Pod Jasną Górą zdają sobie doskonale sprawę, że cel zachowania ligowego bytu na rok 2027 będzie niezmiernie trudny do zrealizowania. Według wszelkich opinii fachowców, w ubiegłym roku utrzymanie się „Biało-Zielonych” w PGE Ekstralidze również wydawało się ciężkim planem do zrealizowania, lecz ci pozytywnie zaskoczyli. Częstochowianie ostatecznie zajęli szóste miejsce na koniec zmagań, a gdyby nie przytrafione kontuzje czołowych zawodników w trakcie sezonu, być może awansowaliby do play-off.
Należy jednakże pamiętać, że w roku 2025 Włókniarz dysponował lepszym zestawieniem – także na papierze – niż obecnie. O ile w poprzedniej edycji PGEE można było wyliczyć co najmniej dwóch liderów częstochowskiego teamu (np. Jasona Doyle’a czy Piotra Pawlickiego), to teraz ciężko wskazać choćby jednego.
Żużel. Falubaz ma specjalny plan B! Będą pracować nad… taktyką! – PoBandzie – Portal Sportowy
„Lwom” na dodatek zadania może nie ułatwiać początkowy ligowy terminarz. Na inaugurację udadzą się bowiem na teren głodnego sukcesów beniaminka Fogo Unii Leszno, która w okresie okienka transferowego wzmocniła się m.in. młodszym z braci Pawlickich. Następnie czterokrotnych drużynowych mistrzów Polski czekają starcia z tegorocznymi gigantami i faworytami do zdobycia medali: Orlen Oil Motorem Lublin, Pres Grupa Deweloperska Toruń (oba dom), czy Stelmet Falubazem Zielona Góra (wyjazd).
Tak czy inaczej w Częstochowie cały czas wierzą w sprawienie niespodzianki na koniec sezonu. Podkreślali to już choćby prezes klubu Jakub Michalski i trener drużyny Mariusz Staszewski. Pierwszy twierdził, że w kadrze ekipy są zawodnicy, którzy mają jeszcze coś do udowodnienia, jak choćby Rohan Tungate, Jaimon Lidsey, czy stary-nowy rajder Jakub Miśkowiak. Szkoleniowiec z kolei oznajmiał, że jego zadaniem jest „niedopuszczenie do spadku”, a gdy już zespół zjawi się w komplecie na pierwszych przedsezonowych treningach, od razu będą czynione starania, aby najbliższe rozgrywki ligowe dla Włókniarza „nie były tak tragiczne, jak inni przewidują”.
Dziennikarz Polsatu Sport i Eleven Sports, Tomasz Lorek potwierdza, że dużą rolę w postawie „lwiej” ekipy może odegrać właśnie trener Staszewski. – Każdy z tych zawodników umie jeździć na żużlu, jak np. Kuba Miśkowiak. To fajny chłopak, który przecież był w przeszłości mistrzem świata juniorów i dalej jeszcze dużo się uczy. Nadal potrzebuje, aby jeszcze bardziej rozwinąć swoją technikę jazdy i być bardziej agresywnym już na pierwszym łuku lub też zawodnikiem podejmującym szybsze regulacje w danej sytuacji. Myślę, że kluczowy w drużynie Włókniarza będzie jej trener Mariusz Staszewski. Wiadomo, że będzie on miał arcytrudne zadanie, żeby utrzymać Ekstraligę w Częstochowie. Uznani trenerzy lubią jednak wyzwania. „Stachu” najmłodszy nie jest, więc sporo w życiu widział. Jeździł na żużlu i to całkiem przyzwoicie, zatem czuje speedway. Umie przemawiać do ludzi. Lubi pracować w ciszy, gdzie nikt nie wtrąca mu swoich „trzech groszy”. Jest też kategoryczny – dosadnie potrafi powiedzieć zawodnikowi, czego od niego wymaga i nie boi się tego mówić. Mariusz ma w sobie taką mądrość, iż wie, że młodym ludziom trzeba inaczej, wręcz delikatnie, mówić pewne rzeczy, nawet te oczywiste. Tym samym ma zdolności tzw. „interpersonalne”, że umie przekazać trudną, gorzką prawdę w miły sposób. „Stachu” ma fajny zespół – stwierdził reporter.
Żużel. Pomnik Golloba przed stadionem Polonii? Jest apel! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Sezon prawdy przed Kowalskim? „Jego jazda wygląda coraz gorzej” – PoBandzie – Portal Sportowy
Znany prezenter uważa, iż w przeszłości częstochowskiemu Włókniarzowi często przypisywano miano tzw. „Kopciuszka”, który koniec końców potrafił zadziwić. Na potwierdzenie swojej tezy podał przykłady z 1996 i 2003, gdy „Biało-Zielonych” nie stawiano w gronie faworytów, a zmagania kończyli krążkami najcenniejszego kruszcu.
– Wszyscy mówią, że Włókniarz będzie przegrywać seryjnie. Częstochowa od dawna ma niefart, że wskazują ją, jako „Kopciuszka”, u którego zawsze szuka się brzydoty, brakuje mu konwenansów albo że źle stawia kroki w tańcu. A w sporcie nie o to chodzi. W 2003 r. ówczesny prezes częstochowskiego klubu Marian Maślanka miał chłopaków, którzy umieli sporo na motocyklach zrobić, ale ta drużyna niekoniecznie była stawiana na równi z Apatorem Toruń, który pod względem zestawienia wręcz błyszczał. Dawniej także Polonia Bydgoszcz, dysponująca świetnymi zawodnikami, nie zawsze zdobywała złoty medal. Wiadomo, że to inna pula oraz rodzaj aspiracji, natomiast Częstochowa, nawet jeżeli ma teraz personalnie najsłabszy zespół w PGE Ekstralidze, to posiada duży atut w postaci szkoleniowca. Niezależnie kto był prezesem klubu z Częstochowy, Michał Świącik, Marian Maślanka czy Roman Makowski, różne pisano scenariusze. W roku 1996 też nikt nie typował, że Włókniarz ze Sławomirem Drabikiem, Joe Screenem, czy Januszem Stachyrą zrobi „remontadę”, posprząta w lidze i zdobędzie złoty medal. Były bowiem silniejsze drużyny, chociażby kreowany na mistrza toruński Apator, który tytułu ostatecznie nie wywalczył – zakończył nasz rozmówca.












Żużel. Ostra praca Unii Leszno! Tak wyglądały pierwsze treningi
Żużel. GKM Grudziądz na torze! Wszystkie kluby PGE Ekstraligi już trenują! (WIDEO)
Żużel. Znicze pod stadionem Unii Tarnów! Będzie pikieta i pożegnanie!
Żużel. Kłopot bogactwa w Bydgoszczy. Ostrzega Polonię przed dużym błędem!
Żużel. Co z zatwierdzeniem Holdera w Stali Gorzów? Paluch zabrał głos!
Żużel. Matka Polaków w Szwecji. Klęła jak szewc, do Apatora pomogła ściągnąć Jonssona!