fot. Sebastian Daukszewicz

Nie ma dobrej passy Ekstraliga pospołu z PZM. Oj nie ma. Samobój za samobójem, a leśne dziadki z przypionym uśmiechem wariant numer siedem, udają dziarsko, że oto dowodzą krainą mlekiem i miodem płynącą. Można jedynie powtórzyć zasadnicze pytanie: „Jakim cudem?”. Nie. Nie jakim cudem nadal „okupują” przywłaszczone fotele. Pytania są inne. Bardziej przyziemne. Jakim cudem licencję przyznano Unii Tarnów? Jakim cudem cieszył się glejtem Włókniarz, mimo że nadal zadłużony? No i wreszcie – jakim cudem nie sposób doprosić się odpowiedzi władz na podstawowe pytania? Transparentność poczynań. W tym wypadku to pojęcie czysto teoretyczne.

Powtórzę zatem i będę powtarzał do znudzenia. Czy ktokolwiek wystosował wniosek do Ekstraligi w imieniu spółki Unia Tarnów? A może to własna inicjatywa marynarek, by „ratować” stołki i reputację? Skoro jednak przyjąć, iż jakiś papierek się pojawił, to kto i w jakiej formie weryfikował? Najpierw weryfikował czy podmiot składający ów dokument posiada legitymację prawną? Po wtóre – co z analizą zawartości rzeczonego świstka papieru.

Przecież równie dobrze Sierakowi mogła przyjść fantazja, by złożyć „wniosek” w imieniu Tarnowa z którym nie mam nic wspólnego. Albo jako zagorzały fan Kolejarza Rawicz wystąpić do centrali, takoż z „wnioskiem”  o licencję super, hiper nadzorowaną (ha ha) dla tej ekipy. No i co to za „nadzór” skoro przechodzą takie akcje? Tego zabrakło w rozmowie imć Kowalskiego z usłużnym dziennikarzem na łamach obdarowanego patronatem medialnym portalu.

Żużel. Chcieli wyrwać Sparcie Wrocław wielki talent! Oferty były na stole – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Prezes Motoru zdradza kulisy zatrzymania Zmarzlika! To przechyliło szalę! (WYWIAD)  – PoBandzie – Portal Sportowy

Nie przesądzam wyników akcji CBA na Mościcach. Sam znam kilka przypadków ataku bombowego na… muchę. W blasku kamer i jupiterów, wyposażeni i uzbrojeni agenci dokonywali „spektakularnych” zatrzymań pod telewizję, a po wielu tygodniach rzekomego „mafiosa” przyszło po cichutku i bez udziału mediów – wypuścić w pakiecie z wysokim odszkodowaniem. Tu jednak sprawa budzi poważny niepokój. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa ma prawo złożyć w Prokuraturze każdy. Nie każdy jednak „dostąpi zaszczytu” przyjęcia zgłoszenia i badania sprawy przez służby. Gdyby było inaczej, każdy Kargul mógłby codziennie donosić przeciw Pawlakowi, a odpowiednie organy, zmuszone do badania każdego donosu, miałyby robotę na lata już po miesiącu.

Tutaj CBA wkroczyło. Zatem Prokurator uznał, iż coś jest na rzeczy i postanowił się sprawie przyjrzeć dokładnie. Co na to Ekstraliga? Nic. Oficjalnie nic. A PZM? Takoż niemy. Nie dziwota. Im tak wygodnie. Życie zmusza by przeczekać, modląc się o „szcześliwy” (głównie dla własnych tyłków) finał. Utkali dobrze opłacani, zawodowi „działacze” pajęczą sieć nieformalnych powiązań i żerują na swjej domniemanej „nietykalności” ile wlezie. Do czasu. I nie żebym groził. Ot, zwykle pycha kroczy przed upadkiem a historia służy tysiącami przykładów. Może niebawem przyjdzie pora przewietrzyć gabinety. Jeżeli w kwestii personalizacji decyzji, takoż szeroko rozumianej transparentności nic się nie poprawi – kto wie.

