Swoją zawodniczą  karierę zaczynał w 1989 roku. Oficjalnie zakończył ją parę dni temu, po dokładnie 35 latach. Jeśli odliczymy dziesięć lat przerwy w startach  to Niemiec, Mirko Wolter, spędził na torach ćwierć wieku.

 

– Zaczynałem jako trzynastolatek, startując w zawodach na Motodromie Halbemond w zawodach z licencją B. Byłem reprezentantem Niemiec, ścigałem się w lidze angielskiej. Trochę na torze przeżyłem – pisze były zawodnik Wolfe Witstock w mediach społecznościowych. 

Spełniłem marzenie chyba każdego żużlowca i w 2001 roku wystąpiłem w Grand Prix, które rozgrywane było w Berlinie. Wygrałem Zlatą Stuhę w Pardubicach i trzykrotnie zdobyłem mistrzostwo Niemiec. W 2005 roku po raz pierwszy zakończyłem swoją karierę – dodaje Niemiec. 

Finalista słynnej Zlatej Prilby po dziesięciu latach, w 2015 roku ponownie powrócił na tor dzięki ekscentrycznemu Frankowi Mauerowi, prezesowi klubu z Wittstock.

– Zadzwonił pewnego dnia Frank i spytał czy wrócę jeszcze na tor. Wróciłem na kolejne lata i bardzo Frankowi dziękuje za tamten telefon i tym samym późniejszą szansę ścigania się w polskiej lidze. W 2020 miało miejsce wydarzenie, które odmieniło moje życie. Zmarł mój syn Lee- Justin, który zawsze był przy mnie. Chciałem natychmiast skończyć z żużlem, ale wiedziałem, że Justin chciałby abym kontynuował starty i tak zrobiłem. Nadszedł jednak moment, w którym żegnam się z czarnym sportem definitywnie. Więcej powrotów nie będzie. To koniec kariery. Jak to w żużlu, raz było lepiej, raz gorzej, ale cieszę się, że mogłem tego wszystkiego doświadczyć i przeżyć. Mam nadzieję, że ostanie, pożegnalne kółko jeszcze odjadę – pisze Niemiec w swoich mediach społecznościowych 

CZYTAJ TAKŻE

Żużel. Toruń kibicuje Bydgoszczy w finale! Chcą derbów i… Przyjemskiego poza Motorem

Żużel. Widziane zza Odry. O polowaniu, brakującym milionie i Unii. Tej Agro (FELIETON)

Żużel. Czeski talent już wygrywa w PGE Ekstralidze! Mówi o stresie, szkole i nauce polskiego

REKLAMA, +18