Główny partner portalu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Za nami sześciospotkaniowe półtorej kolejki. Było emocjonująco, zaskakująco, piękna walka i znakomity speedway? Chyba nie do końca. Twarde tory, na których decydowały start i dopasowanie motocykla. Mijanek relatywnie niewiele. Ale do tego przywykliśmy jak do pandemii i związanych z nią obostrzeń.

Na przystawkę pełen ambicji Motor kontra mocno niepewny siebie Włókniarz. To był rewanż za 39:51 w ubiegłorocznym starciu. Rewanż ostatecznie udany. Kozi ser z Lublina dosyć pewnie pokonał produkt z Częstochowy, jednak w obu ekipach dziury aż raziły.

Pierwsza rozpoznawcza runda blisko remisu. Wedle zapowiedzi sprawozdawców arena miała być mokra i plastelinowata, co miało dać szansę spektakularnych ataków po płocie. Rzeczywistość niestety potwierdziła obserwacje z pozostałych Ekstraligowych ośrodków. Twardo, nie do walki i tylko początkowo, w pierwszej fazie meczu, najlepiej wyskakiwali żużlowcy z zewnętrznego pola, co nie oznacza, że wszyscy potrafili przekładać dobre wyjście spod taśmy na ostateczne punkty po biegu. Wartym odnotowania wynik mini finału MMPPK z 2. wyścigu. Zwyciężył odrodzony Wiktor Lampart, zaś znakomicie występujący w poprzednich zawodach sezonu Jakub Miśkowiak, tym razem ze śliwką. Gospodarze mogli prowadzić wyraźniej, ale błąd Dominika Kubery skrzętnie wykorzystał na dystansie Leon Madsen uniemożliwiając temu pierwszemu przywitanie się trójką z nowym klubem, po znanych turbulencjach z przynależnością.

Następna seria to metamorfozy. Jeppesen od 0 do 3. Jarek Hampel od 3 do 0. I tylko Buczek niestety równo. Kolejne zero. Nawet start spod płotu, dotąd sprzyjający – nie pomógł. Tym razem jednak miejscowi odskoczyli, bowiem kumple z toru Woryna i Smektała wspaniałomyślnie pozwolili dowieźć 5:1 duetowi Michelsen-Cierniak. W ostatniej odsłonie tej serii Łaguta, takoż odrodzony (1,3), ograł Madsena, któremu mimowolnie przeszkodził trochę, szybki i pełen ochoty do walki Bartek Kowalski.

Bieg 9. wlał nadzieję w serca gości. Jadący za Worynę, wespół ze Smykiem Leon, jak nie on pilotował partnera, dzięki czemu duet Lwów podwójnie ograł rywali i zyskał mocny punkt w osobie eks leszczynianina. W meczu zrobiło się dwoma na korzyść lubelaków i mieli prawo gospodarze poczuć ciepło, mimo chłodu. Z czasem tor przesychał. Robił się coraz twardszy. Płot nie jechał, zaś skutecznie można było napędzić się na 3/4 szerokości i tylko w pierwszym wirażu. Drugi łuk przynosił niespodziankę dla żużlowców w postaci, jak to barwnie określił lider gości, widocznej nawet z kosmosu jak chiński mur, potężnej koleiny. W 11. Motor wrócił na właściwe tory. Może trochę wskutek braku odwagi Piotra Świderskiego. Miast wycofać Jeppesena, który to wychylił się tylko raz, a jako młody Duńczyk preferuje raczej znacznie przyczepniejsze tory i dużą ilość wody, niekoniecznie do gaszenia pragnienia po wyścigu i zastąpić zawodzącego Hamleta Świdnickim, by temu dać szansę debiutu, raz jeszcze posłał „sprawdzonego” rajdera. Skutek oczywisty. Woryna i Jesper dali się pokonać podwójnie przez co Lublin zapisał +6 po tej odsłonie w meczu. Już 12. starcie mogło przynieść odwrócenie sytuacji. Prowadził Smyk z bezpieczną przewagą, zaś jadącego za nim Małego ostro naciskał rozochocony Kowalski. Niestety dała się we znaki wspomniana koleinka w drugim łuku. Bartka tam wyciągnęło, ściął Hampela i bieg został przerwany zaś Jarek nie wystąpił już w spotkaniu. Kowalski wykluczony, za Hampela Lampart, a w powtórce remis zamiast 4:2, może nawet 5:1 dla gości. W mini finale SGP (bieg 12.) „niepotrzebne zwycięstwo” częstochowian. 2:4 w tym wyścigu sprawiło (-4) w spotkaniu przed nominowanymi i odebrało możliwość skorzystania z taktycznej w nominowanych trenerowi gości. A czwartego do brydża nie mieli. W 14. Motor postawił pieczątkę za sprawą Kubery. Ten ograł kumpla z Leszna, a że na trasie Cierniak wciągnął bezbarwnego Jeppesena, który nie wiedzieć czemu, znowu wystąpił, to i wynik został przesądzony. W finale też chyba zła decyzja Lwów. Fredka gnał szeroko, jako jedyny skutecznie w pierwszym wirażu, ale „musiał” startować z drugiego. Madsen tym razem spod bandy i… przegrał z Griszą. Nie umiał napędzić się jak Szwed, przez co poległ. Lindgren zaś bez szans, po tradycyjnie fatalnym starcie przy braku możliwości skutecznego rozpędzenia się pod bandą.

