Jedni mniej, inni bardziej hucznie przywitali Nowy Rok. Co przyniesie on żużlowego? Zobaczymy gdzieś koło października, ale z pewnością emocji nie zabraknie. I to nie tylko tych na żużlowym torze.
Nie próżnują „lewoskrętni” w Australii. Tam odjechano kolejne indywidualne mistrzostwa kraju i tytuł, co żadną niespodzianką nie jest, trafił do Jacka Holdera. Moim zdaniem za bardzo wszyscy przywiązują wagę do tych mistrzostw. Władysław Komarnicki po triumfie Holdera „zatrąbił” w swoich social mediach, że on zawsze wiedział, iż z Jacka będzie wielki pożytek w Staleczce. Jedna, nazywana przez kolegów dziennikarzem, osoba jednocześnie zajęła się błyskawicznie tematem gdzie ów Holder wyląduje… w 2027 roku.
Jednocześnie na tym samym portalu odtrąbiono rychły koniec Keynana Rew, któremu jakoś wybitnie w tych mistrzostwach nie poszło. Tym samym leszczyńska Unia – zdaniem portalu – ma kolosalny problem. Dramat, bo Rew słabiej pojechał parę miesięcy przed startem sezonu w Polsce. Doprawdy? Dla mnie osobiście problemów nie ma żadnych, bo ja bym jazdy w Australii do tej w Polsce w żaden sposób absolutnie nie porównywał i na siłę nie szukał sensacji. Co jeszcze zabawniejsze, rzeczony Rew parę dni później wygrał Mistrzostwa Oceanii i zagwarantował sobie udział w kwalifikacjach do Grand Prix. Byki faktycznie muszą łapać się teraz za głowy.
Już całkiem serio, nie wiem czy problemu – i to znacznie poważniejszego – nie ma inna Unia, ta tarnowska. Tam wszystkich mają po czynach poznać, jak głosi jeden z nowych mecenasów (?) klubu. Wróble gdzieś ćwierkają, że odwołanie z funkcji byłego prezesa, Artura Kędziory, nie do końca było skuteczne, gdyż jeden z członków Rady Nadzorczej, który brał udział w odwołaniu prezesa Kędziory, nie powinien z mocy prawa w ogóle w niej zasiadać.
Miasto z kolei w planowanym terminie umowy na dzierżawę stadionu nie podpisało i chyba czeka na wyjaśnienie formalności, czyli uporządkowanie spraw w KRS. Wedle zgłoszonego wniosku, w klubie na stanowisku prezesa ma rozsiąść się teraz Pan Kuś, który swego czasu wziął się z ramienia Artura „Głoszę dobrą nowinę” Lewandowskiego za budowę nowoczesnego, zakrytego balonem boiska sztucznego. Jeśli tak się stanie, to ja mam nadzieję, że w parę lat zakryty dachem – nie balonem – zostanie również tarnowski tor. Póki co, zamiast super boiska w Krakowie, co widać publicznie, stoi zaledwie Orlik i oby te żużlowe obietnice okazały się łatwiejsze do spełnienia. Kończąc ten wątek, wypada mieć nadzieję, że Unia na prostą wyjdzie, a decyzja sądu rozstrzygnie kto Unię będzie w sposób ważny reprezentował wobec miasta czy PZM.
Dobre wieści dochodzą za to z Rybnika, gdzie prezes Mrozek wyciągnął nie królika, a Roberta Mikołajczaka ze swojego czarodziejskiego kapelusza. Czy to będzie trener jak się patrzy, czy może „długopis” w rękach prezesa? Nie wiem, ale jedno jest pewne. Rybnik pojedzie – zdaniem prezesa – o awans i tego oczywiście życzę. Zresztą wiele Krzysztofowi Mrozkowi zarzucić można, ale nie braku doskonałego PR. W tym Rybniku to albo jadą o awans, albo o mistrzostwo. Słusznie. Mierzyć trzeba wysoko. Nawet jak wiadomo, że w kosmos się nie poleci.
