Przygotowywał Pan marynarkę dla Bartosza Zmarzlika na galę FIM Awards. Jak zrodził się pomysł, aby właśnie to Pan ją stworzył?
Z Bartkiem współpracujemy już od dawna, dużo wcześniej niż ta gala FIM. Pierwszy garnitur robiłem dla niego jak sięgnął po swój pierwszy złoty medal mistrzostw świata. Pamiętam, że potem w tym samym garniturze pojawił się na Gali Mistrzów Sportu „Przeglądu Sportowego”, gdzie w finale plebiscytu pokonał Roberta Lewandowskiego. Dla mnie to był mega moment – zobaczyć, że akurat w moim projekcie był obecny przy czymś tak ważnym. Jak to się zaczęło? Gdzieś chyba w 2017 czy 2018 napisałem do Bartka, że kiedyś bardzo bym chciał coś dla niego zrobić. Bez presji, po prostu dałem znać. Po kilku miesiącach odezwał się, że jest okazja. Spotkaliśmy się wtedy w Warszawie i od tego poszło. Już od początku chciałem, żeby wszystko grało – nawet muszka była z tej samej tkaniny co podszycie marynarki. Takie detale robią różnicę.
Wspomniana tegoroczna marynarka jest oryginalna, ma specjalne podszycie, na których widzimy synów mistrza. Kto wpadł na to, aby właśnie tak to wszystko wyglądało?
Bartek raczej sam by na to nie wpadł. On jest dość klasyczny w stylu, nie lubi krzykliwych rzeczy, kolorowych eksperymentów. Ceni prostotę i elegancję. Ten pomysł wyszedł dopiero jak siedzieliśmy z jego żoną, Sandrą. Gadaliśmy o tym, że skoro to taka wyjątkowa okazja, to warto zrobić coś osobistego, ale subtelnie – żeby nie rzucało się w oczy od razu. I wtedy wpadliśmy na to, żeby w środku marynarki dać grafikę z synami Bartka, a z drugiej strony coś mistrzowskiego, nawiązującego do jego osiągnięć. Fajne jest to, że mimo że Bartek trzyma się klasyki, potrafi się otworzyć na takie rzeczy, jeśli mają prawdziwą wartość. To właśnie takie elementy sprawiają, że marynarka przestaje być tylko ubraniem.
Żużel. Pickering ma klub w Polsce! Wyciągnęli do niego rękę – PoBandzie – Portal Sportowy
Miał Pan okazję dzięki temu poznać mistrza świata. Jakie wrażenie zrobił na Panu? To wymagający klient?
Bartek to bardzo normalny, otwarty gość – można z nim po prostu usiąść i pogadać. Jak już pozna się jego styl i sposób myślenia, współpraca idzie gładko. Zrobiliśmy tez kilka małych rzeczy – na przykład kilka par dżinsów. Jak zobaczył, że wszystko gra, że to są ubrania, które faktycznie nosi i w których czuje się sobą, bardzo szybko pojawiły się kolejne zamówienia. To był dla mnie jasny sygnał, że trafiłem dokładnie w jego potrzeby. Zauważyłem u Bartka ogromne zaufanie do ekspertów. On sam jest najwyższej klasy specjalistą w tym, co robi, więc naturalnie podchodzi do współpracy w ten sam sposób – wybiera ludzi, którzy są ekspertami w swoich dziedzinach i daje im przestrzeń. To trochę tak, jakby ekspert rozmawiał z ekspertem, tylko w dwóch różnych światach. Dzięki temu wszystko idzie spokojnie, bez zbędnych wątpliwości.
Ile trwa praca nad takim dziełem sztuki?
