Szlifuje Pan formę zawodników klubu z Torunia, ale jest Pan także menadżerem ds. sportu w firmie, która jest sponsorem tytularnym klubu. Jak ta cała przygoda z żużlem się zaczęła?
Pierwszym punktem na mojej zawodowej mapie była praca trenera. Z czasem zacząłem startować w zawodach kulturystycznych i właśnie wtedy moje drogi skrzyżowały się z firmą PRES. Mój przyjaciel Paweł Burdach, dziś wspólnik PRES Grupy Deweloperskiej, został moim sponsorem. Co ciekawe, wcześniej to on był moim podopiecznym. Razem trenowaliśmy, a jedna z takich sesji zapisała się w mojej pamięci szczególnie.
Pamiętam jak dziś, kiedy to podczas ściągania drążka wyciągu górnego do klatki zapytałem:
„Paweł, a może założymy PRES Team Sport?” Odpowiedź była krótka – to był dobry pomysł. I tak właśnie zaczęła się obecność firmy PRES w sporcie.
Sam startowałem w zawodach kulturystycznych pod egidą marki PRES, a wkrótce do grona wspieranych sportowców dołączyła moja kuzynka, utalentowana pięściarka Aneta Rygielska. Następnie przyszła kolej na żużlowców, takich jak Igor Kopeć-Sobczyński czy Krzysztof Lewandowski.
Całość zwieńczyła umowa z Klubem Sportowym Toruń, która symbolicznie spięła wszystkie te działania w spójną sportową wizję.
Żużel. Madsen prędko nie ruszy się z Falubazu? Ważne wieści! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Mistrzostwo zdjęło z nich presję? Dudek nie ma wątpliwości! – PoBandzie – Portal Sportowy
Był Pan wicemistrzem Europy 2015, srebrnym medalistą zawodów Mr. Olympia 2017 czy też wielokrotnym mistrzem Polski. Które osiągnięcie w kulturystyce ceni Pan sobie najbardziej?
Największą dumą są jednak zawody, których Pan wcześniej nie wymienił, a mianowicie zwycięstwo w Pucharze Świata we włoskim Rimini oraz zdobycie karty PRO, która otworzyła mi drogę do startów w lidze zawodowej.
Zadebiutowałem w niej w 2019 roku podczas zawodów w Miami. Moja czynna kariera trwała do końca 2019 roku i zwieńczyłem ją piątym miejscem na świecie, zdobytym podczas zawodów w Chinach.
Co jest najtrudniejsze w uprawianiu kulturystyki?
Kulturystyka to dyscyplina, która w ogromnym stopniu kształtuje charakter i uczy wytrwałości w dążeniu do celu. W moim przypadku miałem jasno określony cel i potrafiłem się na nim w pełni skupić. Kluczową cechą jest tu samodyscyplina oraz konsekwencja w działaniu. Determinacja stanowi fundament sukcesu i myślę, że mój charakter bardzo mi w tym pomógł.
Przejdźmy zatem do żużla. Czarny sport to była miłość od pierwszego wejrzenia?
Nie ukrywam, że tak. Na pierwsze mecze, jeszcze na stadionie przy Broniewskiego, zabierał mnie tata. Warto dodać, że trafiłem również do szkółki żużlowej i mam za sobą czynny epizod w tym sporcie. Nie pamiętam dokładnie, który to był rok, ale w klubie trenerem pierwszej drużyny był wówczas Jan Ząbik.
Przez dwa lata trenowałem w szkółce, jednak musiałem spojrzeć prawdzie w oczy. Mimo ogromnej miłości do żużla czułem, że nie zostanę wielkim zawodnikiem. Postawiłem na rozsądek i zrezygnowałem z dalszej kariery.
Na jazdę jednak się nie obraziłem, później jeździłem amatorsko. Brałem udział m.in. w zawodach w Strzelcach Dolnych pod Bydgoszczą. W zeszłym roku miałem także okazję sprawdzić się na minitorze u trenera Jana Ząbika, razem z m.in. Robertem Lambertem. Gdy tylko jest okazja, nadal wskakuję na motocykl.