Skończyło się (+8) dla lubelaków. I mało i dużo. Kłopot jednak, w obu przypadkach, to bardzo widoczne dziury w zestawieniach. Sporo pracy przed samymi zawodnikami i sztabami szkoleniowymi. Nie przemawia do mnie, że to początek sezonu. To prawda, ale problemy nie dotyczą juniorów, a żużlowców, którzy z nie jednego pieca jedli chleb.

W Grudziądzu, o dziwo… twardo. I tor twardy i ściganie takież. Najpierw Kasprzak z trasy zwycięski, jednak bardzo kurczowo przy krawężniku. Potem miejscowi juniorzy na 4:2 choć było nawet 5:1. W trzecim Przemo paskiem od laczka zaczepił o hak Taia i obaj leżeli na wejściu w pierwszy wiraż. Było groźnie. Powtórka bez Tajskiego. Arbiter dopuścił Anglika do startu, ten jednak nie był w stanie. W trakcie wyścigu od euforii po nieszczęście. Najpierw 5:1, potem 4:2, a na koniec zwycięski Magic i… upadek Pedersena po starciu z… Pawlickim. Kuriozum. Skończyło się 2:3. Czemuś biedny? Boś… Ostatecznie wykluczenie Przema. W czwartym Bartkowiak ponownie lepszy od Liszki, Artiom z trójką dla… Sparty (dziwnie brzmi), zaś drugi na kresce, wolny i bez koncepcji Kenio Bjerre. No i zła wiadomość. Woffinden niezdolny do jazdy w dalszej części spotkania.

Jednym smutek – drugim radość. Kontuzja Anglika otworzyła gospodarzom drzwi do zwycięstwa. Czy potrafili skorzystać? Wrocław bez ósmego zawodnika w zestawieniu. Dlaczego? Pytanie do opiekunów WTS. Odebrali sobie, na własne życzenie, możliwości taktyczne.

