foto: Jarek Pabijan [email protected] tel +48 601 83 62 58
Przypadło Wam do gustu przypominanie wywiadów sprzed lat. Tym razem zaglądamy do zaprzyjaźnionego nam „Tygodnika Żużlowego” i wywiadu ze Sławomirem Drabikiem przeprowadzonym przez Karola Zagziła po zdobyciu indywidualnego mistrzostwa Polski w 1991 roku. Nie brakowało „szpilek” w żużlowe władze, ale też ciekawostek dotyczących pozażużlowego życia „Slammera”.

Kiedy i w jaki sposób zainteresowałeś się żużlem?

Speedway pociągał mnie od pieluchy. Jako małe dziecko chodziłem już na zawody. Po nich były zabawy z rówieśnikami. Ścigaliśmy się na rowerach udając żużlowców. Nie było to jednak to. Pociągały mnie motory, szybkość. W roku 1983 udało mi się przełamać opór rodziców i osiągnąć pierwszy upragniony cel jakim było zapisanie się do szkółki żużlowej. Licencję zdobyłem na początku następnego sezonu na torze w Tarnowie.

Czy pamiętasz debiut?

Oczywiście, towarzyski mecz Wlókniarza”z AMK Brezolupy. Zdobyłem pierwszy punkt po walce z Brhelem, który w tych zawodach wygrał trzy biegi i był już dobrym jeźdźcem. W lidze po raz pierwszy wystąpiłem 23 września 1984 roku przeciwko tarnowskiej „Unii. Mecz przegraliśmy różnicą 20 pkt., a ja zdobyłem w pięciu startach trzy „oczka” i praktycznie na stale trafiłem do składu drużyny.

A niedługo potem do reprezentacji.

W roku 1985 albo ’86 (dokładnie nie pamiętam) odbyło się w Rybniku zgrupowanie kadry. Zostałem zaproszony na próbę. Wystartowałem w turnieju kontrolnym i zdobyłem… 15 pkt.

Żużel. Łaguta znów zabiera głos ws. kontraktu ze Spartą! Ważne słowa! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Stal go kusiła, on wybrał Włókniarz. Padł konkretny powód! – PoBandzie – Portal Sportowy

Czyli komplet?

Tak, ale sukces ten nie znalazł zbyt dużego uznania. Układy i układziki tam „na górze” sprawiły, że nie miałem zbyt wielu okazji do wykazania się.

Czy nie mogłeś liczyć na pomoc prezesa klubu – był on przecież członkiem żużlowej centrali?

Przeciwnie. Na różne sposoby „umilał” mi życie. Jemu był potrzebny „robot” do ligowych punktów, a nie członek kadry narodowej.

A jaka była sytuacja w klubie, współpraca na linii zarząd — zawodnicy?

Poniżej pasa. Nikt nie dbał o zapewnienie lepszego sprzętu niż standardowy. Jawa z magazynu, śruby dociągnąć i to miało wystarczyć. Jedynym człowiekiem, który mi pomógł był trener kadry MARIAN SPYCHAŁA. Był on jedynym, który się tym sportem naprawdę interesował. Dzięki jego pomocy otrzymałem wkład do motocykla. Na tej nietypowej konstrukcji startowałem prawie 4 lata.

Byłeś najlepszy w drużynie. Jak wiem proponowano Ci nawet zmianę barw klubowych. Czy nie myślałeś o  przejściu do pierwszej ligi i startach z najlepszymi?

Było kilka propozycji. Najbliżej bylem, bo już jedną nogą, w Tarnowie. Ale po dokładniejszym przemyśleniu przerwałem rozmowy. Jak wiesz, mam specyficzny charakter, mówię zawsze to, co myślę i nie wszyscy to akceptują.

A ówczesny zarząd „Włókniarza” to akceptował?

Po nich to splywalo”.

Czy poza postawą zarządu, na którym zawiodłeś się całkowicie przeżyłeś na torze jakieś rozczarowanie?

Największe w Gorzowie na finale MIMP. Wygrałem trzy pierwsze starty, w czwartym miałem defekt. W piątej serii startowałem w biegu decydującym o tytułach. Tuż za linia 30 metrów położył się 'na mnie Świst, a sędzia z Leszna p. Musiał dopatrzył się mojej winy. Zostałem wykluczony. Decyzja ta (było wiele opinii, że niesłuszna) pozbawiła mnie podium. Co najgorsze, na zawodach tych była cala władza i nikt nie reagował. Dyskusje i negatywna ocena werdyktu były dopiero po skończonym turnieju.