Czyli można powiedzieć, że żużel Pan zna od podszewki.
Zdaję sobie sprawę z tego, jaką drogę muszą przejść zawodnicy, aby dojść na szczyt w tym sporcie. Oczywiście realia, w których funkcjonowałem jako zawodnik szkółki, znacznie różnią się od tych obecnych. Jako ciekawostkę mogę dodać, że za moich czasów każdy chłopak, zanim wsiadł na motocykl, musiał od podstaw samodzielnie go złożyć. Odbywało się to pod czujnym okiem klubowego mechanika, Krzysztofa Głowackiego. Był to swoisty pierwszy test dla młodego zawodnika.
Żużel. Zmarzlik i Motor dopinają kontrakt? Jakub Kępa zabiera głos! – PoBandzie – Portal Sportowy
Pewnie różnicą też jest rola przygotowania fizycznego, za co Pan w PRES Toruń odpowiada. Jakie cechy musi mieć dobry trener?
Na pewno samodyscyplina. Najpierw trzeba wymagać od siebie, aby potem wymagać od innych. Druga kwestia to konsekwencja w dążeniu do celów. Trzeba być upartym, ale oczywiście nie za wszelką cenę. Ważne jest to, aby sobie uświadomić.
Jak duże znaczenie ma w Pana opinii przygotowanie fizyczne? Osoby spoza środowiska zapewne myślą, że to sport przede wszystkim techniczny, w którym liczy się sprzęt i umiejętności jeździeckie zawodnika.
Z biegiem lat to poszło bardzo mocno do przodu. Kiedyś mniej się mówiło o przygotowaniu fizycznym zawodnika. Trzeba pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy. Zimą budujemy nie tylko siłę zawodnika, ale przede wszystkim głowę i mental. Zmierzam do tego, że zawodnik przystępujący do sezonu, gdy wie, że jest przygotowany fizycznie, to też jest zbudowany psychicznie. Wie, że ten okres przepracował i dał z siebie wszystko. Jeżeli żużlowiec ten okres prześpi, a w sezonie coś będzie szło nie tak, to wtedy zaczynają się problemy w głowie. Szukamy przyczyn.
Wielu osobom wydaje się, że to „tylko” wejście na motocykl, odkręcenie gazu i skręcanie w lewo. Ten, który nie próbował jazdy nie zdaje sobie sprawy z obciążeń jakie towarzyszą żużlowcom. Przygotowanie fizyczne to kluczowy element, który procentuje w okresie startowym.

W Pana opinii ważniejsze jest przygotowanie mentalne czy fizyczne?
To jest tak, jak z puzzlami. Mamy kilka elementów, które musimy złożyć, aby wyszedł cały, ładny obrazek. Zawodnik zbudowany mentalnie, silny psychicznie ale mający 85 kilogramów daleko nie zajedzie. Podobnie jest w drugą stronę. To wszystko musi się ze sobą zgrać, aby pojawił się sukces.
Skoro pojawił się temat wagi, to tutaj też chciałbym się zatrzymać. Jak wygląda dieta u żużlowców? Nie jest tajemnicą, że zbyt duża waga przeszkadza.
Tutaj też nie możemy wrzucać wszystkich do jednego worka. Do każdego należy podejść indywidualnie. Jeden zawodnik ma tendencję do tycia, a inny nie. Nie ma jednego wyznacznika ile żużlowiec powinien spożyć kalorii w sezonie, a ile poza. Ja też nie lubię słowa dieta, dieta to może być szpitalna lub więzienna. Najważniejsze jest zdrowe podejście do jedzenia oraz właściwy rozkład makroskładników.
A zaimponował Panu Piotr Baron w ostatnim czasie? Widać, że jest go znacznie mniej niż chociażby podczas sezonu.
Oczywiście. Czapki z głów dla trenera. Mam tę przyjemność, że widzę go na treningach naszej drużyny. Widzę jak wylewa siódme poty. Piotr fajnie podszedł do okresu zimowego z jasnym celem. Widać to po cyferkach, bo już jest -25 kilogramów. Niektórzy pewnie na początku sezonu się pozytywnie zdziwią. Mocno Piotrka wspieram i kibicuję.
Na co w danych momentach roku kładzie Pan największy nacisk. Teraz jest taki najbardziej intensywny czas treningowy dla zawodników?
Planując makrocykl treningowy, czyli okres dwunastu miesięcy, musimy uwzględnić kilka kluczowych etapów. Okres przygotowań do kolejnego sezonu rozpoczęliśmy już w połowie listopada. Na początku skupiliśmy się na budowaniu siły – to absolutnie fundamentalna cecha motoryczna. Bez solidnej bazy siłowej nie da się zbudować niczego dalej.
Ten etap mamy już za sobą i obecnie jesteśmy w końcowej fazie przygotowań. Stopniowo zmniejszamy obciążenia, bo trzeba pamiętać, że zawodnik musi wejść w sezon świeży. Nie możemy „zajechać” układu nerwowego – on musi dobrze czuć się na motocyklu, mieć pełną kontrolę i komfort jazdy.
Zwieńczeniem okresu przygotowawczego będzie zgrupowanie w Hiszpanii.
Jak wygląda praca na wspomnianym obozie? Tam też jest wycisk czy jednak bardziej integracja?
To będzie trening ukierunkowany już stricte pod starty. Zawodnicy będą trenować na motocrossie, co jest świetnym pomysłem Piotra Barona. Oprócz tego w planie pojawią się jednostki wytrzymałościowe, takie jak jazda na rowerze czy bieganie, a także elementy treningu siłowego.
Reasumując, będzie to kontynuacja tego, co rozpoczęliśmy w połowie listopada.

