Główny partner portalu

Żużel. Tadeusz Zdunek: Być może nie nadaję się do prowadzenia klubu. Zmiany menadżera nie będzie (WYWIAD)

Tadeusz Zdunek. fot. wybrzezegdansk.pl
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Zdunek Wybrzeże Gdańsk to jedna z tych drużyn, w których na półmetku rundy zasadniczej eWinner 1. Ligi panują nietęgie nastroje. Ekipa Eryka Jóźwiaka miała walczyć o awans do PGE Ekstraligi, a zdobyła zaledwie sześć punktów w siedmiu meczach i oddala się od fazy play-off. Tadeusz Zdunek, prezes trójmiejskiej ekipy, nie ukrywa rozgoryczenia po fatalnej końcówce meczu z Ostrowią, mówi o rozterkach na temat dalszego sterowania gdańskim klubem, ale zapewnia, że nie zamierza dokonywać zmian na stanowisku menadżera.

 

Wybrzeże znów traci punkty na własnym torze. Z pewnością nastroje w klubie nie są najlepsze, a Pan zupełnie inaczej wyobrażał sobie te dwa pierwsze miesiące sezonu 2021.

Nie tak to miało wyglądać. Raczej spodziewaliśmy się troszeczkę, a może nawet nie troszeczkę – znacznie lepszych wyników.

Martwić może przede wszystkim to, w jaki sposób drużyna poniosła tę porażkę. Przed biegami nominowanymi mieliśmy wynik 43:35, ostrowianie zadali dwa ciosy i wygrana została wypuszczona z rąk…

Trudno powiedzieć z czego wynika taka porażka. Nie będę publicznie krytykował każdego z zawodników z osobna, bo to są nasze wewnętrzne sprawy klubowe. Być może zarządzanie jest złe. Być może potrafię zarządzać firmą samochodową, a klubem nie.

Aż tak krytycznie podchodzi Pan do siebie po tym meczu?

Ja skończyłem kilka różnych kursów biznesowych i zawsze było tam mówione, aby zaczynać szukanie problemów od siebie, a nie od innych. Skoro któryś rok z rzędu nie wychodzi, to być do prowadzenia klubu się nie nadaję. Może nie potrafię motywować zawodników. Być może moje systemy, które sprawdzają się w firmie zwyczajnie w żużlu nie działają.

To jest taka złość pomeczowa czy faktycznie rozważa Pan odejście?

To nie jest złość pomeczowa, bardziej narastające zmęczenie. Ja wykładam swoje prywatne pieniądze. Jakbym był prezesem państwowej firmy, to tylko bym przesuwał budżet z jednego celu na drugi, a moja pensja w dalszym ciągu byłaby niezmienna. Tutaj mamy co innego. Ja, czy Witek Skrzydlewski płacimy z prywatnych pieniędzy i tym się różnimy od innych sponsorów żużla.

Męcząca jest też ta fala hejtu, która w sporcie pojawia się po meczach. Akurat po meczu z Ostrovią nie czytałem tego wszystkiego, ale podejrzewam, że jest tam sporo negatywnych wpisów na temat mój i mojej firmy. Po co mam sobie niszczyć to, na co pracowałem latami przez to, że nie do końca wychodzi na torze.

Ale żadna decyzja nie została jeszcze podjęta?

Powiem panu, że to nie pierwszy raz przychodzą mi takie myśli. Najbardziej boli ten hejt, bo to jest w sporcie strasznie niepotrzebne i szkodzące. Każdy jest mądry jak siedzi w domu, i sobie myśli. Kupi sobie piwko, mówi i pisze co by zrobił, a czego nie. Oczywiście można ściągnąć Zmarzlika, Janowskiego i Miśkowiaka i wszystkich najlepszych zawodników i będzie wow, ale my i tak mamy najdroższą drużynę w eWinner 1. Lidze.

Właśnie, ruchy przed sezonem były konkretne. Przyszli Wiktor Kułakow, Jakub Jamróg, Michał Gruchalski, Lukas Fienhage, a ta walka o najwyższe cele znowu nie wychodzi…

Jeżeli ja słyszałem, że Orzeł jest tanią drużyną do spadku, Ostrów zbudowany został z przypadku, a my jedziemy gorzej z takimi ruchami transferowymi, to coś jest nie tak.

Po spotkaniu i pewnie kilku rozmowach przyszły jakieś myśli dotyczące tego, co w tej drużynie nie funkcjonuje…

Przede wszystkim nie ma równej postawy zawodników. Taka drużyna, którą stworzyliśmy powinna jechać na pewnym, równym poziomie. Nie może być tak, że w jednym meczu zawodnik zdobywa 9 czy 10 punktów, a niedługo później dwa. Takie sytuacje nie mogą się zdarzać, bo to nam psuje całe mecze.

Chyba jedynym zawodnikiem, który nie zawodzi jest w tym momencie Wiktor Kułakow.

Nie do końca się z tym zgodzę, ale to moje zdanie. Każdy dokłada swoją cegiełkę na plus i na minus. Nie może być tak, że nasi seniorzy przegrywają dwa razy z rzędu z juniorem. Słyszałem, że się mówi, że to nasi juniorzy z zawodnikiem U24 nie przywieźli tych 10 punktów, które żeśmy zakładali, ale być może problem nie tkwi w nich, tylko w seniorach. Jakbyśmy odebrali sześć punktów panu Szostakowi, to byłoby inaczej.

Przewidywane są zatem jakieś gwałtowne ruchy w drużynie? Eryk Jóźwiak może być spokojny o swoje stanowisko?

Menedżer robi wszystko, co w jego mocy, żeby to dobrze wyglądało i ja to widzę. Zmiany nie będzie, bo to jest logiczne i to nie jego wina. Zawodnicy jakiego toru by nie chcieli, to taki dostają. Trzeba jeszcze 25 proc. bardziej otworzyć manetkę gazu to może będzie dobrze.

Jest jeszcze wiara w ten awans do PGE Ekstraligi, o którym głośno mówiliście przed sezonem? Za Wybrzeżem siedem spotkań, w tabeli sześć punktów, a do końca rundy zasadniczej już wcale nie tak daleko…

To już inny temat, bo to też jest wada polskiego żużla, że ten sezon jest taki krótki. Stadiony budowane są za wielkie pieniądze, a w sezonie mamy 7 meczów. To jest chore i nie tak to powinno wyglądać. Tych meczów powinno być dwa razy więcej, a te inne imprezy dodatkowe powinny być podporządkowane, a nie odwrotnie. Prawie nikt na nie chodzi, a cały kalendarz się pod to dokłada. Ostatnio czytałem o amerykańskim baseballu. Tam by nikomu nie przeszło przez myśl, żeby podporządkowywać dyscyplinę pod inne federacje. Wiara natomiast umiera ostatnia.

Czyli mimo złego nastroju po tych niepowodzeniach nadzieja się tli?

To, jaki mam nastrój to jedno, ale postawa i podejście do życia to drugie. Gdybym tak łatwo w życiu rezygnował, to bym do tej pory pracował w państwowej firmie za pensję. Zawsze przychodzi cięższy moment, jest zwątpienie i zachwianie, ale to nie znaczy, że za dwie godziny nie będzie pełni energii i parcia do przodu, aby coś wymyślić.

Dziękuję za rozmowę.                                                                                                                      

Dziękuję.

Rozmawiał BARTOSZ RABENDA