Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

W ubiegły piątek Orlen Oil Motor Lublin podejmował NovyHotel Falubaz Zielona Góra. Mecz oczywiście był do jednej bramki i pod pełną kontrolą gospodarzy, choć zielonogórzanie w pojedynczych wyścigach mocno się stawiali. A konkretnie stawiał się były kapitan Koziołków, Jarosław Hampel, który w Lublinie nadal darzony jest wielką sympatią.

 

To, że Hampel był kochany przez lubelskich kibiców jeszcze jako zawodnik Motoru, nikogo dziwić nie mogło. W ostatnim sezonie „Małego” przy Alejach Zygmuntowskich, sympatycy tego klubu mocno chcieli, aby ten pozostał w drużynie na kolejny sezon. Wystosowali nawet ku temu specjalną petycję. Hampel jednak odszedł z Lublina, lecz kibice wciąż ciepło go wspominają. Wystarczy spojrzeć, jak kibice przywitali go podczas prezentacji:

Chyba nawet sam zawodnik nie spodziewał się tak gorącego przywitania. – To są emocje, które ciężko jakkolwiek słowami opisać. Coś niesamowitego i wspaniałego. To się naprawdę rzadko zdarza, żeby kogoś tak kibice powitali na stadionie. Było to dla mnie bardzo przyjemne. Musiałem jednak oczywiście skupić się na meczu i utrzymać koncentrację – mówił Hampel przed kamerami telewizji klubowej Falubazu.

Żużel. Bez niemiłej niespodzianki w Abensbergu! Kubera w GP Challenge!

Żużel. Eliminacje do GP: Kolejni Polacy z sukcesem!

Koncentrację utrzymał na mistrzowskim wręcz poziomie. 13 punktów, w tym cztery wygrane indywidualnie muszą budzić podziw i respekt. Na rozkładzie „Małego” znalazł się nawet sam Bartosz Zmarzlik, a czystego kompletu punktów pozbawił go tak naprawdę upadek Jana Kvecha w 9. gonitwie dnia. – Taki jest żużel. Takie sytuacje się po prostu zdarzają – podsumował to zdarzenie Hampel.

42-latek jest na ten moment zdecydowanym liderem Falubazu i jednym z czołowych zawodników PGE Ekstraligi. Ze średnią 2,320 zajmuje aktualnie piąte miejsce w klasyfikacji najlepszych żużlowców.