Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

13 indywidualnych tytułów mistrzowskich swojego kraju ma na koncie doskonale znany kibicom w Rzeszowie, Zoltan Adorjan. Kto wie, czy w tytułach mistrzowskich nie zostałby zdetronizowany przez Sandora Levai. W latach 50. ubiegłego wieku właśnie Levai sześć razy z rzędu zdobywał krajowe złoto. Siódmego nie było, gdyż Węgier postanowił opuścić na stałe swój kraj i… pieszo udał się w stronę Anglii. 

 

Pasję do motocykli, urodzony w 1934 roku Węgier, odziedziczył w genach. Jego ojciec brał udział w wyścigach motocyklowych. Tuż po przesiadce z kategorii 250 na 500 pochodzący z Debreczyna siedemnastolatek został w 1951 roku po raz pierwszy indywidualnym mistrzem Węgier. W kolejnych pięciu latach nie miał sobie równych w rywalizacji o żużlową „koronę” Węgier. Skuteczne rywalizował również w międzynarodowej stawce zawodów.

– Tłum na okrągłych schodach stadionu Nagyerde ryczy, gdy „pięćsetka” z rykiem zbliża się do północnej bramy. Mieszkańcy Debreczyna oczami szukają swojego ulubieńca Sándora Lévai. Kibicują podczas wyścigów z uczuciem niepokoju i zapartym tchem. Wielka jest radość, gdy Lévai galopuje na prostej z prędkością 135 km/h, oddech ma szczególnie krótki, gdy uderza w kierownicę i ucieka od przeciwników w zakręcie z prędkością 105 km/h, a z poczuciem wyzwolenia, satysfakcja wybucha gromkimi brawami, gdy Lévai jako pierwszy przekracza linię mety. W 1955 roku 20 sierpnia odbyły się międzynarodowe zawody żużlowe na oczach 20 tysięcy widzów. Ostatecznie na dystansie 610 metrów zwyciężył Czech Spinka, wyprzedzając Lévaia i trzeciego, także Czecha, Kislicę – pisała w 1955 roku węgierska prasa. 

Na dalszą karierę i życiowe losy sześciokrotnego mistrza Węgier wpływ miała polityka. 4 listopada 1956 roku rosyjskie czołgi przekroczyły granicę Węgier, aby stłumić protest studentów, którzy maszerowali pod parlament w Budapeszcie. Interwencja rosyjska skończyła się blisko tygodniową bitwą, która pochłonęła życie ponad dwóch i pól tysiąca Węgrów. 200 tysięcy Węgrów zdecydowało się na emigrację. Wśród nich był Sandor, który za cel swojej podróży wybrał Anglię. 

– Zaraz po rewolucji węgierskiej postanowił opuścić kraj. Razem z innym żużlowcem, Zoltanem Zeke, przeszli blisko 400 kilometrów pieszo do granicy z Austrią w Hegyeshalom, gdzie ze zdziwieniem odkryli, że zwykle ściśle strzeżoną granica jest pusta i łatwa do przekroczenia. Praktycznie bez grosza przy duszy i niosąc ze sobą zaledwie kilka podstawowych rzeczy Sandor i Zeke weszli  do Austrii w Nickelsdorf i jakimś cudem przedostali się później do Skegness w hrabstwie Lincolnshire na wschodnim wybrzeżu Anglii. Tam dołączyli do tysięcy innych węgierskich uchodźców, którzy się tu osiedlili – wspominał po latach na łamach magazynu Backtrack, przyjaciel Węgra, Brian Buck.

Początkowo Sandor znalazł pracę jako mechanik warsztatowy. Prawdopodobnie tym samym nie wiązał wielkich nadziei na kontynuowanie swojej kariery żużlowej poza Węgrami. Po kilku miesiącach pobytu w Anglii Levai za żużlem zaczął tęsknić. W 1957 roku na motocyklu nieużywanym od pięciu lat pojawił się w barwach Brimingham. Kilka słabych występów sprawiło, że szybko uświadomił sobie, iż bez zaplecza finansowego zdziała niewiele.