Na przywitanie z drugą serią 1:5. Sparta odskakuje. Łaguta, Czugunow, Pawlicki i na końcu wciąż bezbarwny i wciąż nie wiadomo dlaczego w składzie Krakowiak. Potem 2:4, bo Magic znowu lepszy od Nickiego. W meczu (-5) więc nawet z taktycznej Ślączka nie może skorzystać. Czemuś biedny? Boś… W 7. szansa GKM. Za Tajskiego Liszka wespół z Curzytkiem. No i nie bez problemów wykorzystana przez Kenia i Kasprzaka. Po drugiej odsłonie (-1). Trzecia seria. Wrocław ma Magica i Łagutę. Zaczepnych i skutecznych Bewleya i Czugunowa oraz walczących juniorów. U gospodarzy Pedersen. Niezły, choć korzystający na „jakości” rywali Kasprzak i wolni Bjerre oraz Pawlicki. Juniorzy lepiej niż można było zakładać, no i ten najdelikatniej „nieprzekonujący” Krakowiak. Czy zbawieniem okazał się Lachbaum, którego start wydawał się w tej rundzie przesądzony? Na początek Nicki wygrywa z Artiomem. Remis. W kolejnym super Magic. Z piekła do nieba. Od ostatniej pozycji do wywalczonego z zimną głową zwycięstwa. Gospodarze po wygranym starcie kurczowo przy wewnętrznej, co krok po kroku wykorzystał Janowski, jadąc pod płotem. Mimo twardego toru sprawdziło się. Znowu remis. W 10…. Krakowiak. Nie rozumiem. Mimo, że rywalami juniorzy WTS, to był ostatni dzwonek dla Lachbauma. Szkoda mi Rosjanina. Wygląda na kolejny stracony sezon w GKM. Na szczęście Przemo i Norbert dowożą podwójną wygraną. Nie było to jednak szczególne wyzwanie zważywszy klasę rywali.

Wreszcie decydujące momenty. Wrocław wciąż bez możliwości skorzystania z taktycznej. W meczu (+3). 11. odsłona wydaje się bardzo ważna. Kasprzak i Pawlicki na Łagutę i Bewleya. W biegu 3:3, a to… dobrze dla miejscowych. Jeśli przed nominowanymi odjadą na (+6) lub więcej, to narażają się na podwójną taktyczną w 14. i ponownie bardzo mocny duet Janowski-Łaguta w ostatnim. Może być dwa razy po 1:5. Warto wieźć „bezpieczne” (+3) do (+5) przed 14. wyścigiem. 12. odsłona i świetny bieg Zielińskiego, który dowozi oczko nad Curzytkiem. Wciąż (+3). Gospodarze myślą, czy goście? Kto reżyseruje? Kto kogo przechytrzy? Jednak grudziądzanie wydają się mądrzejsi. 13. bieg wygrywają 4:2 i mają (+5), zatem WTS bez możliwości podwójnej taktycznej w nominowanych. Teoretycznie wystarczy, że GKM zremisuje w 14. i… zaskakująco wygra, w bardzo sprzyjających okolicznościach przyrody. Ślączka największym cwaniakiem nad Wisłą? Jest już bardzo blisko.

Kluczowy 14. wyścig. W finałowym Grudziądz ma jeszcze Pedersena, on pokonał już Łagutę, ale… lepiej dmuchać na zimne. Bjerre z Pawlickim kontra Czugunow i Bewley. Emocje w zenicie. Remis, bądź wygrana dają wiktorię miejscowym. Ostatnia odsłona może nie mieć znaczenia. Wszystko naturalnie pod nieobecność Tajskiego, przy ograniczonym do minimum manewrze taktycznym WTS, choć to, powtórzę, na własne życzenie przez ustawienie składu i brak ósmego zawodnika w zestawieniu gości. Przemo robi swoje. Kenio na zero. Remis, lecz przed 15. mamy (+5) dla gospodarzy. Grudziądz sensacyjnie i w sposób wyrachowany (na szczęście – wreszcie), po pierwszym zagotowaniu w wyścigu 3., ogrywa taktycznie mocno osłabioną Spartę. Pyrrusowe zwycięstwo wrocławian na otarcie łez na koniec i mamy 45:44. Niżej się nie da. Ale dwa punkty w domu. No to GKM postraszył bezpośrednich rywali. Ci do tego momentu dali sobie po razie u siebie z zainteresowanymi kontrkandydatami (podobno) do pierwszej ligi. Toruń ograł u siebie Zieloną. Zielona u siebie wygrała z GKM-em, a Grudziądz pokonał na swoich śmieciach… faworyzowaną Spartę, wykorzystując zimno i bezwzględnie głupotę taktyczną gości. W szachach na tę okoliczność wymyślono gambit, czyżby wrocławianie nie znali tej królewskiej gry?

