Do 20 marca Stal Gorzów ma czas, by znaleźć 4 miliony złotych, co jest skutkiem strat poniesionych w ubiegłym roku. Wiele wskazuje na to, że gorzowscy kibice i działacze nie muszą martwić się o zatwierdzenie swoich gwiazd. Były żużlowy arbiter zarzuca jednak władzom brak transparentności.

Po sezonie 2025 ponownie przyszłość gorzowskiego klubu stanęła pod znakiem zapytania. Działaczom ze wsparciem miasta udało się wyjść na prostą, dzięki czemu start Stali Gorzów w rozgrywkach PGE Ekstraligi miał być niezagrożony. Mimo przyznania licencji nadzorowanej narracja władz sugerowała, że problemy to żółto-niebieskich to już przeszłość. Okazało się jednak, że przez wygenerowane w zeszłym roku straty Stal musi dopłacić do kapitału 4 miliony złotych lub przedstawić wiarygodne umowy ze sponsorami.

– Powiem szczerze, nie rozumiem tej logiki PGE Ekstraligi. Słyszeliśmy już o wspaniałym standingu, była też wypowiedź ze strony Ekstraligi, że Stal Gorzów tak dobrze finansowo nie stała od lat po zaciągnięciu tego kredytu. W zeszłym roku Stal wygenerowała kolejne 4 miliony długu i w końcu ktoś w Ekstralidze poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że jeżeli skład w tym roku nie jest dużo tańszy, a dochody zapowiadają się podobne, to takiej sumy znowu zabraknie – skomentował Remigiusz Substyk w programie „Lewoskrętni”.

Żużel. Stal wybije Falubazowi play-off z głowy? „Będziemy walczyć o TOP 4”

Żużel. Trener Stali zabiera głos! Paluch o Holderze, torze i startach syna (WYWIAD)

Były sędzia wskazuje, że Ekstraliga powinna przy ogłaszaniu licencji informować o ich warunkach. Kluby mają różne sprawy do uregulowania, lecz władze pomijają te informacje w swoich ogłoszeniach.

– Zgodnie z regulaminem przynależności klubowym art. 216 pkt 16 zawodnik może nie zostać potwierdzony do klubu, którego przychody lub sytuacja finansowo-ekonomiczna uprawdopodobniają lub wskazują na możliwe zagrożenie w realizacji warunków finansowych kontraktu zawartego z zawodnikiem. W takim przypadku strony mają prawo do rozwiązania zawartego kontraktu. Taki zapis istnieje, tylko szkoda, że we wspaniałym standingu nie mówiło się o tym, że w licencji nadzorowanej został taki warunek wpisany. Chciałbym, żeby konkretnie było powiedziane, co uprawdopodobnia, a co nie. Zresztą kluby, które mają licencje nadzorowane tak, jak w przypadku Poznania, gdzie mieli wyzerowane wszystkie długi, tylko było to spłacane z pożyczki właścicielskiej. Znowu jeśli nie będzie większych przychodów, to wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku taka pożyczka właścicielska będzie potrzebna – powiedział Substyk.

Żużel. Sajfutdinow skoncentrowany na obronie tytułu. „Stać nas na to”

Żużel. Dlatego wybrał Kraków. „Mam ambitne cele”

Zdaniem byłego arbitra brak tak ważnych informacji znacząco odbiega od profesjonalizmu. – Rozumiem, że komisja licencyjna chce to ułożyć, tylko trzeba to mówić prędzej. Przy przyznawaniu licencji nie tylko kluby zainteresowane, ale szeroka opinia powinna wiedzieć, jakie są warunki tego nadzoru. Jak wygląda ta komunikacja, to nie raz mówiliśmy, a poza tym nie może to się odbywać na zasadzie takiej, że może się uzbiera, a może nie. Nawet nie chodzi o to, że w tej chwili potrzebne są 4 miliony, tylko potrzebny jest papier, gdzie ktoś obieca, że te 4 miliony do klubu przyniesie albo klub uwiarygodni, że będzie miał większy przychód. To powinno odbywać się bardziej transparentnie, a nie, że było pięknie i nagle mamy wrzutkę, że w Gorzowie znowu brakuje 4 milionów. To jest mało poważne i mało profesjonalne – zakończył.

CAŁY ODCINEK LEWOSKRĘTNYCH