Z Rybnika wracamy na północ, czyli do pierwszej stolicy Polski. Tam, pomimo że zaległa cisza, to nie jest ponoć tak, że się nic dzieje. Dzieje się. Ponoć jakieś pożyczki poszły w ruch, aby klub wystartował i pewnie tak się, ku uciesze tamtejszej gawiedzi, stanie. Pytanie tylko czy kolejny start Startu bez gruntownych zmian organizacyjnych pozwoli temu klubowi wyjść w końcu na żużlową prostą.
Dobrze się, póki co, za to dzieje w moim ulubionym prywatnie Kolejarzu Opole. Pojawiły się na „papierze” lepsze aniżeli w latach poprzednich nazwiska, a to jeszcze nie koniec zakupów, jak zapowiada prezes Dziemba. Mają się pojawić dodatkowo Mateusz Dul oraz Paweł Trześniewski. Z tym drugim jednak może być spory problem. Oferta Opola za wypożyczenie zawodnika mocno odbiega od kwoty, której oczekuje prezes Mrozek. Jak o pieniądze chodzi, to kolegów prezesów nie ma. O tym prezes Dziemba winien pamiętać. Pożyjemy, zobaczymy, oby tylko się nie okazało, że Opole w przyszłym sezonie zgubi nie sportowa forma, a finansowe przeinwestowanie, którego absolutnie nikomu w żużlu nie życzę.
No i na koniec czwarte miejsce Zmarzlika w plebiscycie na Sportowca Roku. Dla jednych sukces, dla drugich porażka polskiego żużla. Z tym drugim stwierdzeniem jak najbardziej się zgodzę z zaznaczeniem, że to żadna porażka Zmarzlika, a zbiorowego postrzegania dyscypliny w naszym kraju. Należy bowiem pod uwagę wziąć fakt, że plebiscyt coraz mniej odpowiada na pytanie kto był na korcie, boisku czy torze najlepszy, a coraz bardziej kto był „najgłośniejszy”.
To, jaki Zmarzlik jest medialnie wszyscy wiemy. Nie gra co tydzień w prime time, nie funkcjonuje w codziennym przekazie, ani nie budzi swoim zachowaniem u kibiców skrajnych emocji. Być może miejsca na podium nie zajął, bo jest za bardzo… doskonały i po prostu wygrywa, a seryjna perfekcja w danej dziedzinie szybko nam powszednieje.
W nakłonieniu do zasypania organizatorów plebiscytu głosami na Bartka nie pomógł, jak przed paru laty, już nawet sztuczny doping, czyli Wielka Orkiestra SMS-owej Pomocy „speców” PR w postaci zamieszczania przez żużlowe kluby w sobotni wieczór postów nakłaniających do głosowania na sześciokrotnego mistrza świata. Panowie z PR i marketingu PGE Ekstraligi powinni jednak, biorąc grubą kasę, wiedzieć, że nad wizerunkiem i popularnością każdej dyscypliny w skali ogólnopolskiej pracuje się cały rok, a nie tylko w jeden styczniowy wieczór, rozsyłając grafiki klubom z prośbą o ich zamieszczenie i licząc na pospolite ruszenie. Pani Klaudia Zwolińska wraz ze środowiskiem kajakarskim na zwycięstwo pracowała długo. Była aktywna w mediach społecznościowych, odwiedzała szkoły, opowiadała o swoim sukcesie. Jak widać, lepiej pracować organicznie przez cały rok niż zrywać się „na hurra” w jeden styczniowy wieczór o godz. 20:30. Tyle na dziś.











Żużel. Stal podbija rynek w Niemczech! Będą nowi sponsorzy!
Żużel. To męczy Zmarzlika! „Nie lubię tej części pracy”
Żużel. Kontrowersyjny przepis zagraża polskiemu żużlowi? Znany dziennikarz nie kryje oburzenia!
Żużel. 1492 dni w jednym klubie. Najdłużej i najkrócej pracujący trenerzy w 2. Ekstralidze! (RANKING)
Żużel. Co z pieniędzmi za Ratajczaka? Goliński z mocną odpowiedzią!
Żużel. Konfetti, barber i odżywki. Na to szły dotacje miejskie!