Główny partner portalu

Fredrik Lindgren przed Maxem Fricke. fot. Jarosław Pabijan
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Fredrik Lindgren należy do grona faworytów sobotniego turnieju w Malilli. Szwed ostatnimi występami potwierdził, że jest w świetnej formie, a do tego będzie się ścigał przed swoimi kibicami. Jak sam przyznaje, Bartosz Zmarzlik i Artiom Łaguta są w tym roku bardzo trudnymi rywalami, ale zrobi on wszystko, aby dołączyć do walki o upragnione złoto w indywidualnych mistrzostwach świata.

 

Turniej w Malilli będzie siódmą imprezą cyklu Grand Prix w tym sezonie. Na pięć rund przed końcem na czele klasyfikacji znajduje się mistrz świata, który zgromadził 101 oczek. Punkt do niego traci Łaguta, a na trzeciej pozycji z 80 punktami plasuje się właśnie Lindgren.

– Dam z siebie wszystko, co mam. Z przeciwnikami natomiast nic nie mogę zrobić. Zarówno Bartosz, jak i Artiom ścigają się bardzo dobrze przez cały rok. Mogę skupić się tylko na sobie. W tej chwili nie wystarcza to by walczyć o tytuł, ale będę ciężko pracować, walczyć i zobaczymy, gdzie będziemy podczas ostatniej rundy w Toruniu – mówi Lindgren w rozmowie z oficjalną stroną cyklu Grand Prix.

Zmagania o tytułu mistrza świata wracają do Szwecji po rocznej przerwie. Turniej z 2019 roku był dla żużlowca Eltrox Włókniarza Częstochowa bardzo udany. Zajął on wtedy pierwsze miejsce, a w finale pokonał Leona Madsena, Macieja Janowskiego i Artioma Łagutę.

– Nie mogę się doczekać ścigania przed szwedzkimi fanami. Wróciłem też do ścigania w Bauhaus-Ligan, co jest dla mnie dużym impulsem. Zdecydowanie nie mogę się doczekać Malilli – komentuje 36-latek.

Zawodnik z Orbero nie miał najlepszego wejścia w tegoroczne rozgrywki. W barwach Lwów notował on przeciętne występy i nie pomógł zbytnio w awansie Włókniarza do play-offów. Wraz z triumfem w indywidualnych mistrzostwach Szwecji, Lindgren wrócił jednak do najwyższej dyspozycji. Zdaniem samego zainteresowanego, to właśnie występy w ojczyźnie pomogły mu zbudować optymalną formę.

– Myślę, że potrzebowałem większej liczby wyścigów, a także zmiany otoczenia. W Vastervik współpracuję z Morganem Anderssonem, menadżerem drużyny. Pracowałem z nim również wcześniej. Był w mojej ekipie na Grand Prix przez kilka lat. Znam go bardzo dobrze. Dobrze, że tak to się potoczyło. Znam sposób  w jaki pracuje i wiem, że zawsze dostanę od niego 100 procent. Czuję się komfortowo ścigając się u mojego boku – podsumował Lindgren.