– Brak finansów zawsze był dla niego poważnym problemem w tamtych czasach. Pamiętam, jak powiedział mi kiedyś, że promotor z Birmingham Les Marshall płacił mu 4 funty tygodniowo za prace dorywcze i za malowanie domu. Z dala od żużla udało mu się znaleźć pracę jako mechanik samochodowy. Później otworzył własny warsztat naprawy pojazdów. Po sukcesie pierwszego, otworzył kolejny. Pewnego wieczoru w 1962 roku spotkałem go przypadkiem w centrum Birmingham i poinformował mnie, że będzie jeździł w Stoke. Sandor postanowił dać speedwayowi jeszcze jedną szansę. W międzyczasie, kiedy straciliśmy kontakt, Sandor poznał i poślubił bardzo wytworną Niemkę, Ilse Battenfeld, a para zamieszkała w Sutton Coldfield, niedaleko Birmingham. Czasy pod kątem finansowym stały się dla niego lepsze, a dobrze prosperujący warsztat umożliwił mu powrót do żużla – kontynuuje Buck.

Po krótkim „romansie” ze Stoke Węgier zasilił barwy Norwich, w którym radził sobie całkiem nieźle i szybko stał się jednym z ulubieńców publiczności. Niestety Norwich po sezonie 1964 zostało zamknięte, a komisja żużla przydzieliła uciekiniera ze wschodniej Europy do zespołu Belle Vue, pomimo faktu, iż Węgier zgłaszał niechęć do ścigania się na tamtejszym torze. W barwach „Asów” pochodzący z Debreczyna zawodnik zaliczył cztery sezony. Potrafił skutecznie walczyć z najlepszymi. Jego plecy zmuszeni byli „oglądać” tacy zawodnicy, jak Ivan Mauger, Barry Briggs, Olle Nygren czy Ole Olsen.

– Któregoś sobotniego popołudnia byliśmy we dwójkę w jego warsztacie. Sandor nie mógł się doczekać wyjazdu do Manchesteru, ale nie mógł wyjechać, dopóki nie odebrał części zamiennych do kilku pojazdów oczekujących na naprawę. Powiedziałem, że zostanę i poczekam na dostawę, a następnie zamknę warsztat, a klucze wepchnę do biurowej skrzynki na listy. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki nie zamknąłem warsztatu i nie oddałem kluczy. Wtedy zdałem sobie sprawę, że zostawiłem włączone światła w garażu. Po tym, jak próba odzyskania kluczy zakończyła się niepowodzeniem, przypadkiem dostrzegłem skrzynkę z bezpiecznikami umieszczoną pod okapem garażu. Wykorzystując mój samochód wspiąłem się na dach garażu i pochylając się nad jego końcem, wyjąłem bezpiecznik. Ku mojej uldze zgasły światła. Wyruszyłem do domu, dzwoniąc pod domowy numer Sandora i zostawiając mu wiadomość, w której wyjaśniłem, co zrobiłem. Jednak następnego ranka Sandor  zadzwonił do mnie i powiedział, że nie może znaleźć skrzynki z bezpiecznikami, o której wspomniałem. Pojechałem do Aston, ale kiedy tam dotarłem, zastałem grupę sześciu rozgniewanych kobiet, które głośno narzekały, że w ich własnych szeregowcach przylegających do garażu też nie ma prądu. Okazało się, że bezpieczniki były nie tylko od warsztatu, a my okazaliśmy się dla kobiet bohaterami błyskawicznie przywracając prąd – wspomina ze śmiechem  Buck. 

Zabawnych sytuacji z udziałem Węgra było więcej. Często zdarzało się, że sobotnie popołudnia w warsztacie zamieniały się w długie rozmowy z kolegami  żużlu w towarzystwie whisky. – Oczywiście nierzadko niespodziewanie pojawiała się niemiecka żona, a butelki były chowane tak, aby ich nie znalazła. Niezapomniany wieczór miał miejsce pewnego razu w Wolverhampton, gdzie Sandor jechał w turnieju. W pewnym momencie „ręcznie” wyjaśniał nieporozumienia torowe z Colinem Gooddym. W tym samym czasie Ilse i pani Gooddy, które nie były szczególnie zainteresowane żużlem, rozkoszowały się razem drinkiem w górnym barze Monmore Green. Patrząc z pogardą na widok swoich szarpiących się mężów, obie kobiety spojrzały po sobie, wzruszyły ramionami i spokojnie zauważyły: „Niech się tym zajmą – nie będą nam psuć wieczoru” i spokojnie kontynuowały miły wieczór – dodaje Anglik.

Po czterech latach spędzonych w Manchesterze, Lavai trafił do Newport. Tam, na trudnym „kwadratowym” torze, szybko został kapitanem drużyny i gwiazdą zespołu. 

