Zawodnicy zwykle niechętnie wiążą się z klubami, w których muszą walczyć o skład. Przykład mieliśmy w Rybniku, gdzie Chris Holder twierdził po sezonie, że nie wiedział o nadwyżce jeźdźców, a pozostali członkowie drużyny wprost wyrażali swoje niezadowolenie.

Na tegoroczne rozgrywki PGE Ekstraligi żadna z drużyn nie zakontraktowała nadwyżki zawodników. Jedynie w Fogo Unii Leszno zawodnicy mogą być niepewni liczby wyjazdów na tor, gdyż z pozycji juniorskiej na dodatkowe starty będzie liczył Nazar Parnicki, jednak nikt nie musi obawiać się o miejsce w składzie meczowym. Były prezes tego klubu uważa, że rywalizacja o skład nie jest wcale złym pomysłem, a zawodnicy i trenerzy zwykle szukają rozwiązań, z których będą mogli się wytłumaczyć.

– Kiedyś trenerzy, ustawiając skład dawali zagranicznych zawodników nawet jeśli ci nie jechali dobrze. Powód był prosty – usprawiedliwienie. W razie porażki ktoś, by powiedział „gdybyś go wziął, to może byście wygrali”. Dlatego trenerzy teraz walczą, aby nie było rezerwowego albo był na tej pozycji junior, którego wcale nie musiałoby tam być. Mówi się, że „pojedziemy komfortowo”, a wywiadach po czwartym biegu mówią, że poszli w złą stronę – skomentował Rufin Sokołowski.

Żużel. Falubaz wchodzi w nowy etap? Ekspert nie ma wątpliwości!

Żużel. To będzie nowy sponsor Unii?! Amerykańska marka wkracza do Polski

Żużel. Tonuje nastroje ws. transferu Zmarzlika. „Nie ujmuję prezesowi cwaniactwa”

Nasz rozmówca odniósł się również do kwestii próby toru. Jego zdaniem zawodnicy nie walczą o to, by każdy mógł sprawdzić nawierzchnię przed zawodami, gdyż nie mogliby usprawiedliwić słabego wyniku.

– Z tego samego powodu zawodnicy nie walczą, aby w próbie toru uczestniczyli wszyscy. To jedyny sport, w którym nie ma rozgrzewki. Gdyby jeździli na próbie toru, to by nie mogli powiedzieć, że nie wiedzieli, jaki jest tor. Wszyscy by chcieli jechać bez stresu – mówi ekspert.

Żużel. Ostrovia nie taka silna? „Zabrakło przemyślanych decyzji”

– Dlaczego to jest aprobowane? Dlatego, że prezesi chcą wydać mniej pieniędzy. To jest taki dziwny sport, który nie przynosi zysków z wydarzenia, imprezy tylko ilu sponsorów uda się zbałamucić albo ile się wyrwie pieniędzy z samorządu. W związku z tym wszyscy nie myślą o widowisku, tylko o tym, żeby koszty były mniejsze – zakończył były prezes Unii Leszno.