Sobota przywitała nas (podobno) meczem z gatunku tych, które musiały się odbyć, a wynik był z góry przesądzony. Rozjuszone Byki podejmowały uległe (rzekomo) Anioły. Na dzień dobry bardzo wolny Emil ograł bardzo szybkiego Pawełka, a w międzyczasie w finałowej odsłonie na torze w Ostrowie Wilki za sprawą podwójnej wiktorii niedoszłego Anioła Musielaka i Lebiediewa ograły dwoma miejscowych. W Lesznie niestety znowu leżał Kacper Pludra. Nie dojechał do mety i mimo apetytu na wykluczenie Lewandowskiego, musiał obejść się smakiem. Toruńska młodzież podwójnie pokonała rówieśników z Unii pozwalając drużynie wyjść na (+2). Na moment. Od pierwszego wyścigu na Smoku można było się ścigać, co akurat zaprzecza teorii o nudach i twardych torach. Przykro, że wyjątek od reguły nie neguje skutecznie tejże. W korespondencyjnym „pojedynku” Miedziak – Toffik, na razie górą ten drugi, co Bajerowi sytuacji nie ułatwia, a rzesza krytyków decyzji trenera Apatora rośnie. Tymczasem na otwarcie drugiej serii w Lesznie Przedpełski i starszy Holder udowadniają, że transfer Doyle`a nie był idealny, zaś Lidsey wciąż ma problemy u siebie. Toruń, skazywany na sromotną klęskę, znowu na (+2). Zatem na pewno nie jest nudno. No i nie było nadal, za sprawą… Miedziaka. Tym razem Adrian sam nie leżał, ale pomógł wpaść pod dmuchawce Piterowi. Skończyło się wykluczeniem i remisem w powtórce. Arcyważnym, bo jechał ze strony gospodarzy Pludra i… dojechał tym razem, nawet z oczkiem. Jest dobry początek, na zachętę i przełamanie. Pawlicki, ponownie coraz wolniejszy w trasie, uległ na kresce Lambertowi. No i mamy ściganie co się zowie. A miało być nudno. W siódmym znowu iskry. Koldi holował jak mógł wciąż wolnego Sajfutdinowa. Dowiózł i chwała mu za to. Jack Holder tym razem bez sukcesu, ale pokazał że fura jedzie.

Trzecia seria miała przynieść odpowiedzi. Czy to Toruń taki mocny, czy Byki nadal słabe i z problemami na swoich śmieciach? Na otwarcie Piter z juniorem kontra Pawełek i Chris – dwie najszybsze strzelby Bajerskiego. Po równaniu i roszeniu Pawlicki idealnie obrał krawężnik. Wygrał start i przywiózł bardzo ważny remis. Potem poszło z górki miejscowym. Szybszy już wyraźnie Emil, wciąż znakomity Janek i Lambo z Miedziakiem nie dowieźli nic ponad limit. Dalej Lidsey takoż znacznie lepiej przyklejony, ogrywa Jacka Holdera i Doyle`a. W meczu (+8). Ale ściganie… palce lizać. Co by było z Toffikiem na jego domowym torze? Tego się nie dowiemy. W finałowej serii mądra obrona przewagi przez gospodarzy. A w ostatecznej batalii jeszcze na deser, wolny po zmianie gaźnika Piter i oddający z trasy trójkę Jaimon sprawiają, że emocje mieliśmy do końca. Apator z szansą na remis w meczu przed 15. Niestety dla Torunia, mimo wożenia po płotach przez Emila, Janusz dowozi jedynkę za Jackiem i partnerem, a przed Pawełkiem. W meczu 47:43 i jeśli tak mają wyglądać wszystkie spotkania do jednej bramki, które po prostu muszą się odbyć, to ja się piszę.

