Jak to się mówi, ledwo się obróciliśmy i już mamy za parę dni kolejne Święta Bożego Narodzenia, a krótko po nich będzie Sylwester i Nowy Rok. Jako, że to ostatnia „produkcja” w tym roku wszystkim bez wyjątku życzę, aby ten Nowy 2026 był lepszy aniżeli ten rok, który kończymy. Do życzeń wrócimy jeszcze na końcu.
Końcówka roku wcale nie oznacza, że w żużlu wszyscy lepią już pierogi i doprawiają barszcz. Dzieje się. Zacznę od mojego ulubionego – w cudzysłowie – Rybnika, gdzie można tylko słać gratulacje z okazji wyboru na kolejną kadencję prezesa Krzysztofa Mrozka. Parafrazując cytat z „Misia”: Krzysztof Mrozek to tradycja, to dąb, który tysiąc lat rósł w górę, a nie jakieś tam świeże bukszpaniki”.
Świeżego „bukszpanika” w postaci nowego prezesa w Rybniku nie doczekano, bo po prostu nikt się nie zgłosił i nasz dąb – Krzysztof musi kolejne lata pro bono prowadzić rybnicki klub. Jestem pełen podziwu za bezinteresowne poświęcenie. Swoją drogą dziwne, że wybranie Mrozka przez Radę Nadzorczą zakomunikowano publicznie dopiero po fakcie, jak zaczął dopytywać portal rybnik.com.pl. Zastanawia mnie czemu tyle dni Rada Nadzorcza trzymała ów fakt w tajemnicy. Może sami się wstydzą? Czort wie.
Fajnie, że na święta kibice dostali nowy-stary prezent i niech się z nim teraz kolejną pięciolatkę bujają. Jedno co mi w ów wywiadzie się spodobało – i piszę to całkiem serio – to dość trzeźwe spojrzenie na fakt, iż jeśli w żużlu nie nastąpi szybko normalność finansowo-organizacyjna, to ten sport za parę lat padnie. Obawiam się jednak, że ta normalność nie nastąpi. Nastąpi na pewno nowy trener. Nie wiem kto nim będzie: Piotr Świst czy Adrian Gomólski? A może jakiś zagraniczny, bo takiemu łatwiej „wyrwać” długopis, zrobić po swojemu i na końcu powiedzieć: „polskiego nie znasz”?
Parę dni po zatwierdzeniu wyboru przez Radę Nadzorczą prezes udzielił wywiadu, w którym stwierdził ni mniej, ni więcej, że pojedzie o awans i że w sezonie 2026 w jego drużynie nie będzie „Miękiszonów”. I brawo. Problem tylko taki, że tych „Miękiszonów” miało już nie być w 2025. Lewoskrętny Pludra, miał wedle Mrozka, mieć sezon „konia”, a Nicki Pedersen miał wrócić do świetności po tym jak schudł, co oznajmiano z dumą, dziesięć kilo. W sezonie prezes przypasował mu marynarkę, że jakaś za mała i się zaczęła jazda na niesfornego Duńczyka. A może prezes źle go zważył przed sezonem? Nie wiem. Mniejsza z tym.
Mikołaj z warszawskiej centrali, a raczej komisji licencyjnej, która już kolejny tydzień nie odpowiada na nasze zapytanie związane z Unią Tarnów, przyniósł prezenty w postaci licencji. Parę klubów dostało prezenty nadzorowane. Czyli znaczy, że Mikołaj może je odebrać. Ze zdziwieniem przeczytałem iż ot taki poznański klub dostał licencję nadzorowaną ze względu na ujemny kapitał spółki. Powiem szczerze tym co te licencje dają, że znam parę takich klubów, które licencje dostają, a do płacenia zawodnikom wcale im nie spieszno.
Żużel. Kubera, Drabik czy Holder? Oto najlepsze transfery! (RANKING) – PoBandzie – Portal Sportowy
W Poznaniu, owszem, kapitał na papierze może i ujemny, ale kasa w sakwie jest i zawodnik nie musi nerwowo patrzeć na konto. Pytanie tylko ile tamtejszemu prezesowi pozostanie cierpliwości, aby brać udział w tym „cyrku”. „Biedak” po ogłoszeniu licencji i dostaniu prezentu „nadzorowanego” od Mikołaja cały dzień tłumaczył wszystkim naokoło, że – jak to mawiał Władysław Gollob – nie jest „wielbłądem” i klub dalej się rozwija, a nie zwija. Ot taki PR robi centrala tym, którzy sumiennie i uczciwie płacą swoim zawodnikom. Dla mnie niech wszyscy mają ujemny kapitał, ale płacą jak Poznań, to będzie ok. Nawet bardzo.
