Jaką wartość wnosi Bartosz Zmarzlik do klubu? Czy rozmowy z nim różnią się od tych prowadzonych z innymi zawodnikami? Jak prezes zareagował na decyzję o przedłużeniu kontraktu? Czy zawodnika tej klasy w ogóle da się zastąpić? I wreszcie – skąd wziął się pomysł na tak wyjątkową prezentację ogłoszenia umowy? O tym wszystkim w szczerej rozmowie z sternikiem Orlen Oil Motor Lublin.
Przedłużenie kontraktu z tak wybitnym zawodnikiem jakim jest Bartosz Zmarzlik, w obliczu zainteresowania ze strony Betard Sparty Wrocław, było chyba dużym wyzwaniem. Co zadecydowało o tym, że postanowił on zostać w Lublinie? Czym przekonał Pan go, by nie zmieniał barw klubowych?
Pozostanie Bartka w klubie nie było kwestią szczególnego przekonywania. Od dawna jesteśmy w stałym, dobrym kontakcie i współpracujemy już trzy lata, a ta relacja opiera się na wzajemnym zaufaniu. Nie miałem żadnych obaw o zmianę otoczenia z jego strony – pod tym względem byłem spokojny. Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiem, skąd wzięły się medialne spekulacje i całe to zamieszanie.
Czyli z Pana strony nie pojawił się choćby moment niepokoju o przyszłość Bartosza Zmarzlika? Jak długo trwały same negocjacje i czy szybko udało się Wam osiągnąć porozumienie?
Z mojej strony nie było momentu niepewności w sprawie przyszłości Bartosza Zmarzlika. Bardzo dobrze nam się ze sobą współpracuje i ta relacja daje poczucie stabilności. W praktyce szczegóły kontraktu ustaliliśmy podczas jednego spotkania, więc negocjacje nie były ani długie, ani skomplikowane. Od początku byłem spokojny o przedłużenie umowy z Bartkiem.

Czy same negocjacje różniły się czymś od rozmów prowadzonych z innymi zawodnikami? Czy do rozmów z zawodnikiem rangi Bartosza Zmarzlika podchodzi się w inny sposób?
Z mojego doświadczenia wynika, że każde negocjacje są inne. Szczegółów kontraktu nie mogę zdradzać, ale mogę zapewnić, że żadna ze stron nie ma powodów do narzekań.
Co Pan osobiście poczuł w momencie, gdy Bartosz Zmarzlik powiedział: „Zostaję”?
Nie było we mnie zaskoczenia, bo od początku czułem, że nasza współpraca dobrze układa się na każdej płaszczyźnie. A kiedy coś funkcjonuje właściwie, nie ma potrzeby szukać zmian na siłę. Oczywiście po finalnym porozumieniu pojawiła się satysfakcja i radość.
Gdyby nie udało się przedłużyć kontraktu z Bartkiem, byłaby to z pewnością duża strata dla „Koziołków”. Czy zawodnika tej klasy w ogóle da się dziś zastąpić?
Uważam, że Bartka nie da się zastąpić. Wydaje mi się, że na dziś, zarówno w polskim, jak i światowym żużlu, nie ma zawodnika, który dorównywałby mu nie tylko wynikami, ale też czystymi umiejętnościami, wiedzą i doświadczeniem.

Sama prezentacja przedłużenia kontraktu Bartosza Zmarzlika miała formę, jakiej wcześniej nie widzieliśmy. Skąd wziął się pomysł na połączenie ogłoszenia z klimatem MotoGP? Kto był pomysłodawcą?
Pomysł zorganizowania obozu połączonego z jazdą na motocyklach był inicjatywą Bartka. Uznałem, że to świetny kierunek – zawodnicy mogli już poczuć i wejść w motocyklowy klimat. Następnie przeanalizowaliśmy kalendarz wydarzeń oraz oferty firm organizujących takie eventy i zdecydowaliśmy się połączyć to również z jazdą na rowerze.
Kiedy wszystko było dopięte, wspólnie z działem marketingu uznaliśmy, że to idealne miejsce, by ogłosić przedłużenie kontraktu właśnie w takim, wyścigowym klimacie. Efekt okazał się świetny. A Bartek to zawodnik, który bez wątpienia zasługuje na oprawę w takim stylu.
A ile z Pana perspektywy – osoby, która widzi funkcjonowanie klubu od środka – wnosi do Orlen Oil Motoru Lublin Bartosz Zmarzlik?
Bartek wnosi do klubu bardzo wiele. Zawodnik tej klasy w kluczowych momentach potrafi zdjąć z zespołu ogromną presję, która w niektórych meczach bywa naprawdę duża. Drużyna wie, że można na niego liczyć – że w najtrudniejszych chwilach weźmie odpowiedzialność na siebie i pociągnie zespół. Posiadanie takiego lidera to prawdziwy skarb.
Ogromne znaczenie ma też jego postawa podczas treningów i zawodów. Inni zawodnicy mogą go obserwować, uczyć się, podpatrywać detale. Niedawno słuchałem wywiadu z Darcym Wardem, który wspominał, że choć Tomasz Gollob nie mówił dobrze po angielsku, chłonął jak gąbka wszystko, co działo się wokół niego na treningach i zawodach.
Rozmawiał MICHAŁ BRAEUER
ZOBACZ TAKŻE:












Żużel. Stal trafiła w „10” z transferami? Holder ma się bić o mistrza świata!
Żużel. Unii Tarnów nic już nie uratuje?! Biznesmen chciał przejąć klub!
Żużel. Są coraz bardziej głodni jazdy! Planują następne treningi
Żużel. Czarny sport zagościł w znanym teleturnieju. Jest postrachem rywali
Żużel. Ward wesprze polską młodzież! Pojawi się w Gdańsku
Żużel. Sprowadzili gwiazdy i nie dotrą do finału? Wskazał faworytów!