Główny partner portalu

fot. Sebastian Siedlik/media klubowe Unii Tarnów
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Pierwsza połowa sezonu w wykonaniu Unii Tarnów to z pewnością jeden z gorszych okresów w całej historii klubu. Ekipa Jaskółek przegrała siedem spotkań z rzędu i znajduje się na szarym końcu tabeli eWinner 1. Ligi.  Okazuje się jednak, że są tacy, którzy wierzą w pozostanie tarnowian na drugim szczeblu rozgrywkowym. Taką osobą jest Paweł Baran, obecny trener biało-niebieskich.

 

Tarnowianie mają obecnie sześć punktów straty do ekip znajdujących się na miejscach 4-7. Do utrzymania potrzebna jest im zatem znakomita dyspozycja w drugiej części rozgrywek. – Jesteśmy jednak uzależnieni od tego co pokażą rywale. Oczywiście sami musimy stanąć na wysokości zadania – mówi Paweł Baran w rozmowie z oficjalnym serwisem rozgrywek.

– Dotąd mówiliśmy, że naszym problemem jest to, że nie jedziemy pełnym składem. Za nami jednak dwa mecze w pełnym zestawieniu. Nie wygraliśmy żadnego, ale jest jednak pewien postęp. Wiemy, czego jeszcze nam brakuje i teraz chcemy się skoncentrować na wyeliminowaniu braków. Trzeba rozpędzić tę machinę. Liczę na to, że kolejny mecz będzie już taki na przełamanie – dodaje.

Kluczem do pozostania Jaskółek w rozgrywkach są świetne wyniki w domowych spotkaniach. Unia odjedzie jeszcze trzy spotkania na stadionie przy Zbylitowskiej. – U siebie musimy już wygrać wszystko, co zostało nam do końca. Mamy w Tarnowie mecze z Orłem, Polonią i ROW-em i w każdym muszą być po dwa punkty. Bonusy by się jednak też przydały. Orzeł jest w zasięgu, z Polonią może być problem, bo tam przegraliśmy 54:35. Co do ROW-u, to trudno dywagować, bo jeszcze nie jechaliśmy meczu z tym rywalem. Myślę jednak, że jak wskoczymy na tryb wygrywania, to będziemy w stanie nieźle namieszać – wierzy opiekun tarnowskich zawodników.

Zbyt dużych zmian w zespole Unii nie należy się jednak spodziewać. Ważne jest to, aby w drużynie odnalazł się trzeci lider, który wesprze Rohana Tungate’a i Nielsa Kristiana Iversena. – Nie mamy za dużego pola manewru. Można by pomieszać numerami, ale wtedy moglibyśmy wzmocnić jedną parę kosztem osłabienia drugiej. Nie mamy trzech liderów i to też jest ograniczenie. Zwłaszcza że jeden z dwóch liderów musi jechać z juniorem, żebyśmy na tych biegach nie tracili zbyt wiele – stwierdza Baran.

Przypomnijmy, że najbliższy mecz tarnowian odbędzie się w poniedziałek. Ekipa z Małopolski uda się na mecz wyjazdowy do Ostrowa Wielkopolskiego. W pierwszym tegorocznym starciu pomiędzy tymi drużynami padł wynik 57:33 dla zespołu Mariusza Staszewskiego.