Mistrzostwa Świata Speedway’u

2020-04-29 17:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Speedway

2020-02-29 20:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Finał ICE SPEEDWAY

2020-02-28 18:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Polski

2020-02-22 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Szwecji

2020-02-20 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Grand Prix Australii

2020-03-19 19:00:00

Planowana relacja

Przejdź

Życie po wypadkach. “Zastanawiałem się, jak radzą sobie sparaliżowani”

Rafał Wilk, trzykrotny mistrz paraolimpijski.

Każdy z nich myślał o kolejnym biegu i kolejnych zawodach, tymczasem jeden moment sprawił, że kariera została natychmiastowo i brutalnie przerwana, a najważniejsza stała się walka o powrót do normalnego funkcjonowania. W najnowszym odcinku magazynu Czarny Charakter w telewizji nSport+ Andrzej Szymański, Kamil Cieślar, Tomasz Gollob, Rafał Wilk, Bogusław Nowak i Krzysztof Cegielski opowiadali o swoich wypadkach i o tym, jak zmieniło się ich życie.

– Leżę w wannie kilkanaście godzin przed wypadkiem, mam podkurczone nogi i nie wiem, skąd to się wzięło, ale ruszam tymi nogami i do wewnątrz i na zewnątrz i zastanawiam się, jak ci ludzie sparaliżowani mogą ruszać nogami. Nie sądziłem, że coś takiego może mi się stać – rozpoczął swoją opowieść Andrzej Szymański, były zawodnik Unii Leszno, który uległ wypadkowi na torze w Rybniku w 2001 roku.

– Przyjechałem wypoczęty, uśmiechnięty, nic nie wskazywało na to, że coś złego może się wydarzyć – podkreślał Tomasz Gollob. – Był ładny dzień, ładne słońce, a z tego co wiem, skończyło się deszczem. Dzień płakał – mówił. Mistrz świata z 2010 roku uległ wypadkowi w 2017 roku na torze crossowym w Chełmnie.

– Faktycznie, już w tym wyścigu miałem nie jechać, nominowani byli Wiesiek Jaguś i Ales Dryml, ale ja w ferworze walki i testów motocykli stwierdziłem, że muszę jeszcze jeden bieg pojechać. Kiedy Bose Wirebrand powiedział, że nie jadę, odpowiedziałem “chyba ty!” – wspominał Krzysztof Cegielski.

– Obolała ręka spadła mi z kierownicy i dostałem uślizgu. Czterech zawodników mnie ominęło, piąty wpadł we mnie – mówił Bogusław Nowak. On z kolei uległ wypadkowi w Ostrowie Wielkopolskim podczas finału Mistrzostw Polski Par Klubowych w 1988 roku, kiedy na torze w każdym biegu rywalizowało sześciu zawodników.

Żaden z wyżej wymienionych nie zakładał, że akurat ten upadek może się tak skończyć. Pierwsze myśli to oczywiście niedowierzanie. – Gdy po prześwietleniu lekarz powiedział, że mam złamany kręgosłup, to popatrzyłem na niego, jak na głupka. Sytuacja była dla mnie śmieszna, bo każdy myśli, że złamany kręgosłup oznacza, że nie czuje się pewnej partii ciała, a u mnie było na początku w porządku. A teraz, jak kolejni lekarze oglądają moje zdjęcia rentgenowskie, to patrzą na mnie i mówią, że to niemożliwe, żebym siedział na wózku. Uraz jest na tyle wysoko, że powinienem leżeć w łóżku. A radzę sobie w 99 procentach, jedyną przeszkodą są schody – przyznał Kamil Cieślar, były zawodnik Włókniarza Częstochowa.

– Moje pierwsze odczucie to takie, jakby nogi były zanurzone we wrzątku. I zastanawianie się, czy tak musiało się stać, łzy płynęły długi czas – mówił Tomasz Gollob. – Nie ma co ukrywać, że łzy były. Chyba nikt nie ma betonowej psychiki, żeby go nie ruszyła ta sytuacja – dodał Rafał Wilk, który odnalazł się w nowej rzeczywistości, pozostając przy sporcie. – Pasja zabrała mi zdrowie, ale dała nadzieję na przyszłość. Dalej jestem związany ze sportem. Mój kolega wyjeżdżał na wakacje, pożyczyłem od niego na dwa tygodnie handbike’a, ale już po pierwszej jeździe wiedziałem, że to jest to, co chcę robić – zaznaczył Wilk, który zdobył już trzy złote medale na paraolimpiadzie, właśnie na rowerze z ręcznym napędem.

Fot: FB Rafała Wilka

– Zobaczyłem wielkie światło i tunel. Pamiętam dokładnie, że potykałem się o kamienie biegnąc do tego światła. Po osiągnięciu celu zobaczyłem piękną łąkę. Nawet teraz nie jestem w stanie opisać, jaka to była piękna łąka. Potem doszło do mnie, że to była śmierć kliniczna – wspominał Andrzej Szymański, który oprócz złamanego kręgosłupa doznał również obrzęku mózgu i stłuczenia jego pnia. Największym wsparciem była dla niego mama. – Ja tego nie pamiętam, wiem z opowieści, ale przez miesiąc leżałem w “trumience” z lodem. Lekarze chcieli obniżyć ciśnienie, które wynosiło 360 na 300. To było coś strasznego. Lekarz przyszedł do mamy i zapytał, czy jest wierząca. Jeśli tak, to trzeba poprosić księdza – kontynuował Szymański. – Ciało robiło się sine i zimne, ale mama nie dawała za wygraną, nacierała mnie i walczyła o mnie. Po dwóch tygodniach śpiączki otworzyłem oczy, a wtedy lekarz, wskazując mamę, zapytał mnie “kto to jest?”. Nie mogłem mówić, ale bezgłośnie powiedziałem, że mama. Była przy mnie, kiedy byłem w krytycznym stanie i kiedy było już lepiej. Zawsze mogłem na nią liczyć i za to dziękuję – podkreślił.

– Nie jestem obrażony na dyscyplinę, po prostu taka jest historia. Niedużo jeździłem na tym torze, to też był błąd. Najgorszą rzeczą jest to, gdy śpię i śni mi się, że jadę. Budzę się i wracam do rzeczywistości… – opowiadał Tomasz Gollob.

Z kolei Krzysztof Cegielski po wypadku – chociaż tylko na moment – wrócił na motocykl i na tor. – Udało się chyba po dwóch latach z pomocą Janusza Kołodzieja wsiąść na motor i przejechać dwa okrążenia w Krakowie. To był moment, w którym zrealizowałem marzenia i pragnienia. “Trzeba wsiąść i zobaczymy, co będzie” – myślałem. “Może się przewrócę po kilku metrach, a może pojadę”. Wcześniej nóg nie używałem, to też powinienem dać radę – mówił Cegielski. – Nie mogę powiedzieć, że teraz jestem nieszczęśliwy. Mam wspaniałą rodzinę i mam dla kogo się budzić każdego dnia – podkreślił.

CASH BROKER

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.