Nowe otwarcie w Gorzowie. Przyznam i wrócę do tego co pisałem tydzień temu, że póki co wygląda to tam całkiem nieźle. Widzę, że tematy zaczynają być układane i – co ważne – wygląda to dość profesjonalnie. Miałem okazję parę razy zamienić już słowo z dyrektorem zarządzającym Łukaszem Gałczyńskim i pomimo faktu, że w żużel na poważnie dopiero wchodzi, to ma pojęcie jak kierować firmą, aby wyglądało to profesjonalnie. W tych czasach każdy klub oprócz paru z Krajowej Ligi to tak naprawdę nic innego jak normalna firma.
„Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa” śpiewała swego czasu Maryla Rodowicz. Zgadza się. Podniecają się kibice niektórych ośrodków drugoligowych, że ich kluby dostały licencję tak szybko, co w ostatnich latach nie miało miejsca, bo już spłaciły zawodników. Ja już nawet czytałem wpisy: „W sezonie 2026 awans do Metalkas 2. Ekstraligi ligi” itd. Kochani kibice. Przypominam. O ile pamięć, w wieku lat ponad 50 nie myli, to do uzyskania licencji wystarczy na najniższym stopniu rozgrywek porozumienie płacowe z zawodnikiem w postaci przykładowej: Panie Polis, jesteśmy winni 100 tysięcy, podpisz Pan, że rozkładamy na raty, bo inaczej nie dostaniemy licencji na przyszły sezon, a Pan nigdy nie zobaczy kasy. W 2026 spłacimy 2025, a w 2027 pewnie 2026”. Tak to mniej więcej drodzy kibice w paru ośrodkach w praktyce wygląda. Ot spytajcie takiego Kevina Fajfera z Gniezna ile zaległości mu wypłacili z tych około 200 tysięcy złotych, które mu jeszcze niedawno zalegano.
Cieszy mnie niezmiernie sprzedaż karnetów w Pile. 400 sprzedanych karnetów w weekend przy wynikach sprzedażowych choćby Wrocławia to niby mało, ale jak na odbudowującą się Piłę całkiem sporo. Być może przy okazji pierwszych spotkań po latach przerwy w Metalkas 2. Ekstralidze gorączka na żużel będzie się utrzymywała dłużej i tego Pile serdecznie życzę.
Czytam na jednym z portali non stop o problemach. Co tytuł to problem. A to Lublin ma dramat, problem poważny ma Bartosz Zmarzlik, który – jak dokładnie Dariusz Ostafiński wyliczył – ma już mniej niż jeden procent szans na pozostanie w Lublinie. Do niego z kolei już ponoć puka, bynajmniej nie mój ulubieniec Mateusz, a Artem Łaguta. Przyznam szczerze, że tytuły z dramatami i problemami sprawiły, że chyba w jakaś depresję od czytania najlepszych dziennikarzy w kraju popadłem.
Tak sobie myślę, że żużel to chyba jedyny taki sport, gdzie sezon zaczyna się w marcu, kończy w październiku, a żyjemy nim cały rok. Wielu pewnie przy świątecznych pierogach również. Życzę Wam zatem wszystkiego naj z okazji zbliżających się Świat Bożego Narodzenia. Niech karp poleci do żołądka, nie w bandę, a barszcz niech będzie niemniej czerwony niż twarze wielu kibiców przed finałowym biegiem w tegorocznym Grand Prix. Czytamy się ponownie w 2026.
ŁUKASZ MALAKA









Żużel. Wielka rewolucja na stadionie Unii Leszno? Jest plan, będzie… dach?
Żużel. Polonia Piła chce kolejnej sensacji! Lider mówi o ucieraniu nosa! (WYWIAD)
Żużel. Włókniarz wybrał kapitana! Postawili na „młodego”!
Żużel. Wyprzedzili wszystkich! Zorganizują pierwsze zawody w Polsce!
Żużel. Motocykl żużlowy… wolny dla Zmarzlika? Mistrz zaskakuje!
Żużel. Wyrwali go Unii Leszno i prędko nie wypuszczą! Będzie mieszkał w Grudziądzu!