W swojej karierze 102 razy ścigał się z plastronem Szwecji na piersi. Ośmiokrotnie brał udział w finale Indywidualnych Mistrzostw Świata. Na zawsze w pamięci zapadł mu ten z 1972 roku, kiedy wywalczył srebrny medal. Gdyby wówczas obowiązywały inne przepisy, to być może spełniłby swoje marzenie i wywalczył złoty krążek… O kim mowa? Zapraszamy na historię Bernta Perssona.

 

W 1972 roku finał na Wembley obserwowało 76 tysięcy widzów. W piątym wyścigu w groźnym upadku uczestniczyli właśnie Persson oraz Barry Briggs. Na skutek wypadku ten drugi stracił część palca. Szwed, pomimo bólu, zawody kontynuował na tyle skutecznie, że po ostatnim biegu stanął do wyścigu dodatkowego wraz z Ivanem Maugerem, którego stawką był złoty medal.

.

– Wiedziałem, że mam prędkość, aby tego wieczoru zostać mistrzem świata. Sam fakt, że po wypadku z Briggsem się pozbierałem i „wykręciłem” rekord toru na Wembley mówił już sporo. Nie ukrywam, że przed biegiem z Ivanem już byłem zadowolony, że w najgorszym wypadku wywalczę srebro. Widziałem później na filmach, że w momencie, kiedy ja stałem nieruchomo Ivan podjeżdżał pod taśmę, toczył się do przodu. Goniłem go cztery okrążenia, ale niewiele to już dało. Zabrakło do marzeń niewiele. Kto wie, co by było, gdyby były wtedy inne przepisy – mówił Szwed na łamach prasy, wspominając swoją karierę. 

Na „pocieszenie” Persson wygrał doroczny plebiscyt „Złoty Zegarek”, organizowany przez szwedzki dziennik „Nerikas Alehanda”, w którym wyprzedził nie byle kogo, bo samego Ronniego Peterssona, czyli byłego kierowcę F1 uznawanego za jednego z najlepszych w historii, który nigdy nie wygrał mistrzostwa świata.

Swoją żużlową karierę Persson zmuszony był zaczynać w tajemnicy przed najbliższymi. – Kiedy któregoś razu w domu powiedziałem, że chcę być żużlowcem, to ojciec mocno się zdenerwował. Musiałem to zrobić ukradkiem. Gdy wyszło na jaw, że zacząłem uprawiać żużel to tato stał się moim największym fanem – wspominał Szwed. 

Żużel. Vaculik mówi o sytuacji Stali. Chce dalej jeździć w Gorzowie! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Piękny gest Macieja Janowskiego. Lider Sparty odwiedził chore dzieci – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Dlaczego zamienił Ostrovię na Wilki? Musielak o trzyletnim planie (WYWIAD) – PoBandzie – Portal Sportowy

Przełomem w karierze zawodnika, której początki nie były łatwe, był rok 1965, Wtedy to na jednym z obozów przygotowawczych pożyczył od Runo Wedina motocykl Eso. – To było zupełnie coś nowego. To płynęło po torze. Postanowiłem zaoszczędzić i na stałe przesiąść się na Eso. Efekty były widoczne szybko – dodawał wielokrotny finalista mistrzostw świata. 

Od 1965 roku Persson startował z przerwami na brytyjskich torach. Najpierw w zespole z Edynburga, później dla Creadley Heath. Po raz ostatni w Anglii pojawił się w sezonie 1978, kiedy to bronił barw Sheffield Tigers. 

W Szwecji po latach startach startów dla Smederny, przed sezonem 1969, przeniósł się do Indianerny Kumla.Miałem ofertę pozostania w Smedernie za pięć koron za punkt. Indianerna kusiła lepszymi pieniędzmi. Dostałem tam 10 koron za punkt i 15 za udział w meczu. Jakie to są pieniądze w porównaniu z tym, co zawodnicy zarabiają dzisiaj? Ciężko aż uwierzyć, że ryzykowaliśmy życie za takie wynagrodzenie – wspominał po wielu latach zmarły w 2020 roku były zawodnik. 