W Częstochowie gospodarze mieli zdobyć pierwsze punkty przeciw Falubazowi. Pytanie tylko, czy półtora zawodnika Lwów, wspartych młodzieżą sprosta wyrównanej ekipie Piotra Żyto. No i czy Fabian Ragus ponownie wygra starcie juniorów, podtrzymując swą serię.

Początek zaskakująco… tylko przy krawężniku. Smyk rozpędzał się pod płotem, ale przyczepności tam nie znalazł, więc zamiast 5:1 skończyło się na 4:2. Juniorzy gospodarzy podwójnie i… czar Fabiana prysł. Potem jeszcze wciąż bezbarwny rybniczanin i orbitujący po szerokiej równie nieskutecznie jak Smektała profesor PePe. Po inauguracyjnej serii (+4) i dużo niepewności pośród Włókniarzy. Woryna i Jeppesen słabo. Madsen swoje, zaś Lindgren i Smyk szybcy, acz niekoniecznie na właściwej ścieżce. No i zagadka. Czy goście wyciągną odpowiednie wnioski i przełożą się w dobrym, szybkim kierunku, bo to nie musi ułatwić zadania miejscowym. A sam tor? Skalisty, z jedną skuteczną ścieżką przy wewnętrznej. Przynajmniej w tej fazie.

Bieg 5. i kumple, którym dotąd średnio szło, znowu razem, w tej odsłonie przeciw Zagarowi i Fricke. Pachniało 1:5 przed wyścigiem i tak się zakończyło. Bez złudzeń. Żadnych wniosków panie Świderski? Chyba już czas. Kolejny wyścig to kontra gospodarzy. Świdrowi ratują skórę młodzi. Może czas na Kowalskiego za Kacpra? Leon poprzyglądał się Świdnickiemu przez okrążenie i… odjechał. Junior dowiózł jednak 2 z bonusem. Na tym etapie nadal (+4), po defekcie Jeppesenai i wiktorii Fredki. I niespodzianka – zaczyna kleić pod płotem.

Trzecia seria często odwracała losy rywalizacji. Po równaniu… ponownie tylko krawężnik. I znowu Fricke z Zagarem. Madsen gonił, gonił i… złapał na kresce o milimetry Kangura. Uratowane 2:4 zamiast 1:5, ale wciąż niebezpiecznie dla miejscowych. Tylko szeroka powoli się odsypywała. Dopiero. Pomogło jednak Fredce. Z trasy ograł Protasa, do którego zbliżał się jeszcze Jeppesen. W 10. odsłonie na torze… Woryna. Oby skutecznie, bo inaczej Świder się nie wytłumaczy. Wyszło nieźle. Tylko oczko Kacpra, ale po walce i w kontakcie do końca z Dudkiem. Na zakończenie serii więc (+6). Goście zyskują prawo do taktycznej. W 11. Pawliczak, więc aż prosi się o rezerwę po dwóch śliwkach Damiana i jednej Jana Kvecha. Żyto czuwa. Jedzie Fricke. A Świder? Nadal wierzy w Kacpra. Bieg na remis, bo wygrywa stary, dobry, szybki Lindgren. Za nim atutowy dotąd duet gości i walczący acz bez powodzenia Woryna. 12. też na 3-3. 13. i przełamanie. Goście podwójnie, choć znowu na kresce, że użyję znanego słówka – kontrowersja. Jednak tym razem Fricke o błysk przed Madsenem obaj za Dudkiem, 1:5 i ledwie (+2) przed nominowanymi.

Odsłona 14. a w niej… Madsen z Jeppesenem (hohoho) vs Zagar i Protas. Słoweniec gaśnie po starcie, a ściśle gaśnie fura pod nim. Młody Duńczyk z trasy ogrywa Protasiewicza, zwycięża Leon i przed finałem huknęło pod Jasną Górą. Znowu kamień spadł z serca, tym razem Piotrowi Świderskiemu – taka lokalna tradycja. Częstochowa wreszcie zwycięska. Do trzech razy sztuka. Na deser walka (przegrana) Fredki o komplet, zaś wynik (+8) po wygranej Smektały. Wygląda dobrze, choć było do końca bardziej niż groźnie.

