W tym roku w PGE Ekstralidze ponownie obowiązywać będzie przepis o możliwości powołania jednego zagranicznego juniora do składu meczowego. Sporo ekspertów, czy fachowców krytykuje ten zapis, argumentując, że zahamuje postęp u polskich młodzieżowców. Są jednak i tacy, którzy uważają zupełnie inaczej. Do tego grona zaliczany jest Tomasz Lorek. Znany dziennikarz w rozmowie z nami stwierdził, iż zwiększenie konkurencji wśród zawodników do lat 21 może zmotywować Polaków do jeszcze cięższej pracy.

Jedną z osób negatywnie wypowiadających się na temat tego przepisu był Mariusz Staszewski. Trener Krono-Plast Włókniarza Częstochowa głos w kwestii juniora z zagranicy zabrał choćby w grudniu minionego roku. Szkoleniowiec na łamach Tygodnika Żużlowego powoływał się na obowiązujący od 2023 roku regulamin sportu żużlowego w Polsce, nakazujący wyszkolenie jak najwięcej krajowych rajderów przed ukończeniem 21 roku życia. Tym samym zdaniem dawnego reprezentanta m.in. Stali Gorzów niezrozumiałą sytuacją było wprowadzenie zapisu o zagranicznym juniorze w stosunkowo tak krótkim czasie.

Reporter Polsatu Sport i Eleven Sports, Tomasz Lorek – choć rozumie stanowisko przedstawiane przez trenera Staszewskiego – uważa, że wspomniany przepis może dać nie tylko szansę rozwoju zawodnikom innych nacji, ale też bodźca polskim młodzieżowcom do wykonywania kolejnych kroków w swoich karierach.

Żużel. „Kompletne piep******”. Woffinden ostro! Będzie gotowy na 100 procent! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. ROW poluje na juniora… Sparty? Jest odpowiedź! – PoBandzie – Portal Sportowy

– Ja jestem zwolennikiem wolnego rynku i niech się przebijają najlepsi na świecie. Z drugiej strony bowiem myślę, że – oczywiście proszę mnie źle nie zrozumieć, bo jestem z zaprzysiężenia i zamiłowania patriotą – jeśli naszym chłopakom pozwoli się na zbyt wiele, to nie zawsze idzie w taką stronę, jak powinno. Dla przykładu: jeśli dziecko wie, że jak mu dużo wolno, napiera, nie zna granic i chce mieć wszystko dla siebie. A kiedy stawia mu się granice, zaczyna patrzeć bardziej w głąb swojego serduszka i wtedy mówi: „Aha, tym razem nie zdołam nic więcej ugrać”. Tak więc nie możemy też do końca budować super atrakcyjnych warunków dla naszych młodych chłopaków, bo wtedy pojawi się efekt może nie ich zepsucia, ale np. takiego podejścia: „wszystko mi się należy”. A to również nie jest dobre w sporcie, w którym trzeba się zahartować, aby znaleźć się w odpowiednim punkcie – stwierdził reporter.

– Mariusz ma dużo racji w tym, co mówi w takim znaczeniu, że sam jeździł i wie jak to wygląda np. na zachodzie, gdzie nikt naszym losem się nie interesuje. Ale takie jest życie, że nikt ściela ci nie wiadomo jak wygodnego łóżka, nie daje jedwabiu, lecz masz pryczę i na niej musisz się ułożyć i spać – oznajmił nasz rozmówca, który dodał – Wiem o co Mariuszowi chodzi w tej sprawie, że polskie kluby będą wpychać dużo pieniędzy do kieszeni zawodników zagranicznych, ułatwiając im starty w Polsce, a później ci być może będą zdobywać medale dla Danii, Anglii, USA, Szwecji, czy Bóg wie jeszcze kogo. Rozumiem tę obawę, w każdym razie ja jestem za równą, otwartą konkurencją.

Dziennikarz na potwierdzenie swojej tezy odwołał się do przykładu m.in. wybitnego tenisisty Novaka Đokovića. – Czy Federer i Nadal mieli od niego łatwiej? Oczywiście, że tak, a osiągnęli mniej. Nikt Đokovićowi nie ścielił łóżka płatkami róż, czy nie wiadomo czym. Jako 12-latek z Serbii, targanej w latach 90. wojną na Bałkanach, pojechał pod Monachium i tam, szkoląc się, stał się wielkim sportowcem. W końcu wygrał 24 turnieje wielkoszlemowe. I gdyby miał warunki komfortowe, to może nie byłby w tym miejscu, w którym był i jest. To pokazuje, jak opłacalna jest twarda szkoła walki. I gdyby Đokovićowi dawano w przeszłości fory, to myślę, że dzisiaj nie byłoby wielkiego mistrza, geniusza tenisa. Tak samo jest w żużlu. Jeżeli będzie za bardzo głaskać i niańczyć naszych chłopaków, wcale nie jest powiedziane, że będą mieli lżejsze życie w randze seniorów. Inny przykład: Bonaparte w bitwie pod Arcole (1796) pokazywał żołnierzom, że artylerzysta idzie na pierwszą linię frontu i walczy. Bo przecież w boju buduje się klasa wodza lub sportowca. To, że ktoś błyszczy na treningach i „wykręca” rekord toru w Świętochłowicach, Rawiczu albo Lublinie, w zasadzie nic nie znaczy. W warunkach bojowych trzeba pokazać „jaja” i charakter – to jest test. Bartek Zmarzlik jest też odpowiednim przykładem takiego sportowca, który podejmuje dalszych wyzwań. To jest zawodowiec, który na swoim koncie ma już sześć tytułów mistrza świata, a mimo tego, nadal czegoś szuka. To jest gość, który nie gasi w sobie pasji. Choć by miał 35 lat, dalej na pewno będzie chciał się rozwijać. Tacy ludzie zostają mistrzami. Nikt nie podarował mu nic w życiu, a tyle już osiągnął. Trzeba iść do warsztatu, pracować przy sprzęcie i stawiać przed sobą kolejne wyzwania, niezależnie od panujących warunków – stwierdza.

Żużel jak disco polo. Bukmacher odkrywa kulisy pracy! (WYWIAD) – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Apator ma tajny plan na Motor? Chcą mocno wejść w sezon! – PoBandzie – Portal Sportowy

Po raz ostatni zasada o młodzieżowcu spoza Polski w regulaminie najwyższej klasy rozgrywkowej istniała w sezonie 2010. Na tym przepisie skorzystali wówczas choćby Tai Woffinden, czy Darcy Ward, którzy później byli gwiazdami speedwaya światowego formatu. Brytyjczyk został trzykrotnym czempionem globu (2013, 2015 i 2018). Australijczyk również miał niewątpliwie spory potencjał, aby narobić niemałego szyku i stanąć przynajmniej na podium Indywidualnych Mistrzostw Świata. Być może ta sztuka byłemu rajderowi m.in. Unibaxu Toruń i Falubazu Zielona Góra udałaby się, gdyby nie jego dramatyczna kontuzja kręgosłupa z 2015 roku, przez co musiał zakończyć swoją przygodę z czarnym sportem.

– Wiadomo, że Darcy Ward, taki gość ze skalą talentów przebiłby się w każdej sytuacji. Bez względu na to, czy miałby prawo startu w polskiej lidze, łatwiejszą bądź trudniejszą drogę do rekrutacji, i tak by tego dokonał. Natomiast co do o Tai’a Woffindena, to trzeba tutaj powiedzieć, że trzeba mieć pomysł na siebie, najczęściej niebanalny. Czy ktoś Tai’owi dawał szansę jazdy w polskiej lidze zanim wyhaczył go Marian Maślanka i ściągnął do Częstochowy w 2007 roku? No właśnie! A zdobył później przecież trzy razy mistrza świata w jeździe indywidualnej – zakończył Tomasz Lorek.