Przez wiele lat Perssonowi nie udawało się wywalczyć tytułu indywidualnego mistrza Szwecji. Dokonał tego dopiero w 1977 roku, kiedy to ponownie bronił barw Smederny. – Wygrałem w końcu na swoim torze, który tak naprawdę w 1970 poprawiałem. To ja sugerowałem wtedy przy skracaniu prostych i ustawianiu łuków. Jednego żałuję, że w finale nie jechał wtedy Anders Michanek. Wygrana smakowałaby jeszcze lepiej. Z drugiej jednak strony, jeśli nie jedziesz w finale, to nie jesteś godny bycia mistrzem – wspominał Persson.

Przez lata mówiło się o wzajemnej dużej niechęci obu zawodników. Jej początki sięgały ponoć pewnych zawodów, na których Michanek „wywiózł” Perssona. Ten złamał rękę i nie mógł rywalizowań w mistrzostwach Szwecji.

– Było takie zdarzenie, ale też sprawa była wyolbrzymiona. Michanek i ja mieliśmy dobry kontakt. Jeździliśmy razem m.in. do Australii. Jeśli ktoś dzielił pokój, to byłem to ja i Anders. Na pewno nigdy nie dorównałem w kwestii popularności Tommy’emu Janssonowi, który był też przecież zawodnikiem Smederny. Do tego jak jego uwielbiano, to nawet się nie zbliżyłem. Tommy był takim bohaterem narodowym. Kiedy on zginął, to iskra do żużla u wielu kibiców zgasła. Wielu fanów odpłynęło ze stadionu. Jakiś miesiąc po jego śmierci był w Eskilstunie finał mistrzostw świata par. Michanek nie chciał startować. Pojechałem ja i Bengt Jansson. To, co miało być wielkim świętem Szwecji z udziałem Tommy’ego Janssona było czymś smutnym i zakończyło się na własnym torze tylko brązowym medalem – dodawał Persson. 

Do dziś Persson uznawany jest za jednego z najlepszych zawodników w historii szwedzkiego żużla. Osiem startów w finale IMŚ mówi samo za siebie. Zabrakło większych sukcesów indywidualnych, choć należy pamiętać, że ma na swoim koncie medale mistrzostw świata w parach i drużynie. 17 razy z rzędu wystąpił w indywidualnych finałach mistrzostw Szwecji. 

– Może nie byłem tak pedantyczny w tym wszystkim, co z żużlem jest związane, jak choćby właśnie Michanek. W tamtych czasach należało wiele rzeczy robić samemu, a nie zawsze się znajdowało na to czas. Bywałem po prostu niekiedy nonszalancki – oceniał swoją karierę Persson. 

Sukcesów być może byłoby jeszcze więcej, gdyby nie „dziwne” przypadki podczas kariery.

– W 1973 roku pojechałem finał brytyjsko-nordycki w Coventry. W jednym z biegów z czystej głupoty po defekcie nie pobiegłem do mety po punkt. W finale w Abensbergu byłem zatem tylko rezerwowym. Rano przed zawodami siedziałem z teściem i piliśmy sobie poncz. Nagle się okazało, że nie pojedzie John Louis i ja wskakuję w jego miejsce. Jak się mi wtedy jechało, to chyba mówić nie muszę. Z kolei były takie zawody w Olching w 1969 roku, kiedy to Niemcy po deszczu sypali tor… palonym wapnem. Wszystkich nas paliły oczy. Po biegach przemywaliśmy je w jakimś namiocie. Mało kto wie, ale połowa zawodników po zawodach trafiła do szpitala. W drodze powrotnej mnie też do niego zawiozła żona. Przez dwa, trzy dni musiałem nosić bandaż na oczach. Gdy tylko wpadało trochę światła, strasznie bolało. Nie byłem pewny, czy będę widzieć, bo rogówki były spalone. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło – wspominał  swoje żużlowe przygody srebrny medalista indywidualnych mistrzostw świata z 1972 roku.