Najważniejszy jest etap projektowy – koncepcja, proporcje, wymiary. To decyduje o wszystkim, zanim cokolwiek zostanie skrojone. Dziś mamy ogromną przewagę, bo możemy wszystko sprawdzić wirtualnie. Z Bartkiem przymierzaliśmy kilka wersji projektu na komputerze, sprawdzając proporcje i linie na sylwetce, zanim w ogóle wzięliśmy się za tkaniną. Potem jest jeszcze dopasowanie szczegółowych wymiarów, projekt podszycia, detale konstrukcyjne, wykończenie. Każdy etap wymaga czasu. Na końcu finalne dopasowanie już gotowego garnituru, gdzie wszystko jest korygowane co do milimetra. Pomogła mi w tym moja lokalna krawcowa Kamila z Leszna i mój tata, bez nich nic by się nie udało. Ja wtedy byłem już w Arabii Saudyjskiej gdzie obecnie mieszkam.
Jak wiele takich projektów w roku Pan przygotowuje?
Takie projekty nie zdarzają się często – to zawsze coś wyjątkowego, na szczególne okazje. W ciągu ostatnich kilku lat zrobiłem ich może z kilkanaście, ale każdy był inny i bardzo indywidualny. Pracowałem z piłkarzami z Liverpoolu, Newcastle United, a niedawno dołączył do nas zdobywca turnieju Masters w snookerze, Shaun Murphy, który mieszka parę kilometrów od mojego studia, więc mógł spokojnie wpaść na konsultacje. Ale prawda jest taka, że większość mojej pracy to ludzie biznesu. Oni nie potrzebują scenicznych kreacji, tylko chcą wyglądać lepiej niż konkurencja, budować pozycję przez wizerunek i nosić ubrania, które realnie pokazują ich status zawodowy. Teraz robię też garnitury dla szejków z Arabii i trochę smutno mi, że będę miał coraz mniej czasu na takie projekty jak z Bartkiem, bo zacznie to przejmować mój team.

A jak współpracowało się z innym żużlowym mistrzem – Nazarem Parnickim? Jemu też przygotował Pan strój na niedawną galę.
Z Nazarem było zupełnie inaczej – to inna energia. Dla niego to był pierwszy w życiu garnitur szyty na miarę, więc na początku nie bardzo wiedział, czego się spodziewać. Wygrał SGP2, co zasługuje na ogromny szacunek. Żartowałem nawet, że skoro tak dobrze poszło, to musimy to powtórzyć w przyszłym roku.Starałem się też go zmotywować, żeby jak najwięcej wyniósł z samego wydarzenia FIM. To nie jest tylko gala – to miejsce, gdzie spotykają się tuzy światowego sportu motorowego, gdzie liczy się nie tylko wynik sportowy, ale też sposób, w jaki się prezentujesz, z kim jesteś w stanie złapać kontakt. Widziałem, że Nazar bardzo poważnie do tego podszedł. Chciał wyglądać jak najlepiej, zaprezentować się profesjonalnie – i to było naprawdę fajne doświadczenie we współpracy.
Wspominał Pan o pracy z piłkarzami Liverpoolu. Z jakimi znanymi postaciami ze świata sportu i nie tylko miał Pan jeszcze okazję współpracować?
Pracowałem z zawodnikami z najwyższego poziomu – piłkarze, Newcastle, Evertonu, Paris Saint-Germain. Prawda jest taka, że dobrze skrojony garnitur jest uniwersalny. Każdy facet chce dobrze wyglądać – szczególnie wtedy, gdy jest „na świeczniku”, na piedestale, reprezentuje siebie, klub albo kraj. Moja praca staje się dużo łatwiejsza, gdy klient rozumie wagę wizerunku. Jak widzę, jak Bartek Zmarzlik czy Nazar Parnicki prezentują się na gali FIM – pewnie, spokojnie, z klasą – wiem, że strój spełnił swoją rolę. W takich momentach garnitur nie jest dodatkiem, tylko narzędziem budowania siebie i wizerunku.

A które swoje dzieło uznaje Pan za najlepsze?