Niedziela przywitała nas zimnem i pochmurnym niebem. Przed spotkaniami Ekstraligi koszmarny karambol dwójki młodych rybniczan w Łodzi. Giera upadł, a Tudzież nie wykonał żadnego manewru i wbił motocykl w plecy kolegi. Wyglądało dramatycznie. Przemek oberwał potężnie w plecy na wysokości klatki piersiowej. Trzymamy kciuki. Bardzo mocno. Ledwie się Giera wykaraskał z poprzedniej poważnej opresji zdrowotnej, a już przychodzi mu znowu oglądać mecz z perspektywy szpitalnego łóżka.

W Grudziądzu miała paść odpowiedź w kwestii prawa serii. Chomski potwierdzał, że tor przy Hallera Stalowej armii nie leży. GKM wykorzystał wewnętrzne problemy Wrocławia i wygrywając jednym oczkiem skasował dwa, ale dobrego wrażenia nie zostawił. Na papierze Stal miała moc, mimo osłabienia brakiem Nowackiego. U gospodarzy niemal same znaki zapytania. Jednak mecz meczowi nierówny. Skład grudziądzan identyczny jak ze Spartą – podobno zwycięskiego się nie zmienia, ale zważywszy okoliczności piątkowego starcia… .

Na dzień dobry Kasprzak aut. Dyskusyjne, bo hamulców w motocyklu brak, a sytuacja w pierwszym łuku. Decyzja poszła jednak w świat. Tym razem więc od pecha zaczynają miejscowi. 1:5, bo Krakowiak mimo, iż nieco poharcował, to poległ. Wciąż poza składem GKM Lachbaum. Chyba pora dać mu szansę od początku, tylko to już nie w tym spotkaniu. Paradoksalnie, młodzież mogła odrobić stratę gospodarzy. Od dawna nie było takiej realnej szansy. Jasiński z trzeciego jak Norbert przed momentem. 4:2, w tych okolicznościach, dla gospodarzy za mało. Jasiński kąsał Zielińskiego, zaś Bartkowiak nie dał rady byłemu koledze z drużyny. W 3. goście wypunktowali błędy grudziądzan. Po starcie 5:1, na mecie 1:5. Nieważne jak mężczyzna zaczyna chciałoby się rzec. Zmarzlik show, po chwili powtórzony przez Thomsena. Ot, specyficzny taniec z gwiazdami. Dwiema gwiazdami tym razem. W meczu (-6). Na koniec serii otwarcia remis na Pytlewskim, a goście punktują wyraźnie i bezwzględnie niedostatki miejscowych. Wygrywa inny debiutant – Marcus Birkemose. Zapowiada się solidny łomot.

Tymczasem w 5. zaskakująca riposta grudziądzan. Lubiący się jak pies z kotem Pawlicki i Pedersen z taktycznej zastępujący Krakowiaka, przywożą podwójnie Vacula z Marcusem. No i mamy (-2). Tym razem nikt nie leżał. Po stronie GKM ma się rozumieć. W 6. wyraźnie Nicki, lecz miejscowi martwią się o Kasprzaka i wolnego Bjerre, także wciąż bez przełamania – Norberta. To w kontekście kolejnych biegów. 7. ma dać odpowiedzi. Jasiński jest szybki i dla Kenia z Krzyśkiem może być groźny. Bartek pewniakiem. Na szczęście dla miejscowych weterani radzą sobie z młokosem, ulegając Zmarzlikowi. Wciąż (-2), tylko przed nami 3. seria, w której goście skorygują zapewne błędy w ustawieniach motocykli.