Żużel. Sparta Wrocław ze sponsorskim gigantem! Mocny ruch! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Pomnik Golloba przed stadionem Polonii? Jest apel! – PoBandzie – Portal Sportowy

Żużel. Falubaz ma specjalny plan B! Będą pracować nad… taktyką! – PoBandzie – Portal Sportowy

Kolejny „swojak” (tak kopacze nazywają bramkę samobójczą) to Częstochowa. Stowarzyszenie Włókniarz przyznało, choć pośrednio, to jednoznacznie i publicznie, że zawarło porozumienie z Kubą Miśkowiakiem w sprawie spłaty zaległych (od kilku lat) zobowiązań wobec rzeczonego ściganta. To jakim cudem spółka Włókniarz otrzymywała licencję na starty? Ktoś przecież rzekomo sprawdza stan spłaty zawodników, zaś „rolowanie” długu na stowarzyszenie, to praktyka tak prosta i powszechna, iż o owo „sprawdzenie”, aż prosiło się w pierwszej kolejności. PZM, Ekstraliga ani też podmiot działający w imieniu tych gremiów(?) tej podstawowej czynności nie dokonały. Dlaczego? Bo zmowa milczenia? Wszyscy wiedzą że tak było i jest ale w niczyim interesie nie leżało ani dzielić się, ani tym bardziej stosować tę wiedzę? Nie mnie przesądzać. Nie buduję spiskowych teorii dziejów, lecz sprawa ewidentnie cuchnie. A ile jeszcze „trupów w szafie” z tego targetu udaje, że… nie żyje, by nikt ich nie wyniuchał?

No i wreszcie zasadnicza sprawa. Kto i jak wyłania audytora? Tego nie wiemy a powinniśmy. Kto jest audytorem obecnie? Tego też oficjalnie nie wiemy. Jaki jest zakres kontroli i kompetencje osób (takoż uprawnienia z mocy prawa) weryfikatorów? Przychodzi Przemo i prosi żeby mu coś tam udostępniono, czy przychodzi inspektor, pokazuje legitymację i wyznacza co kontrolowany musi okazać? Przyznajcie – to zasadniczo zmienia „fachowość wyników”. Nie słyszałem o publicznym przetargo dotyczącym wyłonienia audytora działającego w imieniu PZM czy Ekstraligi. Nie słyszałem i znam warunków przystąpienia, tym bardzie skoro „konkursu” nie było, że tak szpetnie zażartuję.

Identycznie niemal sprawy biegną w wielu innych przypadkach PZMoto podobnych. Weźmy na tapet IMP. Ktoś „musi” pośredniczyć? To centrala sama nie podoła? Przecież to potencjalnie kura znosząca złote jaja. Jaki zatem obowiązuje tryb wyłaniania organizatora? W zaciszu gabinetów, by nikt inny nie wiedział? To by rodziło domysły, ale na to wygląda. Kto komu płaci i za co? Federacja przytula drobne na waciki, czy dopłaca pośrednikowi? Jaki jest obecnie podział obowiązków między stronami. Po Krośnie coś poprawiono?

Pamiętacie niedawne publiczne wzburzenie Marty Półtorak z Marmy? Rzeczona mecanaska sportu twierdziła, iż gdyby posiadała wiedzę za jakie „drobne” można kupić zaszczytny tytuł Dobroczyńcy tytularnego drugiego szczebla, to sama przystąpiłaby do konkursu i zaoferowała znacznie więcej dzienieg. Jak szybko skrytykowała pani Marta, tak szybko zamilkła, po tym gdy Jej firma została patronem reprezentacji. Prawda, że sprytne ze strony „władz”. Zamiast polemizować, dyskutować publicznie „na argumenty” wystarczło kupić sobie spokój. Oddać część ojcowizny za kilka drobnych ze skarbonki i… po kłopocie, bo niedawna oponentka już w jednej drużynie. Tyleż cwane co genialne w swej prostocie. A propos. Na sponsora kadry też nie było konkursu ani przetargu. To tak na marginesie.

Na bazie ostatnich doniesień coś mi mówi, że to nie ostatni trup, który wypadł z szafy marynarek. Problem w tym, że „władzom” z Warszawki wciąż nic nie grozi w sensie odpowiedzialności, szczególnie karnej.  Te zaś nie niepokojone, dalej będą żyły w swojej bańce,oderwanej od rzeczywistości. Cóż,taki mamy klimat…

PRZEMYSŁAW SIERAKOWSKI