Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Wczorajsze wydarzenia z Gorzowa na długo zostaną w pamięci kibiców. Niestety nie przez fantastyczne widowisko, a przez wielogodzinne wyczekiwanie na decyzje w sprawie odjechania spotkania. Ostatecznie sędzia Michał Sasień podjął decyzję o obustronnym walkowerze. O stanie toru, postawie zawodników i kwestii pojechania na takim samym torze w Anglii rozmawiamy z uczestnikiem wczorajszych wydarzeń, żużlowcem ZOOleszcz GKM-u, Wadimem Tarasienko.

 

O nieodjechanym meczu Stali z GKM-em będzie się mówić jeszcze długo. Ty miałeś wziąć udział w tych zawodach i byłeś na miejscu. Jak możesz ocenić wczorajsze wydarzenia z perspektywy zawodnika?

Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że wyszliśmy na obchód toru i w miejscach, w których przeciekała plandeka potrafiłem kopnięciem wykopać dużą dziurę. Od razu powiedziałem, że nawierzchnia jest nierówno ułożona i różni się kawałek po kawałku. Raz był beton, raz plastelina. Dla mnie to kompletnie nie nadawało się do jazdy w czterech. Oczywiście można byłoby jechać troszeczkę szerzej, ale zawodnicy zawsze szukają najlepszej ścieżki i każdy by walczył o miejsce na torze.

Mieliśmy jednak próbę toru, w której uczestniczyli tylko gorzowianie. Na niej Szymon Woźniak i Jakub Miśkowiak sobie względnie radzili.

Jak jedziesz sam, to widzisz cały tor i potrafisz obrać sobie ścieżkę, która ci pasuje. Wyścig to coś zupełnie innego i nie da się nawet tego porównać. W czwórkę nie każdy jest w stanie obrać tę dobrą ścieżkę, każdy walczy o swoje miejsce, a pole manewru jest ograniczone. Byłoby dużo niespodzianek i skończyłoby się to wieloma kontuzjami.

Szymon Woźniak powiedział na antenie Canal Plus, że najgorsza sytuacja byłaby wtedy, gdyby po starcie jeden zawodnik założył się na drugiego…

Zdecydowanie zgadzam się z Szymonem. Jeżeli ktoś się zakłada, to masz ograniczone pole widzenia. Nie wiesz czego się spodziewać. Zakończyłoby się to katastrofą. Uważam, że rozsądną decyzją byłoby przełożenie tego meczu na inny termin. Wtedy pokazalibyśmy dobre ściganie. We wtorek, myślę, że szybko byłoby zamykanie gazu. Mamy już trochę kontuzji, w naszej drużynie nie ma Jasona. Kolejna strata zawodników całkowicie rozłożyłaby skład.

CZYTAJ TAKŻE:

Żużel. Żużlowcy Stali chcieli jechać?! „Nikt nie odmówił jazdy” – PoBandzie – Portal Sportowy (po-bandzie.com.pl)

Żużel. To grozi klubom za walkower! Gigantyczne kary! – PoBandzie – Portal Sportowy (po-bandzie.com.pl)

Żużel. Ostra wypowiedź Komarnickiego. Domaga się ukarania zawodników! – PoBandzie – Portal Sportowy (po-bandzie.com.pl)

Po wczorajszym meczu dużo się mówi o postawie Roberta Kościechy, który miał Was namawiać do tego, żeby odmówić jazdy. Czy tak faktycznie było?

Wyszliśmy na tor i wszyscy zgodnie powiedzieliśmy, jak to wygląda. Nie dalibyśmy rady wjechać w pierwszy łuk, jakby było ciasno. Jakby jakimś cudem się to udało, to byśmy nie wyjechali i zakończyłoby się to okropnie. Byłoby mnóstwo kontuzji.

Nie brakuje też głosów, że w Anglii czy Szwecji w takich warunkach byście pojechali. Co Ty na to?

To jest bzdura. Ja przecież jeździłem w Anglii i na swoje oczy widziałem, jak w Sheffield spadł mocny deszcz. Obie drużyny zdecydowały, że nie będą kontynuować zawodów. W Szwecji jest inna konsystencja torów. Ona jest równomiernie rozłożona. Tu była raz plastelina, a raz beton. Nie wiesz czy by cię przykręcało, czy ciągnęło dalej. Tu trzeba byłoby spodziewać się wszystkiego. Dwa metry od krawężnika było tak odmoczone, że wchodził śrubokręt, a kawałek dalej nie szło wbić niczego.

Chyba najbardziej szkoda kibiców, którzy tam byli. Niektórzy spędzili tam około sześciu godzin…

Zdecydowanie tak, szkoda, że musieli tyle czekać na to wszystko. To powinno być rozwiązane znacznie wcześniej. Jak podnieśli plandekę, to bąble pod nią świadczyły o tym, że tor nie przyjmie więcej wody. Zrobiła się guma na krawężniku. Kąt nachylenia w Gorzowie jest taki, że woda skropiła się na krawężnik. Ja jeżdżę 16 lat na żużlu i wiem, jak potrafią motocykle się zachować na różnych nawierzchniach, nawet nie wyjeżdżając na tor. Znam swoje silniki, spędzam na motocyklu dużo czasu. Wiem, że samemu byłoby okay, dałbym radę. Na próbie toru było widać, że zawodnicy jechali asekuracyjnie, aby nie zrobić sobie krzywdy. To nie o to chodzi. My mamy obawy o swoje zdrowie, jak normalni ludzie. Chcemy siedzieć w wolnym czasie z rodzinami, a nie w szpitalach.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również.

Rozmawiał BARTOSZ RABENDA