Nie po raz pierwszy wyszło na jaw, że nie jesteś zbyt lubiany przez „górę”.

Wiem, że panom z centrali nie odpowiada mój styl, sposób bycia. Motywacje są zresztą różne. Najczęściej trochę słabszy wynik.

Ale np. na treningach przed Mistrzostwami Świata Par w Lesznie byłeś najlepszy?

Mimo to, w finale wystąpił Jankowski i Świst. Decydenci uważali, że Drabik może spalić się psychicznie. Zawsze zresztą był jakiś argument. Ktoś wreszcie powinien te górę rozwalić. Jeszcze raz podkreślam, że jedynym człowiekiem, który tym „żył” był p. Marian Spychała. Co mógł zrobić jeden człowiek?

Żużel. Tarasienko: Drabik? Świetny kumpel! Chcemy dać GKM coś dużego (WYWIAD) – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Rośnie w Stali pod okiem Pawła Hliba! Liczy na debiut w PGE Ekstralidze (WYWIAD) – PoBandzie – Portal Sportowy

Od początku tego sezonu jesteś w wysokiej formie. Niedawno doszedł dodatkowy atut w postaci silnika GM…

Rzeczywiście silnik ten jest wspaniały. Można się na nim naprawdę wykazać, choć i na Jawie odniosłem w tym sezonie wiele sukcesów. Wdzięczny jednak jestem prezesowi Tobijańskiemu za sprowadzenie dla mnie tej najlepszej na świecie konstrukcji. Postaram się nie zawieść zaufania zarządu klubu. Nowy zarząd jest super. Co do zawodników to niewiele się zmamiło.

Myślisz o tych nieprzyjemnych incydentach na początku sezonu?

Tak, o tych dziwnych defektach. Nikogo za rękę nie złapałem, jednak nie wzięło się to z powietrza. Mam dowody rzeczowe w postaci dwóch nitek, które mechanik znalazł w gaźniku. Komuś zależało bym zdobył jak najmniej punktów.

Przez zazdrość?

Koledzy uważali, że mam najlepszy sprzęt, że mechanik dba tylko o moje motocykle. Istotnie sprzęt jest bardzo dobry, ale moja propozycja zamiany motocykli i zmierzenia się wtedy na torze została odrzucona.

Czy miałeś problemy z przestawieniem się na nowy – zupełnie inny przecież silnik?

Żadnych problemów, to była kwestia dwóch, trzech dni by poznać jego charakterystykę

Dość łatwo awansowałeś do finału IMP. Z jakim nastawieniem jechałeś do Torunia?

Interesowało mnie tylko podium. Innej myśli nie dopuszczałem.

Mimo silnej przecież stawki rywali?

Tak, ale liczyłem na mojego GM-a. Przy tej klasie rywali o sukcesie w dużym stopniu decyduje sprzęt. Jak się później okazało, miałem też po raz pierwszy w mojej karierze ten przysłowiowy lud szczęścia.

Myślisz o decyzjach sędziego? Czy w jakimś stopniu Ci pomógł?

Trudno mówić o pomocy, ale chyba nie tylko ja stwierdziłem, że sędziował bezbłędnie.

Żużel. To dlatego Drabik nie odebrał telefonu od Chomskiego? Intrygujące słowa! – PoBandzie – Portal Sportowy

Gdyby nie upadek Krzystyniaka w pierwszym biegu, widziałeś szansę na zdobycie punktów mimo przegranego startu?

Nie przegrałem startu. Wyszedłem równo z rywalami, a jechałem z czwartego toru. Trochę powiózł mnie Dudek, ale motocykl był na tyle szybki, że byłem w stanie powalczyć przynajmniej o dwa punkty.

Dyskusyjny był Twój trzeci start…

Najpierw koledzy wywieźli mnie pod plot. Odpowiedziałem natychmiastowym atakiem. W ferworze walki zahaczyłem o ich motocykle. Sędzia w celu stworzenia równej szansy zgodnie z przepisami bieg przerwał i powtórzył w pełnej obsadzie. Wygrałem już bez problemu

Już po drugiej serii byłeś samotnym liderem, a mimo to dalej nikt głośno o Drabiku nie mówił?

