Bartosz Smektała kolekcja
lotto partner główny serwisu
betard
sob. Lut 29, 2020
wlodzimierz-luczak-wykonczenia-wnetrz
Polcopper

Autor tekstu.

Czy Krzysztof Mrozek poda się do dymisji, jeśli straci Kacpra Worynę?

Krzysztof Mrozek w ostatnich miesiącach stał się synonimem strat. Najpierw stracił klasę. Przyjmując, że kiedykolwiek ją miał. Opluł publicznie i jak się okazuje… bezpodstawnie (?), Griszę Łagutę. Niby za to, że ten miał Mrozka wyrolować i odmówił jazdy za niemal free w Rybniku. Obiecać wierność barwom miał zaś rzekomo,w czasie afery dopingowej, tyle że ja takie deklaracje pamiętam głównie, wygłaszane ustami bossa, nie zaś samego zawodnika. Każdy kij ma dwa końce, podobnie jak pół kija. Mrozek grał wówczas Łagutą na czas i być może, przyczynił się w ten sposób do większego wymiaru kary dla zawodnika. Dudek miał krótszą. W tamtym czasie nie wyobrażam sobie, by którykolwiek żużlowiec odważył się powiedzieć uczciwie – pojadę po dyskwalifikacji tam, gdzie najlepiej mi zapłacą – nie znam takiego, a byłaby to najczystsza prawda. Z własnej, nieprzymuszonej, bądź jak komu wygodnie, oczekiwanej przez prezesa, woli, opowiadał Łaguta okrągłe frazesy, tłum zaś wiwatował. Grisza tańczył jak Mrozek mu zagrał i tyle.

Czy prezes pomógł, czy ostatecznie zaszkodził interesom żużlowca, opóźniając postępowanie z Poladą, to też wielce dyskusyjne, a zdania naukowców są mocno w tej materii podzielone. Na pewno grał na czas, działając w interesie klubu, czyli de facto własnym, a żużlowiec był jedynie narzędziem w rękach bonza. No i te rzekome “kwity”, którymi rybnicki sternik miał zasypać sądy, by puścić nielojalnego zawodnika z torbami. Potem Krzysztof Mrozek zablokował informacje na temat stanu zdrowia ciężko kontuzjowanego podopiecznego, Rosjanina Sergieja Łogaczowa, nie rozumiejąc zupełnie publicznej odsłony swej funkcji. Z Gollobem nikt nie mówił o tajemnicy lekarskiej, czy innym RODO. Dalej, jako jedyny, trzymał sztamę z Andrzejem Rusko, głosując za uśmierceniem szkolenia narybku w Polsce. Sporo tego. Po drodze jeszcze popadł w konflikt z ostrowską telewizją, siłą zabierając sprzed kamery swego krajowego lidera, w trakcie udzielania wypowiedzi przez tego ostatniego. Prawdziwy car i Bóg. Choć i tu zdania biegłych są zróżnicowane.

Ostatecznie Rybnik awansował, awionetka przeleciała nad stadionem z napisem “Yno ROW”, kibice jeszcze nie skończyli świętować, a już okręt opuścił bosman Żyto, wybierając ofertę konkurencji. To akurat dość symptomatyczna decyzja szkoleniowca Rekinów, bo sugerująca beznadziejność misji w dotychczasowym klubie. Wydawało się, że i z tej opresji Mrozek wyjdzie z twarzą, bowiem zrazu ogłosił, że następcę już ma, przy okazji puszczając oko do kibiców, jakoby negocjacje z klubem miał podjąć Greg Hancock. To akurat miał być chyba element gry na zwłokę. Wysłanie oferty, czy podjęcie rozmów niczego jeszcze bowiem nie przesądza, zaś zainteresowany byłby skrajnie nieuczciwy zaprzeczając, że takowe propozycje padły.

Kłopot w tym, że podpisywanie, ba nawet przedłużanie kontraktów z tegorocznymi filarami drużyny, na czele z Kacprem Woryną, idzie bossowi jak po grudzie. Sam lider podbił w tych dniach bębenek, zamieszczając na swoim profilu fotkę z podróży do… Częstochowy. Wiadomo, że Lwy, po odejściu Adriana Miedzińskiego, mają dziurę i potrzebę pośród krajowych seniorów. Jamróg w Lublinie, więc jedna opcja odpadła. Czyżby więc Kacper u Świącika, na zasadzie optymalnej strategii, czyli wzmacniając siebie osłabiamy rywala? To jak panie Michale, rozmawiacie z Woryną, czy rybniczanin gra na podniesienie stawki w domu? W końcu tor w Cze-wie pozwala szaleć po szerokiej, a leciwy Rysiek Holtański, wciąż tylko rzekomo wraca do składu “Włókniarza”. Woryna lubi ściganie po balotach, zaś od Ryśka jest o połowę młodszy, zatem zdecydowanie bardziej perspektywiczny. Kasprzok w Gorzowie dotrzymał obietnicy i podpisał kontrakt, w co gra Kacper? Tym bardziej, że w Rybniku pieniądze pono są.

Gdyby jednak, koniec końców, Mrozek stracił także bożyszcze, to już musiałby poszukać, pierwszy raz w karierze, sensownych, prawdziwych i logicznych argumentów, by obronić… własną posadę. Nie sądzę bowiem, by tym razem rybniccy fani mieli być dla prezesa bardziej wyrozumiali, niż dla “ruskiej panienki”, podczas słynnej, acz chwały nie przynoszącej, konferencji prasowej. Mnóstwo zmarnowanej kasy z miasta, teoretycznie przeznaczanej na szkolenie i brak efektów tegoż. Rzekome miliony, które miał klub odzyskać od Łaguty, puszczając zawodnika goło i boso. Przy tym miał mieć szef na ową mamonę tajemnicze “kwity”. Takoż bzdury. Postawienie się “w poprzek” zdecydowanej większości pozostałych prezesów ekstraligowych ekip. Na przekór i bez konkretnego interesu własnego, chyba że któryś z niechcianych we Wrocku rajderów miał być “argumentem”. Chluby ani popularności Mrozkowi takie postępowanie także nie przysporzyło. Teraz jeszcze ewentualne odejście lidera, to mógłby być przysłowiowy gwóźdź do trumny, choć czy jedynie dla prezesa, czy również dla prowadzonego przezeń klubu, to już bym mocno dyskutował. Dla prezesa na pewno.

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI