Główny partner portalu

Żużel. Te imprezy Lublinowi się po prostu należały. Tylko za rok poprosimy więcej akcji na dystansie! (KOMENTARZ)

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Święto. Właśnie to słowo przez dwa dni towarzyszyło turniejom Grand Prix w Lublinie. I trzeba przyznać, że wcale nie jest to określenie na wyrost. Miasto Koziołków okazało się godną stolicą speedwaya.

 

Trudno znaleźć ośrodek, który w ostatnich latach bardziej zapracowałby na organizację najbardziej prestiżowej imprezy żużlowej na świecie. W Lublinie, w stosunkowo krótkim czasie, zbudowano klub, który świetnie funkcjonuje i zaczyna się coraz bardziej rozpychać w kolejce po Drużynowe Mistrzostwo Polski. To, w jakim tempie drużyna przeskoczyła z najniższego do najwyższego szczebla rozgrywkowego (2 lata!) musi robić wrażenie. Co ważne, przy Alejach Zygmuntowskich nie podejmuje się nerwowych decyzji. Każde okienko transferowe w wykonaniu zarządu wygląda na bardzo przemyślane, z rozpisanymi planami A, B, C i D. Do kolejnych zmian w klubie, jak na razie, zdecydowanie bardziej pasuje określenie ewolucja aniżeli rewolucja.

Na turnieje Grand Prix zapracowali także kibice. Być może teraz już nie urzekają swoim kulturalnym dopingiem tak, jak podczas pierwszego sezonu po awansie do PGE Ekstraligi, ale wciąż po meczach Motoru raczej nie przeczytamy, że fani zwyzywali zawodnika drużyny przeciwnej, gdyż śmiał odebrać Koziołkom punkty. Lubelscy sympatycy dalej są głodni wielkich wydarzeń i pokazują to swoją obecnością na trybunach. Na piątkowym, deszczowym Grand Prix pełnego stadionu nie było, ale już dzień później na Z5 panował naprawdę spory ścisk.

W weekend Lublin po prostu żył żużlem. W piątkowy wieczór, czyli dzień po gruchnięciu informacji o najważniejszym odejściu z klubu piłkarskiego w historii, w pubach, nawet tych znacznie oddalonych od stadionu, trudno było usłyszeć nazwisko Messi. Zdecydowanie częściej dyskutowano o tym, czy Bartosz Zmarzlik powtórzy swój wyczyn w sobotę i tym samym, podobnie jak Tony Rickardsson w 2005 roku, wygra cztery turnieje z rzędu. Przy śniadaniu z kolei, smakując – kapitalnego swoją drogą – cebularza dało się chociażby usłyszeć opinie, że największym rywalem dla naszego mistrza świata byłby Emil Sajfutdinow ścigający się na sprzęcie Artioma Łaguty.

Na wysokości zadania stanęli organizatorzy. Przed piątkowymi zawodami więcej niż o formie zawodników mówiono o tym, jak spisze się plandeka. Jak się okazało, ściągnięcie płachty z Wrocławia było świetnym ruchem. Decyzja o przykryciu toru sprawiła, że zawodnicy i kibice nie musieli bukować dodatkowego noclegu z soboty na niedzielę. Sama oprawa turnieju również robiła wrażenie. Można mówić, że Beata Kozidrak i Kayah nie są już w Polsce pierwszoplanowymi gwiazdami, ale jednak gdy wspomniane artystki wykonywały hymn spora część stadionu, poza dumnym odśpiewywaniem narodowej pieśni, chwyciła za telefony i nagrywała wykonanie na pamiątkę.

Święto speedwaya doskonale okrasiły występy Polaków. Choć przed turniejami w Lublinie trudno było przypuszczać, że Biało-Czerwoni zdobędą więcej punktów niż we Wrocławiu, to właśnie tak się stało. Czwórka Zmarzlik-Kubera-Janowski-Kasprzak wywalczyła w dwa dni 85 punktów do klasyfikacji. Kwartet z Czugunowem zamiast Kubery dał nam na Stadionie Olimpijskim 78 oczek. Martwić mogła postawa Janowskiego i Kasprzaka, jednak Zmarzlik i Kubera oczarowali kibiców zgromadzonych na obiekcie i dwa razy stanęli na podium. Nawet z perspektywy bardzo nasyconego polskiego fana w ostatnich latach trudno oczekiwać więcej.

Wielki test dla lubelskiego żużla wypadł więc jeszcze bardziej pozytywnie niż zakładano przed weekendem. Przechadzając się pomiędzy Zamkiem Lubelskim, a Archikatedrą św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty mogła nasunąć się myśl, że fajnie, iż cykl Grand Prix trafił w takie miejsce. Przyczepić się można właściwie tylko do atrakcyjności sobotniego turnieju. Owszem, finał był znakomity, jednak wcześniej na torze nie działo się za wiele. Na domiar złego, długo sobotnia impreza była kopią piątkowej. W finale znaleźli się dokładnie ci sami zawodnicy co pierwszego dnia, a w najlepszej ósemce było sześciu dokładnie tym samych zawodników. To już jednak temat na inną dyskusję związaną z tym czy podwójne imprezy w ogóle mają sens.

Udało się więc na koniec znaleźć coś, nad czym organizatorzy powinni pracować, jeśli cykl trafi do miasta Koziołków za rok. W mojej opinii powoli można już zastanawiać się, co w pozmieniać w przygotowaniu nawierzchni, aby było ciekawiej. Po takim weekendzie czuję bowiem, że Lublin na długo będzie ważnym punktem na mapie indywidualnych mistrzostw świata.

2 komentarze on Żużel. Te imprezy Lublinowi się po prostu należały. Tylko za rok poprosimy więcej akcji na dystansie! (KOMENTARZ)
    Tomasz Michalak
    9 Aug 2021
    8:30am

    Imprezy pod względem oprawy, organizacji i kibiców były naprawdę super. Co do sportowego aspektu to takie 3+/4-, Polacy, Lubelacy będą patrzeć na te zawody poprzez sukcesy Bartka i Dominika, ale obiektywnie patrząc to najwyższa półka mijanek to to nie była. Dobre jest też to że GP było w dużym, atrakcyjnym turystycznie mieście.

    Ⓜⓤⓒⓗⓞⓜⓞⓡⓔⓚ
    9 Aug 2021
    7:13pm

    „LUBLIN – Trudno znaleźć ośrodek, który w ostatnich latach bardziej zapracowałby na organizację najbardziej prestiżowej imprezy żużlowej na świecie.”
    Tak pan Rabenda zaczął … potem było tylko gorzej.

    Lubelscy kibice tak kiedyś kulturalni a dziś? A czemu się dziwić? Piątek, środek okresu wakacyjnego od 2 LAT! Brak EUFORI i wielka ilość kibiców przyjezdnych, spowodowała kibicowanie w piątek na przeciętnym poziomie, flag nie brakowało z wielu krajów. Przynajmniej nie słyszeliśmy okrzyków WTS, WTS! albo Gorzów Górą jeb.ć Myszy itp. Wystarczyło zobaczyć GP we Wrocławiu tam był szał. Tylko „gratulować”!! Niestety, czytając wpisy użytkowników bardzo udzielających się w różnych portalach, to słowa takie jak: pacanów, kurwido..k, kurnik, sasin itp. inwektywy występowały dość często w stosunku do Lublina.

    Ha ha, panie Bartoszu, Lublin nie jest piłkarski i taki Messi kogo interesuje? (choć zawsze maniacy piłki kopanej się znajdą). Lublin to wielkie miasto i ma masę klubów i organizacji sportowych. Żużel jest jednym ze sportów, którymi interesują się Lubelacy i w którym mają osiągnięcia.

