Od lewej: Bartosz Zmarzlik, Marek Cieślak, Patryk Dudek. fot. Jarosław Pabijan.
11 listopada, w Narodowe Święto Niepodległości okazujemy dumę z tego, że jesteśmy Polakami. Patriotów nie brakuje w środowisku żużlowym, a jednym z nich jest wybitny trener kadry Marek Cieślak.

75-latek doskonale pamięta realia dawnej Polski. Jego rodzina brała udział w Powstaniu Warszawskim, a widok ówczesnej Warszawy mroził krew w żyłach. Były selekcjoner kadry żużlowej nie ukrywał, że jest to dla niego niełatwy temat.

– Moja rodzina ma trochę udziału w wydarzeniach wojennych. Miałem rodzinę właśnie w Milanówku, Żyrardowie, Ostrołęce czy Warszawie. Moje ciotki walczyły w Powstaniu Warszawskim. Zresztą ja sam pamiętam jeszcze Warszawę w gruzach. Moja babcia była dyrektorką domu dziecka w Ojrzanowie koło Żabiej Woli. Jeździliśmy koniem do Warszawy w latach 50. na wakacje. To był straszny widok, jeden wielki gruz. Nikomu nie życzę oglądania czegoś takiego. Wszystko wisiało na drutach, wszędzie były znaki, żeby nie wchodzić, bo grozi to niebezpieczeństwem. Ciotki znałem, ale wiadomo, że nie chciały o tym mówić. Trudne tematy – mówił w rozmowie z nami Marek Cieślak.

Żużel. Płakał na hymnie w Norden, widział Warszawę w gruzach. Narodowy na 11 listopada (WYWIAD)

Żużel. 11 listopada i 11 żużlowych „Mazurków Dąbrowskiego”

Cieślak pierwsze powołanie do seniorskiej reprezentacji otrzymał już w wieku 19. lat. Nie ukrywa, że była to dla niego ogromna duma. Ścigając się w Wielkiej Brytanii obnosił się swoim pochodzeniem.

– Wtedy to się bardzo liczyło. To była wielka duma. Byłem reprezentantem Polski, mojego ukochanego kraju. Jak jeździłem z Edkiem Jancarzem w Anglii, to mieliśmy pokupowane ciuchy i wszędzie na plecach był napis „POLAND”. Człowiek to nosił z dumą. Modne też były takie kurtki „szwedki”. Pokupowaliśmy je sobie, bo były tam biało-czerwone lampasy. Był też Orzełek z koroną, a to było dla nas bardzo ważne. Myśmy wtedy z Edkiem bardzo obnosiliśmy się z tą polskością. Robiliśmy to z jednego powodu. Czuliśmy, że nie jesteśmy całkowicie wolni. Ruscy byli u nas, nawet wojsko stacjonowało. Tym bardziej chcieliśmy pokazać tę naszą polskość – wspominał były szkoleniowiec reprezentacji Polski.

Żużel. Czy możemy być dumni z polskiego żużla? Były menadżer kadry wymienia sukcesy

Marek Cieślak opowiedział również o tym, jak ważny jest dla niego hymn. Wspomniał o szczególnym „Mazurku” na niemieckiej ziemi.

– Hymn to wiadomo, wyjątkowa sprawa. Jak się stoi na podium, to już w ogóle. Miałem taki moment w Norden. Wygrałem wtedy półfinał kontynentalny. Zagrali „Mazurka” i to było szczególne. Na stadionie 15 tysięcy Niemców, wszyscy musieli wstać. To było szczególne, zwłaszcza w tamtym momencie. Czuło się dumę. Szczególnie było też z kadrą, gdy wygrywaliśmy Drużynowe Puchary Świata. Tak sobie mówiłem, że to była zemsta za te lata, kiedy to rywale wygrywali. Ja z drużyną narodową jako zawodnik miałem dwa srebra i dwa brązy. Na White City byliśmy blisko złota, ale zawaliło kierownictwo. W dawnych czasach rywale się panoszyli po tych zwycięstwach. Potem był czas naszego triumfu – mówił Cieslak.