Nikt nie lubi, jak zawodnik Il ligi miesza” wśród najlepszych. Na pewno było duże zaskoczenie.

Byleś już mistrzem przed ostatnim swoim wyścigiem.

Mógłbym do niego nie wyjechać, ale ja lubię komplety. Co prawda Tomasz Gollob ustawił się na starcie „na mnie”, ale ja bylem znacznie szybszy, a on później miał problemy ze złożeniem motocykla.

Jak przyjąłeś to zwycięstwo i tytuł mistrza?

Był wybuch wielkiej radości. Trudno mi to opisać. Cieszyłem się bardzo. Jestem wdzięczny mojemu mechanikowi za tak wspaniale przygotowanie sprzętu.

Zewsząd płynęły gratulacje…

Tak, a po powrocie do Częstochowy otrzymałem w klubie wiele telegramów, m.in. od p. Mariana Spychały.

Czy były też depesze od wielbicielek?

Tak i to dość spora liczba.

Wiem, że jesteś kawalerem. Czy nie zamierzasz w najbliższym czasie zmienić stanu cywilnego?

Na razie brakuje mi na to czasu. Może w przyszłości. Teraz myślami jestem w finałach Złotego Kasku.

Jak oceniasz w nich swoje szanse?

Podobnie jak w Toruniu. Interesuje mnie pierwsza trójka.

A jak oceniasz naszą ligę z udziałem tak wielu gwiazd?

Jest znacznie wyższy poziom spotkań, w których oni startują. Dzięki nim dysponujemy coraz lepszym sprzętem. Łatwiej z nimi wygrywać mecze, czy poszczególne biegi. Jadąc w parze np. z Vandirkiem mam pełne zaufanie, ze nie wykręci jakiegoś numeru jak np. Huras.

Niedawno otrzymałeś ciekawą propozycję…

Tak, zainteresowali się mną Anglicy, przyszła oferta z Poole. Szybko załatwiliśmy formalności i dzień po meczu ze Startem” jadę na kilka próbnych spotkań. Później zobaczymy jak ocenią moje występy i co będzie dalej.

Czy mistrz Polski ma swojego sponsora? Jak widzę na plastronie widnieje napis „ENEPRO”.

Sponsora jako takiego nie mam. Firmę „ENEPRO” reklamuję w zamian za sprzęt audio-video. Za tytuł zdobyty w Toruniu otrzymałem od nich extra premię również w sprzęcie.

Od czterech lat startujesz w kombinezonie Erika Gundersena! Czy on był Twoim wzorem?

Tak, to była największa „firma” na świecie. Niektórzy twierdzą, że mój styl trochę przypomina Erika. Gdy raz w Poznaniu stałem na prezentacji obok Hansa Nielsena, ten pokazał ręką na mój wzrost i rzekł: — ,Erik Gundersen. Było zabawnie. Po wypadku sympatycznego Erika moim sportowym wzorem został Duński król Hans.

Czy masz jakieś hobby poza żużlem?

Brakuje na to czasu. Bawi mnie gra w tenisa ziemnego, lubię dobrą dyskotekę i szybkie samochody. Drugi rok jeżdżę moim wysłużonym „Porsche”.

Czy odpowiada Ci to auto, może marzysz o innym?

Na inne na razie mnie nie stać. Wszystko zależy od finansów, ale ta firma mi odpowiada.

Jak wygląda ulubione menu mistrza?

Lubię kluski śląskie. Także pizzę i do niej dobre piwo, choć nie zawsze mogę sobie na nie pozwolić. Startuję dużo, więc rzadko jest okazja by usiąść przy małym, jasnym z pianką.

Czy lubisz startować w Częstochowie? Chodzi mi zarówno o tor jak i publiczność…

Przyznam szczerze, że tor nie bardzo mi odpowiada. Wolę tory krótkie, techniczne. Jeśli idzie o naszą publiczność to jest to osobny rozdział. Gdy wygrywam jest wszystko okey, ale wystarczy jeden nieudany bieg i już sa gwizdy. Takie zachowanie jest nie na miejscu. Tylko nieliczni znają się naprawdę na żużlu.

Dziękuję za rozmowę i życzę powtórzenia sukcesu z Torunia w finałach „Złotego Kasku”.

Postaram się nie zawieść moich fanów.