Mimo, że bardzo zimno, robi się coraz goręcej. W 8. 3:3 trochę na życzenie Bartkowiaka. Wystartował znakomicie, prowadził przed Vaculem i Nickim, ale dał się wciągnąć Martinowi, po czym przyblokował Pedersena uniemożliwiając Duńczykowi atak na pierwszą pozycję. W 9. Kenio i Kasprzok polegli. Ten pierwszy jednak powalczył. Ponownie (-6). Teraz nadzieja w Przemie, choć Bartek nie zwykł przegrywać. Ten 9. wyścig może być jednak brzemienny dla GKM i wyniku spotkania. W 10. Zmarzlik, przerwa, dwaj miejscowi, przerwa i debiutant Pytlewski. Stal odbija przewagę z pierwszej kolejki, zaś GKM nadal ma tylko dwie strzelby i dającego pewne nadzieje Kenia. Tym razem KK i Krakowiak bez wyrazu. Co wymyśli Ślączka? Potrzebuje czwartego do brydża. W 11. bez zmian. Przełamanie Key Key`a? Nic z tego. Remis. Nawet Birkemose za szybki dla Krzyśka. Kolejna ważna batalia zawalona dla gospodarzy przez Kasprzaka. Pawlicki na 14. z taktycznej? Przedtem 12. i upadek Norberta w ostatnim łuku po ataku Thomsena. Co sędzia zdecyduje? Wykluczenie Duńczyka i prezent. 5:1 dla GKM. Zatem pomysł z Przemem w 14. na tę chwilę odpada. Mamy (-2). 13. znowu arcyważny. Podźwignie Nicki? No nie. Zatem Przemo w 14.? Raczej tak. Tylko z kim? Mamy (-6) i mecz ucieka. Zmarzlik i odrodzony Vacul mogą przybić pieczęć na sukcesie gości w finałowej batalii, podobnie jak ograli Nickiego w 13. Najpierw jednak trzeba wygrać w przedostatnim z Thomsenem i Woźniakiem, a to nie będzie łatwe. Pawlicki z… Krakowiakiem. Nie rokuje to dobrze dla miejscowych. No i po zawodach. 1:5 a spotkanie rozstrzygnięte. Finałowy jedynie na deser. O jak najmniejszy wymiar kary. Dotąd (-10). Może być tylko gorzej dla GKM. I było. Ponownie podwójnie w głowę i na koniec dla odmiany po piątku, wynik tym razem słabszy niż jazda.

Gorzów praktycznie kompletny. Pytlewskiego nie oceniamy – zbyt wcześnie. Wśród grudziądzan dwie strzelby, acz przerywające – Nicki i Przemo. Solidna młodzież. A dalej? Nadzieja w Keniu i może jakimś objawieniu, wypożyczonym naprędce. Przebudzenie Kasprzaka i Krakowiaka ze wzrostem temperatury? Być może, acz żaden nie przekonuje i nie daje wielkich nadziei. Co z Lachbaumem? Jeżeli rzeczywiście jest najsłabszy, to nie trzymajmy Rosjanina na siłę w składzie bez jazdy. Nie róbmy mu krzywdy. Skład do małej rewolucji.

W Lublinie zaś osłabiona personalnie, ale już nie do końca taktycznie, choć jednak, Sparta miała dać odpowiedź na ile potrafi radzić sobie bez Tajskiego. Koziołki po wygraną z Kuberą pod 16. Kuciapa wyciąga wnioski, a Śledź? Goście z zz, więc teoretycznie mocniejsi niż w Grudziądzu. Na przywitanie mogło być 5:1, ale coś zaskakującego pojechał coraz wolniejszy Grisza. Remis. Hampel po starcie na czele i mimo kąsania przez Gleba dowozi. Młodzież zgodnie z planem – podwójnie. Od trzeciego starcia rozpoczynają liderzy gości. Z jakim skutkiem? Magic mizernym. Śliwka. (+8) w meczu. Pora na Artioma. Zaskakujący tor w Lublinie, bo… twardy. O dziwo. He he. Powinno pasować Rosjaninowi. Co jednak zarobił ze startu zgubił na trasie. Odbił połowicznie. Lampart górą. Początek dla lubelaków (+10).

