Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Tegoroczny turniej o PGE Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwo Ekstraligi po raz pierwszy będzie także upamiętniał jednego z najlepszych polskich żużlowców, Zenona Plecha.

 

Zenon Plech jako zawodnik jeździł w Stali Gorzów Wielkopolski (w latach 1970-1976) oraz w Wybrzeżu Gdańsk (w latach 1977-1987). Jak sam przyznał po latach, żużlowcem został trochę przez przypadek. – Ja uczęszczałem w Gorzowie do „ogólniaka” przy ul. Przemysłowej, a niedaleko był warsztat żużlowy. Pewnego razu z kolegami wybrałem się na żużel i było ogłoszenie o naborze i zapisach do szkółki żużlowej. Z jednym kolegą postanowiliśmy się zapisać, a raczej chyba uległem namowom kolegi. Inni jak to usłyszeli, to się z nas śmiali. Więc nie wypadało się wycofać z postanowienia. Postawiłem na swoim, zapisałem się i jak widać, coś tam później na tym żużlu lepiej lub gorzej jeździłem – mówił Zenon Plech w 2020 roku w wywiadzie dla portalu Po-Bandzie.com.pl.

I choć nigdy nie został najlepszym zawodnikiem na świecie, to dwukrotnie niewiele brakowało – w 1973 roku wywalczył brąz, a sześć lat później – srebro.

– Kiedy było bliżej złota IMŚ? Teoretycznie każdy powie, że w 1979 roku, bo skończyło się srebrem, ale faktycznie trzeba brać pod uwagę cały przebieg rywalizacji i inne okoliczności. W 1973 roku może i byłem faworytem, skończyło się jednak na brązie. Wygrał Jurek Szczakiel. W 1979 roku byłem chyba bardziej już nastawiony, że to ten właściwy czas, aby zdobyć złoty medal. Byłem wtedy po prostu zdecydowanie bardziej dojrzałym zawodnikiem. Do szczęścia zabrakło jednego biegu. Wtedy mógł być bieg barażowy o złoto. Pamiętam doskonale ten moment, że byłem już przed Moranem, w pewnym momencie stało się jak się stało. Za delikatnie wtedy, myślę, trochę pojechałem, ale po prostu bałem się, że zostanę wykluczony za ewentualne spowodowanie upadku i za bardzo wówczas odpuściłem – wspominał Plech.

Ponadto indywidualnie był pięciokrotnym mistrzem Polski (1972, 1974, 1979, 1984 i 1985) – drugi najlepszy wynik w historii za Tomaszem Gollobem, a także zdobywcą Złotego i Srebrnego Kasku.

W swoim dorobku ma siedem medali Drużynowych Mistrzostw Polski (trzy złote ze Stalą Gorzów – 1973, 1975 i 1976) oraz cztery srebrne (dwa ze Stalą – 1971 i 1974 oraz dwa z Wybrzeżem – 1978 i 1985), a także medale Mistrzostw Świata Par (srebro 1980 i brąz 1973, 1979 i 1981) i Drużynowych Mistrzostw Świata (srebro 1976 i brąz 1972, 1974, 1978, 1980).

Warto dodać, że Zenon Plech przez kilka sezonów ścigał się z powodzeniem w Anglii, gdzie dość szybko doczekał się statusu „gwiazdy”. – Pierwszy raz Zenona zobaczyłem na stadionie Hackney podczas turnieju Daily Mirror, to był jakoś 1974 roku. Pokazał się z bardzo dobrej strony. Po zawodach zdecydowałem zaprosić Zenka do naszego zespołu – mówi brytyjski promotor Len Silver, odpowiedzialny za ściągnięcie Plecha na Wyspy.

– Nie do końca zgadzał się z tym jego klub w Gorzowie. Pozwolili mu przyjechać do Anglii po finale drużynowym w Norden. Pamiętam, to był 26 września 1975 roku. Anglia wtedy wygrała. Po zawodach mieliśmy jechać do Anglii, ale okazało się, że Zenek nie ma wizy, która upoważniałaby go do wjazdu na teren Anglii. Zależało mi nim do tego stopnia, że powiedziałem: “wsiadaj, jedziemy”. Przed Dover wsadziłem Zenka do bagażnika i dosłownie przemyciłem do Anglii. Pamiętam – już w Anglii – w drodze do mojego domu mieliśmy z tego spory ubaw. Miałem dla niego pozwolenie na pracę i pojechał dla nas cztery czy pięć spotkań. Zenek ze względu na swoją wolę walki i widowiskową jazdę od razu stał się ulubieńcem naszych kibiców – dodaje działacz.

Zenon Plech naprawdę był twardzielem, o czym mówi były mistrz świata, Egon Muller. – Zenek odstawał od reszty sprzętowo, ale na torze wyczyniał naprawdę cuda. Pamiętam, kiedyś zaliczył jakiegoś „dzwona”. Wrócił ze szpitala do hotelu. Byliśmy wszyscy pewni, że już nie pojedzie, a on mówi do nas: “No problem boys, za tydzień wsiadam na motocykl”. My słuchamy z niedowierzaniem, a on za tydzień wsiadł i jeszcze nas po torze pogonił. W parkingu, jak rozpiął kevlar, zobaczyłem jak jest pobandażowany. To był twardziel – wspomina niemiecki mistrz.

W tym temacie warto przypomnieć, że były takie zawody – konkretnie Drużynowe Mistrzostwa Świata w White City w 1976 roku – kiedy Zenon Plech startował z poranioną nogą, z której lała się krew. – W swoim pierwszym biegu podwinęło mi nogę, zahaczyłem chyba o bandę. Chciałem do końca turnieju występować, nie osłabiać zespołu. Nikomu nic nie mówiłem, choć czułem, że w bucie robi się mokro. Dopiero po zawodach w szatni ściągnąłem but i trochę krwi faktycznie było – mówił po latach zawodnik, co tylko udowadnia, że niewiele rzeczy było w stanie go zatrzymać.

Po zakończeniu kariery żużlowej nie rozstał się z tym sportem i został trenerem, pracując w Stali Gorzów, Sparcie Wrocław i Polonii Bydgoszcz. Był także trenerem reprezentacji Polski.

Patronem Honorowym PGE IMME im. Zenona Plecha jest Europoseł Ryszard Czarnecki.