szczytem był mecz w Rybniku, gdzie mimo braku opadów w piątek, sobotę i niedzielę zrobiono tor, na którym nie dało się wyprzedzać. Pierwszy łuk i procesja do mety. W meczu nie było ŻADNEJ mijanki. I to ma być wartościowy „produkt”? To ma być reklama żużla?

      smok
      15 Jun 2020
       9:52am

      Nazewnictwo jest dość ważne dla ludzi, którzy niekoniecznie interesują się sportem, lecz robią biznes. Mamy na świecie chociażby mistrzostwa świata par, które nie nazywają się mistrzostwami świata par! Co potencjalnemu sponsorowi mówi speedway narodów? Niewiele. Mieliśmy żużlowy mundial, czyli drużynowy puchar świata. Projekt do śmietnika. Nie dziwi fakt, że żużel ma mało do zaoferowania, skoro sama światowa federacja strzela sobie raz za razem w kolano. Problemów jest więcej. Chociażby koszta i co za tym idzie niska liczba zawodników. Liga się dobrze sprzedaje, ale na otwartą antenę obecnie nie widać szans.

    NIE dla Mrozka
    15 Jun 2020
     9:44am

    Mecz w Rybniku i wyczyny ekipy Mrozka to był szczyt antyreklamy speedwaya.
    Kto przygotował tor?
    Kto wyszkokił takich juniorów?
    Co roku 2 mln zlotych z miasta na szkolenie młodzieży, gdzie jest ta kasa?

Skomentuj

4 komentarze on Czy speedway wykorzysta okazję zaistnienia w powszechnej świadomości? Pandemia sprzyja
    Maveral
    15 Jun 2020
     9:13am

    Pierwsza kolejka była tak nudna, że przypadkowy widz już nie wróci do tego sportu. Szczytem był mecz w Rybniku, gdzie mimo braku opadów w piątek, sobotę i niedzielę zrobiono tor, na którym nie dało się wyprzedzać. Pierwszy łuk i procesja do mety. W meczu nie było ŻADNEJ mijanki. I to ma być wartościowy „produkt”? To ma być reklama żużla?

      smok
      15 Jun 2020
       9:52am

      Nazewnictwo jest dość ważne dla ludzi, którzy niekoniecznie interesują się sportem, lecz robią biznes. Mamy na świecie chociażby mistrzostwa świata par, które nie nazywają się mistrzostwami świata par! Co potencjalnemu sponsorowi mówi speedway narodów? Niewiele. Mieliśmy żużlowy mundial, czyli drużynowy puchar świata. Projekt do śmietnika. Nie dziwi fakt, że żużel ma mało do zaoferowania, skoro sama światowa federacja strzela sobie raz za razem w kolano. Problemów jest więcej. Chociażby koszta i co za tym idzie niska liczba zawodników. Liga się dobrze sprzedaje, ale na otwartą antenę obecnie nie widać szans.

    NIE dla Mrozka
    15 Jun 2020
     9:44am

    Mecz w Rybniku i wyczyny ekipy Mrozka to był szczyt antyreklamy speedwaya.
    Kto przygotował tor?
    Kto wyszkokił takich juniorów?
    Co roku 2 mln zlotych z miasta na szkolenie młodzieży, gdzie jest ta kasa?

Skomentuj