Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Anglik Scott Nicholls swoją żużlową karierę zaczynał na torze Peterborough. W tym sezonie ponownie będzie bronił barw zespołu Panter. Były uczestnik cyklu Grand Prix nie ukrywa, że pewna presja – po 27 latach od debiutu – ponownie się pojawia.

– Presja się pojawia. Niekiedy ona przeszkadza, a niekiedy pomaga. Z jednej strony są oczekiwania, że jeśli się tor zna, to powinno się jak najczęściej na nim wygrywać. To naturalne. Z drugiej strony, ja jako sam zawodnik mogę sobie zadać pytanie, dlaczego miałbym nie wygrywać, skoro ten tor znam doskonale. W tym momencie działa to motywująco  – mówi na łamach Speedway Star, Scott Nicholls. 

Angielski zawodnik przyznaje, że lata doświadczeń sprawiają, że możliwa jest jazda na tak zwanym „autopilocie”. – Bywają momenty, że się jedzie na tak zwanym autopilocie i czasami się myśli o czymś innym. Choćby o tym, co się zje na kolację. Pewne ruchy na torze mają swój schemat. Zazwyczaj tak mam, kiedy wszystko w meczu idzie po mojej myśli. Są oczywiście również sytuację, w których należy zachować sto procent skupienia i koncentracji – kontynuuje Nicholls. 

Scott Nicholls (kask czerwony), Leigh Adams (kask biały) i Jason Crump (kask niebieski). Foto. JAREK PABIJAN

Znany doskonale w Polsce zawodnik reprezentował w Anglii wiele klubów. Jak sam twierdzi, miło wraca wspomnieniami do klubu z Coventry, którego niestety już nie ma. – W Coventry był klub z sukcesami. Ja swoje lata tam spędzone wspominam bardzo dobrze. Była chyba jakaś specjalna więź pomiędzy nami, a fanami. Drużyna była też doskonale prowadzona i zawsze mieliśmy wystarczającą motywację do walki i odnoszenia sukcesów – podsumowuje Nicholls.