Główny partner portalu

Żużel. Tony Rickardsson: Pierwszy i ostatni tytuł cenię najbardziej. Z Gollobem tworzyliśmy doskonały duet (WYWIAD)

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Ma na swoim koncie sześć tytułów indywidualnego mistrza świata. W miniony weekend został ambasadorem żużla w nowym projekcie Discovery. Obecność Szweda w Polsce wykorzystaliśmy do rozmowy o jego bogatej karierze na żużlowca torach. 

 

Tony, który ze zdobytych tytułów indywidualnego mistrza świata jest dla Ciebie najważniejszy?

To jest ciężkie pytanie. Każdy miał dla mnie dużą wartość. Jeśli mam już wybierać, to najważniejszy tytuł to pierwszy z 1994 roku oraz ostatni, który zdobyłem w sezonie 2005. Pierwsze mistrzostwo to jest zawsze niesamowite przeżycie. Stoisz na podium i wiesz, że to ty jesteś najlepszym zawodnikiem na świecie. Ostatni to oczywiście było swoiste ukoronowanie mojej kariery. 

Mało kto wie, że pierwszy tytuł mistrza świata w 1994 miał w tle ciekawą historię. Wywalczyłeś go na silniku, który Klaus Lausch przeznaczył dla rywala, Hansa Nielsena.

Tak dokładnie było. Fajnie, że przypominasz tę historię. Miałem przed finałem problemy z silnikami. Polecono mi kontakt z Klausem Lauschem. Klaus stwierdził, że przywiezie do Vojens trzy silniki i ja będę mógł skorzystać z tego jednego, który odrzuci Hans Nielsen. Tak się stało. Hans wybrał dwa najlepsze, a ten „najsłabszy” dostałem ja. Stało się tak, że dla mnie ten silnik był „rakietą” i wygrałem w Vojens. Można powiedzieć, że ta dosyć przypadkowa historia pomogła mi w znaczący sposób w wejściu na żużlowy szczyt. 

Przez lata startowałeś z wieloma zawodnikami. Powiedz, z kim startowało Ci się najlepiej w parze? 

Uważam, że takich zawodników było co najmniej kilku. Najlepiej jednak zawsze rozumiałem się z Leigh Adamsem i Tomaszem Gollobem. Z Adamsem startowaliśmy razem przez wiele sezonów w lidze szwedzkiej czy angielskiej. Bardzo dobrze rozumieliśmy się na torze. Podobnie było z Tomaszem Gollobem. Z nim również tworzyliśmy na torze doskonały duet. Mówiono o nas swego czasu, że byliśmy najsilniejszą parą świata. Coś w tym na pewno było. 

Tomasz Gollob to nie tylko kolega z pary, ale wieloletni rywal w walce o najważniejsze tytuły. Tomasz Suskiewicz wspominał kiedyś, że nie było opcji, abyście – pomimo wielkiego wzajemnego szacunku – pożyczyli sobie choćby śrubokręt. 

(śmiech). Z Tomaszem musieliśmy „współżyć” na wielu płaszczyznach. Byliśmy kolegami z pary, ale w pewnym momencie to nasza rywalizacja o tytuł mistrza świata skupiała uwagę widzów. Kiedy trzeba współpracować, to współpracowaliśmy na torze, ale zasadniczo każdy z nas strzegł mocno tajemnic swojego warsztatu. My rywalizowaliśmy przecież, jak doskonale wiesz, nie tylko na torze, ale również poza nim. Choćby w sensie tego, kto będzie miał lepszy team czy pierwszy będzie miał nowinki techniczne. Jedno jest pewne. Byliśmy rywalami, ale ja miałem i mam do niego wielki, ale to wielki szacunek. Jak stawialiśmy pod taśmą, to pod oboma kaskami głowy „parowały”, ale jak startowaliśmy jako para, to potrafiliśmy pokazać doskonałą jazdę. Tomasz to jeden z najlepszych zawodników tej dyscypliny. 

Ty byłeś mistrzem świata sześć razy. Tomasz Gollob tylko raz. Dlaczego?