Bardzo trudno było naśladować szwedzkiego bohatera walijskiego klubu, Torbjorna Harryssona, ale Sandor sprostał wyzwaniu i po raz pierwszy w 1969 roku został numerem 1, co było nie lada osiągnięciem. 1 września 1969 roku Newport odwiedził zespół Swindon z Barrym Briggsem w składzie. Czterokrotny indywidualny mistrz świata z Nowej Zelandii starł się z Lévaiem już w pierwszym biegu i ku uciesze publiczności, kunszt torowy Sándora okazał się lepszy. W tym meczu Lavai był niepokonany. W 1971 roku w pierwszych czterech meczach sezonu stracił tylko cztery punkty. 30 kwietnia 1971 roku, z maksymalną liczbą punktów, wygrał kwalifikacje do Mistrzostw Świata. Będąc już naturalizowanym Anglikiem, w 1971 roku, osiągnął jeden  ze swoich największych  sukcesów. Został wybrany do reprezentacji swojego „nowego” kraju na dwa mecze testowe, przeciwko Polsce.

W latach 1972 oraz 1973 Lavai reprezentował Ipswich Witches. W kolejnych dwóch sezonach startował w barwach Creadley Heath. Trzeciego sezonu już nie było. 9 sierpnia okazał się negatywnym punktem zwrotnym w jego karierze. Na skutek wypadku doznał złamania kręgu szyjnego. Niestety jego powrót na tor po dwóch miesiącach przerwy również nie był pomyślny. W pierwszym swoim biegu uczestniczył w poważnym wypadku, po którym postanowił zakończyć karierę.

– Tęsknił do żużla, to oczywiste, ale pomimo późniejszej oferty z Birmingham jej nie przyjął. Myślę, że jego duma nie pozwalała startować mu w drugiej lidze. Kochał żużel, ale kochał również kobiety. Nie wiem ile razy się żenił, ale partnerek miał na pewno kilka. Lubił również oczywiście whisky. Węgierska dusza sprawiała, że był duszą towarzystwa, ale potrafił być porywczy. Wtedy działało na niego przypominanie, że jest też Anglikiem i winien zachowywać się jak dżentelmen. W latach 80. ubiegłego wieku powrócił na Węgry. Później przebywał w Tajlandii.  Ostatni raz widziałem go w Wolverhampton podczas meczu Wolves z Bradford, kiedy pomagał rodakowi, Antalowi Kocso – dodaje Buck.

Na pomoc Sandora mogli liczyć jego rodacy, kiedy pod koniec lat 80. ubiegłego wieku przyszło im startować w Anglii. – Tato zawsze dogadywał się z młodszymi zawodnikami, a oni darzyli go szacunkiem. Pamiętam, jak do Bradford jechali na finał par Adorjan i Kosco. Mówili do taty „Sanyi Baci” (wujek Sandor – dop.red.) – wspominała po latach mieszkająca w Anglii córka Levai, Sarah Dickens.

W 1989 roku finał kontynentalny odbywał się w rodzinnym mieście Lavai, Debreczynie. Były już wówczas zawodnik chciał koniecznie doczekać wygranej swojego rodaka. Największe nadzieje wiązał z występem Antala Kocso. – Powiedziałem przed zawodami Antalowi, że jak wygra finał kontynentalny, to z miejsca dostaje ode mnie 200 funtów. Święciłem tam triumfy i chciałbym doczekać i zobaczyć jak wygrywa tam Antal – wspominał po latach zawodnik Newport. Kosco w finale zajął ósme miejsce, a kolejność zawodów ustalały cztery biegi dodatkowe. Zawodnicy zajmujący pozycję 2-8 zgromadzili po rundzie zasadniczej po dziesięć punktów.

Komunizm „wygnał” sześciokrotnego mistrza Węgier, jego upadek sprawił powrót do ojczyzny. W 1989 roku Lavai sprzedał warsztat samochodowy w Sheffield i wrócił w rodzinne strony. Osiadł w Debreczynie, a później prowadził bar w Bodaszolo.

Pierwszy w historii żużla Węgier, który „zdobył” ligę angielską zmarł w 2009 roku. O tym, iż cieszył się zainteresowaniem ze względu na umiejętności, a nie egzotyczne – w tamtych latach – pochodzenie najdobitniej świadczy fakt, że był zapraszany na występy w Australii czy do silnie obsadzonych turniejów organizowanych przez Ole Olsena.

– Jeśli ktoś nie docenia Sandora, jest w błędzie. W latach 60. ubiegłego wieku Anglicy chodzili z jego powodu na żużel. Cały brytyjski żużel był wówczas z Węgra dumny – pisał po latach przyjaciel zawodnika, Dudley Jones.

W artykule wykorzystano – newgspaper archive, Bactrack magazine, Speedwaystar