Teraz pora na wnioski w ekipie gości i poprawę wyniku. No i poprawili… miejscowi. Na (+16) po drugiej rundzie. Wrocławski balonik pękł. Z hukiem. Baa, nawet huczyskiem. Mocny Motor, czy słaba Sparta? Gospodarze wykorzystują własny obiekt znacznie skuteczniej od grudziądzan w piątek. Na tę chwilę – pogrom. Spartanie jednak coraz szybsi. W punktach jeszcze tego nie widać, ale coś drgnęło. Porażki po walce, to jednak wciąż porażki. W 8. zwycięski Czugunow. Pierwsza trójka wrocławian. Czyżby impuls? Co z tego skoro Artiom na końcu. Dolnośląskie armaty bez skutecznego ognia na tę chwilę. Na fajrant 3. odsłony zawodów druga trójka gości za sprawą bezbarwnego dotąd Artioma Łaguty. W meczu jednak nadal (+16). Gospodarze pilnują wyniku. Taktycznie.

Ostatni dzwonek, by zachować twarz dla podopiecznych Darka Śledzia. 4. kolejka, tuż przed nominowanymi. Kontrowersja w 11. na otwarcie. Grisza wykluczony – czy słusznie? Powtórka na 1:5. Dzieje się. W rewanżu Hampel ogrywa… z trasy Janowskiego. Tak, tak – Mały z trasy. Przed wisienką wszystko jasne. 46 po stronie gospodarzy i (+14). Czekamy na rozmiar klęski, bądź tylko porażki Sparty. Motor rozluźniony, ale to nic nie oznacza. Hampel odpuszcza piąty start. Swoje dziś zrobił, a uraz doskwiera. Kończy się (+14), zatem status quo, po wykluczeniu Griszy za wywrócenie… Buczka w 14. i takoż wykluczeniu Gleba za… glebę bez udziału osób trzecich w ostatnim. Dali sobie po razie na koniec.

Miała być liga dwóch prędkości. Miał być podział rozgrywek 5-3. Póki co jednak wygląda na układ 7-1. Odstaje na ten moment Grudziądz, wciąż bez błysku i atutu własnego toru. Trzeba zewrzeć poślady i zacząć ostro działać. Z obecną jazdą może być powtórka z ubiegłorocznego Rybnika. Jedna wygrana na osłodę i porażka z przytupem na koniec. Oby nie.

One Thought on Żużel. Kolejka Przemka: Gambit po wrocławsku i diabelsko groźne Anioły
    Ⓜⓤⓒⓗⓞⓜⓞⓡⓔⓚ
    26 Apr 2021
    10:53am

    Kogo interesuje ta relacja w dobie pandemii, gdy wszyscy siedzimy w domach i od południa w piątek do niedzieli wieczór oglądamy mecze w TV? Nawet dziś w poniedziałek jest mecz!

    Panie Sierakowski, niech pan strzeli jakiś kontrowersyjny felieton a nie zanudza kibiców relacjami które wszyscy albo obejrzeli, albo już dawno przeczytali i maja swoje zdanie.

    To kieruję do redakcji Po-bandzie: Emitujecie po kilka-kilkanaście artykułów dziennie z których nic nie wynika ani nic nie wnoszą.

    Może lepiej skupić się na jakości, nie ilości?

Skomentuj

One Thought on Żużel. Kolejka Przemka: Gambit po wrocławsku i diabelsko groźne Anioły
    Ⓜⓤⓒⓗⓞⓜⓞⓡⓔⓚ
    26 Apr 2021
    10:53am

    Kogo interesuje ta relacja w dobie pandemii, gdy wszyscy siedzimy w domach i od południa w piątek do niedzieli wieczór oglądamy mecze w TV? Nawet dziś w poniedziałek jest mecz!

    Panie Sierakowski, niech pan strzeli jakiś kontrowersyjny felieton a nie zanudza kibiców relacjami które wszyscy albo obejrzeli, albo już dawno przeczytali i maja swoje zdanie.

    To kieruję do redakcji Po-bandzie: Emitujecie po kilka-kilkanaście artykułów dziennie z których nic nie wynika ani nic nie wnoszą.

    Może lepiej skupić się na jakości, nie ilości?

Skomentuj