Janusz Ślączka (z prawej). Foto: Wilki Krosno
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Choć Węgrzy zostawili w polskich ligach żużlowych swoje ślady, zarówno w postaci zawodników z tego kraju, jak i startującego w polskiej lidze zespołu Speedway Miskolc, znajomość języka naszych „bratanków” nie jest zbyt popularna nad Wisłą.

 

ŻUŻEL MOŻESZ OBSTAWIAĆ DO 500 ZŁOTYCH BEZ RYZYKA W FUKSIARZ.PL. ZAREJESTRUJ SIĘ TERAZ

Janusz Ślączka, obecny szkoleniowiec Zooleszcz GKM Grudziądz, miał w swojej karierze zawodniczej epizod startów nad Balatonem. To zaowocowało tym, że zgłębił nieco arkana języka Madziarów. Tomasz Lorek zapytał go o to przed spotkaniem grudziądzan z gorzowianami, czym podzielił się z czytelnikami Speedway Star. Dziennikarz podpytał Janusza Ślączkę, czy zamierza wykorzystać swoje lingwistyczne zdolności, by nieco szpiegować w obozie gorzowian – w końcu mechanicy Andersa Thomsena są właśnie Węgrami.

– Nie, jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Kocham język węgierski, znam tamtejszą kulturę, więc kiedy tylko mechanicy Andersa przyjechali do parku maszyn, zaczepiłem ich i sobie pogadaliśmy. Nie uczyłem się tego języka w szkole, to była czysta pasja. Jestem z Rzeszowa, stamtąd nie jest tak daleko na Węgry i pomyślałem, że nauka tego trudnego języka może mi się przydać – i udało się. Rozmowy w tym języku są dla mnie przyjemnością. Pożartowaliśmy sobie z mechanikami Andersa, ale nie wcieliłem się z szpiega, nie byłem Jamesem Bondem! – przyznał trener Zooleszcz GKM-u.

Grudziądzki tor zyskał miano twierdzy i bywa, że trudno pokonać tu gospodarzy, jednak ostatni sezon, kiedy ten zespół nie poległ na własnym obiekcie, to rok 2016. Apetyty zespołu po zwycięstwie w Ostrowie i po pobiciu mistrzów Polski przy Hallera 4 są wielkie. Ostatnio wyzwaniem dla zawodników biorących udział w meczu Zooleszcz GKM Grudziądz – Moje Bermudy Stal Gorzów był przejazd po piątkowym meczu PGE Ekstraligi na turniej SGP do Chorwacji, rozgrywany następnego dnia.

– My, zawodnicy, żyjemy na walizkach. Jeździmy wiele kilometrów. Dla mnie to nie problem, by prosto po meczu w Grudziądzu przemieścić się do Chorwacji – przyznał Anders Thomsen. – To nieco ponad tysiąc kilometrów, ale mój tuner Luigi Barath już jest w Gorican. Prześpię się w busie i do Chorwacji dojadę w formie, gotowy do jazdy – mówił Duńczyk jeszcze przed wyjazdem na południe Europy.

Uczestnik Speedway Grand Prix powiedział także co nieco o tym, co myśli o grudziądzkim owalu.

– Lubię grudziądzki tor, choć muszę przyznać, że odjechałem tu tylko dwa dobre mecze w karierze. Wziąłem pewien stary silnik z ostatniego dobrego występu tutaj, który mechanicy włożyli do ramy… i zaskoczyło. Lubię jeździć w parze z Szymonem Woźniakiem. Nie nazwę tego przyjaźnią, ale jeździmy razem już trzeci sezon i wytworzyło się między nami coś w rodzaju torowej chemii.Fajnie, że możemy ścigać się z Szymonem i zbierać punkty na takim torze jak ten – podkreślił.