Ja nie jestem odpowiednią osobą do odpowiedzi na to pytanie. Tak mi się wydaje. Na to pytanie często sam zawodnik nie potrafi znaleźć przez całą karierę odpowiedzi, a co dopiero mówić o kimś.  Myślę, że ja miałem więcej szczęścia w tym sporcie i parę razy podjąłem dobre decyzje odnośnie pewnych aspektów przygotowań do walki o najwyższe cele. Te dwa elementy pozwoliły mi przez wiele lat utrzymywać najwyższy żużlowy poziom. 

Wiele lat startowałeś w polskiej lidze. Pamiętasz swój pierwszy klub i jak do niego trafiłeś?

Trafiłem samolotem (śmiech). Całkiem poważnie, to oczywiście, że pamiętam. Moja kariera u Was zaczęła się w Polonii Bydgoszcz w 1991 roku. Polska liga się otworzyła, startowało coraz więcej obcokrajowców i to był taki trochę naturalny ruch, aby tu się znaleźć. Nie było to wcale takie łatwe ponieważ wówczas każdy w Polsce myślał, że jak przyjedzie obcokrajowiec, to od razu robi komplet punktów. Presja była na początku spora. Do tego dochodził fakt, że jako młody zawodnik łączyłem wtedy starty w różnych ligach. Pamiętam, że na początku mocno w startach u Was pomagał mi mój tato, który przemierzał Europę z północy w kierunku południowym. Ja sam latałem z silnikami na mecze. Prawda jest taka, że wtedy zaczynałem swoją karierę i starty w Polsce to było dla mnie wielkie wyzwanie. Nie miałem bogatego zaplecza w sensie finansowym czy „ludzkim”.

Tony, od wielu lat szwedzki żużel przechodzi kryzys. Co można zrobić, aby żużel w Szwecji ponownie odżył?

Jest tylko jedna droga. Należy ten sport jak najbardziej popularyzować i zachęcać młodzież do jego uprawiania. Szkolenie młodzieży to fundament jeśli myślimy o tym, aby żużel szwedzki się rozwijał. 

Greg Hancock powiedział ostatnio żartem, że patrząc na obecną stawkę Grand Prix, pewnie by jeszcze nie jednego rywala pokonał. Czy Ty poradziłbyś sobie jeszcze – czysto hipotetycznie – jako zawodnik w cyklu Grand Prix ?

Byłbym znowu mistrzem (śmiech). Całkiem szczerze, nie wiem co by było. Być może bym kogoś pokonał, a może bym był ostatni. Tego już się nie dowiemy. Naprawdę nigdy o tym nie myślałem. 

Jestem przekonany, że po zakończeniu swojej czynnej kariery miałeś wiele propozycji powrotu do żużla w innych rolach. Wracasz dopiero teraz jako ambasador żużla i współpracownik nowego promotora cyklu Grand Prix…

Szczerze? Wiesz dlaczego wracam? Ponieważ ta propozycja, którą otrzymałem była jedyną tak naprawdę poważną propozycją powrotu do żużla w innym charakterze niż zawodnik i zrobię wszystko, aby pomóc w rozwoju żużla na świecie. Nie uwierzysz, ale przez te wszystkie lata nie było jakichś specjalnych ofert dla mnie. Ta od Discovery była pierwszą poważną. Osobiście uważam, że jak najwięcej byłych zawodników, którzy znaczyli coś w tym sporcie powinno być wykorzystywanych do jego promocji. Dziwię się, że nikt tego do tej pory nie zrobił. 

Dla wielu jesteś ikoną sportu żużlowego. Twoje motto głosiło, że jeżeli ktoś chce odnieść sukces, to musi być dwadzieścia cztery godziny zaangażowany w ten sport, a nawet żartem mówiąc nim s…, Podtrzymujesz tę tezę?

Oczywiście. Jeśli chcesz być doskonałym zawodnikiem, a ja takim mówiąc nieskromnie byłem, to musisz bezgranicznie się żużlowi poświęcić. To piękny sport, ale wymagający tytanicznej pracy i naprawdę dużych poświęceń. To wciąż jedyna droga do sukcesu.