    Brak walki na dystansie? To specyfika Lubelskiego toru: długi, wąski, długie proste i spłaszczone wiraże. Jednak to powoduje, że tor jest na całej szerokości taki sam, nie ma ścieżek po zewnętrznej, wewnętrznej. Nie można oszukać i preparować, tu usypać, tam podsypać jak to się dzieje na większości stadionów Ekstraligowych.
    Proszę zauważyć jakie były odstępy pomiędzy zawodnikami GP w Lublinie. TOR BYŁ RÓWNY DLA WSZYSTKICH!!! Jedni to lepiej wykorzystali, inni gorzej. Czy to przypadek że zawodnik z Lublina, Dominik Kubera wywalczył 2 puchary? No i jeszcze coś, czy to źle że w 2 rundach Polacy wywalczyli 1 i 2 – 2 i 3 miejsce? Czy panu, panie Rabenda to przeszkadza, że Polacy górą?

    A w przyszłym roku to proponuję przyjechać kilka dni wcześniej, by poznać to piękne, wspaniałe i zabytkowe miasto i jego okolice, bo było zawsze było Polskie, historycznie od dziada-pradziada!!!

Skomentuj

2 komentarze on Żużel. Te imprezy Lublinowi się po prostu należały. Tylko za rok poprosimy więcej akcji na dystansie! (KOMENTARZ)
    Tomasz Michalak
    9 Aug 2021
    8:30am

    Imprezy pod względem oprawy, organizacji i kibiców były naprawdę super. Co do sportowego aspektu to takie 3+/4-, Polacy, Lubelacy będą patrzeć na te zawody poprzez sukcesy Bartka i Dominika, ale obiektywnie patrząc to najwyższa półka mijanek to to nie była. Dobre jest też to że GP było w dużym, atrakcyjnym turystycznie mieście.

    Ⓜⓤⓒⓗⓞⓜⓞⓡⓔⓚ
    9 Aug 2021
    7:13pm

    „LUBLIN – Trudno znaleźć ośrodek, który w ostatnich latach bardziej zapracowałby na organizację najbardziej prestiżowej imprezy żużlowej na świecie.”
    Tak pan Rabenda zaczął … potem było tylko gorzej.

    Lubelscy kibice tak kiedyś kulturalni a dziś? A czemu się dziwić? Piątek, środek okresu wakacyjnego od 2 LAT! Brak EUFORI i wielka ilość kibiców przyjezdnych, spowodowała kibicowanie w piątek na przeciętnym poziomie, flag nie brakowało z wielu krajów. Przynajmniej nie słyszeliśmy okrzyków WTS, WTS! albo Gorzów Górą jeb.ć Myszy itp. Wystarczyło zobaczyć GP we Wrocławiu tam był szał. Tylko „gratulować”!! Niestety, czytając wpisy użytkowników bardzo udzielających się w różnych portalach, to słowa takie jak: pacanów, kurwido..k, kurnik, sasin itp. inwektywy występowały dość często w stosunku do Lublina.

    Ha ha, panie Bartoszu, Lublin nie jest piłkarski i taki Messi kogo interesuje? (choć zawsze maniacy piłki kopanej się znajdą). Lublin to wielkie miasto i ma masę klubów i organizacji sportowych. Żużel jest jednym ze sportów, którymi interesują się Lubelacy i w którym mają osiągnięcia.

    Brak walki na dystansie? To specyfika Lubelskiego toru: długi, wąski, długie proste i spłaszczone wiraże. Jednak to powoduje, że tor jest na całej szerokości taki sam, nie ma ścieżek po zewnętrznej, wewnętrznej. Nie można oszukać i preparować, tu usypać, tam podsypać jak to się dzieje na większości stadionów Ekstraligowych.
    Proszę zauważyć jakie były odstępy pomiędzy zawodnikami GP w Lublinie. TOR BYŁ RÓWNY DLA WSZYSTKICH!!! Jedni to lepiej wykorzystali, inni gorzej. Czy to przypadek że zawodnik z Lublina, Dominik Kubera wywalczył 2 puchary? No i jeszcze coś, czy to źle że w 2 rundach Polacy wywalczyli 1 i 2 – 2 i 3 miejsce? Czy panu, panie Rabenda to przeszkadza, że Polacy górą?

    A w przyszłym roku to proponuję przyjechać kilka dni wcześniej, by poznać to piękne, wspaniałe i zabytkowe miasto i jego okolice, bo było zawsze było Polskie, historycznie od dziada-pradziada!!!

Skomentuj