Zawsze powtarzam, że najważniejsza jest kolejna marynarka. To trochę jak w sporcie – liczy się tylko następny wyścig, następny skok, kolejne zawody. U mnie dokładnie tak samo. Każdy kolejny projekt, kolejny klient i kolejna marynarka są ważniejsze, bo to nowy etap, nowe wyzwanie i kolejna historia. To też dlatego, że wiem, ile pracy jeszcze przede mną – jutro przyjdą nowi klienci z pytaniem, jak mogą wyglądać lepiej. I bardzo często te zmiany wcale nie muszą być radykalne. Czasem wystarczy zwykła, dobrze poprowadzona konsultacja – ze mną lub z moim zespołem – żeby ktoś zrozumiał, jak ubiór może realnie wpłynąć na to, jak jest postrzegany. Bo to nie chodzi tylko o garnitur. To też koszule, płaszcze, marynarki, spodnie, nawet bardziej codzienne elementy garderoby. Całość składa się na wizerunek osoby, która jest w drodze do sukcesu albo już ten sukces reprezentuje.
Z racji tego, że mamy okres świąteczny, wiele uroczystości jest to czas, w którym tych zamówień ma Pan szczególnie dużo?
Okres świąteczny to zazwyczaj czas podsumowań, gal, oficjalnych wydarzeń kończących rok. Ale dla nas najbardziej intensywny okres to październik, listopad i początek grudnia. W grudniu w dużej mierze oddajemy już gotowe projekty i domykamy realizacje, a jednocześnie zaczynamy się przygotowywać na kolejny sezon. Tempo trochę zwalnia, zespół może złapać oddech, a my planujemy, co dalej. Styczeń to bardzo charakterystyczny miesiąc – wtedy często odzywają się przyszli panowie młodzi, którzy nagle uświadamiają sobie, że najwyższy czas zacząć przygotowania do ślubu. Dlatego u nas rytm roku wygląda inaczej niż mogłoby się wydawać: największy wysiłek jesienią, a koniec roku to czas domykania projektów, porządkowania i przygotowania na intensywny start w styczniu.

Na koniec dopytam o Pana wymarzoną współpracę. Komu jeszcze chciałby Pan przygotować marynarkę?
Moja wymarzona współpraca to ludzie, którzy mają coś do powiedzenia. Niekoniecznie sportowcy. Bardziej interesują mnie liderzy, mistrzowie w swoich dziedzinach, osoby, które reprezentują swój kraj, wartości albo pewien sposób myślenia. Marynarka jest dla mnie tylko formą przekazu. To narzędzie, które pokazuje, kim jesteś, co chcesz zakomunikować światu. Dobry strój nie krzyczy, on mówi spokojnie, ale bardzo wyraźnie. Obecnie mieszkam i rozwijam swój biznes w Rijadzie, w Arabii Saudyjskiej. Bliski Wschód to dziś ogromne pole do popisu – region, który dynamicznie się rozwija i wyrasta na jeden z najważniejszych obszarów świata. To miejsce, gdzie wizerunek, obecność i reprezentacja mają realne znaczenie, a dla mnie jako krawca i konsultanta wizerunku jest to naturalne środowisko do dalszego rozwoju. Pewnie nie znajdę tam wielu fanów żużla, ale moim marzeniem jest, że jeśli chociaż jedną osobę zainspiruje ten artykuł, to już jest nasz sukces.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.
Rozmawiał BARTOSZ RABENDA











Żużel. Stal podbija rynek w Niemczech! Będą nowi sponsorzy!
Żużel. To męczy Zmarzlika! „Nie lubię tej części pracy”
Żużel. Kontrowersyjny przepis zagraża polskiemu żużlowi? Znany dziennikarz nie kryje oburzenia!
Żużel. 1492 dni w jednym klubie. Najdłużej i najkrócej pracujący trenerzy w 2. Ekstralidze! (RANKING)
Żużel. Co z pieniędzmi za Ratajczaka? Goliński z mocną odpowiedzią!
Żużel. Konfetti, barber i odżywki. Na to szły dotacje miejskie!