Mocno różni się praca trenera przygotowania fizycznego w żużlu od innych dyscyplin?
Skłamałbym, twierdząc, że w żużlu można pozwolić sobie na brak formy w trakcie sezonu. Zawodnik musi być przygotowany fizycznie przez cały rok, liczba startów jest duża, a odpowiednia regeneracja ma ogromne znaczenie. Na przełomie lipca i sierpnia może pojawić się chwilowy spadek dyspozycji, jednak kluczowe jest to, by w decydującej fazie sezonu forma ponownie poszła w górę. W minionym roku ten plan udało się zrealizować.
Którego żużlowca uznałby Pan za najpilniejszego podopiecznego?
Powtarzam jak mantrę, że nie lubię nikogo gloryfikować. Najważniejsze jest dla mnie to, aby każdy zawodnik systematycznie się rozwijał. Publicznie nie będę nikomu ujmował, tym bardziej że widzę, iż wszyscy dają z siebie ponad sto procent. Z roku na rok widać znaczy progres w formie fizycznej.
Jak istotny był dla Pana ten złoty medal z poprzedniego roku? Toruń czekał na tę chwilę 17 lat.
To uczucie nie do opisania. Spełnienie marzeń i ambicji sportowych. Po to właśnie pracujemy i wylewamy siódme poty, żeby takie chwile nadchodziły. Chłopaki dużo ryzykują wyjeżdżając na tor, więc ten moment radości zawsze jest wyjątkowy. Bardzo się cieszę, że mogłem być częścią takiego złotego zespołu i dołożyć do tego małą cegiełkę.
A po tym złocie odczuł Pan większe zainteresowanie swoją osobą? Może jakiś klub chciał przejąć trenera przygotowania fizycznego.
(śmiech) Ja przede wszystkim skupiam się na swojej pracy w Toruniu. Oprócz klubu mam też osoby trenujące amatorsko. Mój grafik jest na tyle przepełniony, że nie mam jak kogoś do niego wpisać. Dla mnie najlepszą zapłatą są wyniki klubu i podopiecznych. Wtedy wiem, że to, co robię ma sens.

„Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie”. To Pana motto. Pasuje ono idealnie do przekazywania młodym żużlowcom?
Sądzę, że nie tylko żużlowcom. W każdym sporcie trzeba wspiąć się na wyżyny, aby osiągnąć cel. Nic nie przychodzi od ręki. Niezależnie od tego jaki ktoś by miał talent. Najpierw trzeba się poświęcić, a potem zbierać owoce. Zawodnik musi też być świadomy swoich celów. Potrzebna jest długofalowa praca i konsekwencja, o czym rozmawialiśmy wcześniej.
Na koniec będzie żartobliwie. Przychodzi do Pana jeden z naszych Czytelników i mówi, że ma 100 kilogramów na wadze, a chciałby ważyć 75 kilogramów. W ile czasu, pod Pana okiem, uda mu się to osiągnąć?
Najpierw zabieram mu klucz od lodówki, a potem porozmawiamy (śmiech). Oczywiście odpowiadam żartem, bo nie ma jednej złotej recepty. Gdyby istniała, każdy wyglądałby świetnie, był zdrowy i miał idealną sylwetkę. Każdy człowiek jest inny i do każdego podopiecznego podchodzę indywidualnie. Zawsze zaczynam od rozmowy i badań — zdrowie musi być na pierwszym miejscu, bo bez niego nie da się zbudować niczego trwałego.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.
Rozmawiał BARTOSZ RABENDA










Żużel. Nicki Pedersen jak… Cristiano Ronaldo?! Wymowny wpis Speedway Kraków!
Żużel. Wielka rewolucja na stadionie Unii Leszno? Jest plan, będzie… dach?
Żużel. Polonia Piła chce kolejnej sensacji! Lider mówi o ucieraniu nosa! (WYWIAD)
Żużel. Włókniarz wybrał kapitana! Postawili na „młodego”!
Żużel. Wyprzedzili wszystkich! Zorganizują pierwsze zawody w Polsce!
Żużel. Motocykl żużlowy… wolny dla Zmarzlika? Mistrz zaskakuje!