GP na PGE Narodowym w Warszawie. fot. Taylor Lanning
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Już w sobotę wieczorem będziemy świadkami 61. Grand Prix Polski w jedynym miejscu, które wciąż czeka na zwycięstwo Polaka. Pozycji lidera bronił będzie Jack Holder, a do odrabiania strat po pierwszej rundzie rzuci się aktualny Indywidualny Mistrz Świata – Bartosz Zmarzlik.

 

Wrocław, Bydgoszcz, Toruń, Gorzów Wielkopolski i Lublin. Te polskie ośrodki oprócz Warszawy gościły najlepszych żużlowców świata w cyklu Grand Prix. Na każdym z tych torów przynajmniej raz, Polak stawał na najwyższym stopniu podium. Warszawa jest ostatnim klejnotem w polskiej koronie żużla, który nadal pozostaje niezdobyty. Można powiedzieć, że jest to już swego rodzaju klątwa, a wszystko zaczęło się w 2015 roku wraz z inauguracją 21. sezonu cyklu Grand Prix.

Można powiedzieć, że Warszawa zaliczyła swoisty falstart w cyklu Grand Prix. Pierwsze zawody na Stadionie Narodowym, miały być wielkim świętem żużla, a zarazem oficjalnym pożegnaniem Mistrza świata z 2010 roku – Tomasza Golloba z cyklem. Zakończyły się jednak już po trzech seriach i odjechaniu zaledwie 12 wyścigów z powodu problemów z taśmą startową, a także złego stanu toru. Po tych zawodach spadła fala krytyki na Ole Olsena, gdyż przygotowanie toru zlecono duńskiej firmie „Speed Sport” zaaprobowanej przez FIM i kierowanej właśnie przez Olsena. Przerwane zawody wygrał Matej Żagar (który po 3 seriach zgromadził 8 punktów) przed Chrisem Harrisem i Jarosławem Hampelem, jednak niesmak po turnieju pozostał i przez długi czas strony obrzucały się winą za niedokończone Grand Prix.

Żużel. Ostra krytyka ze strony Michelsena! Duńczyk starł się z Morrisem

Druga edycja miała miejsce rok później w 2016 roku. Mimo, iż wszystko przebiegło sprawnie to Polacy zaprezentowali się poniżej oczekiwań. Zmarzlik, Janowski i Dudek zajęli kolejno szóste, siódme i dziewiąte miejsce. W turnieju zabrakło Jarosława Hampela, który nie uporał się z wyleczeniem na czas złamanej nogi. Jego miejsce zajął Fredrik Lindgren. Zawody zwyciężył broniący tytułu Mistrza Świata Brytyjczyk Tai Woffinden, przed Gregiem Hancockiem i Matejem Żagarem, dla którego było to już drugie podium podczas Grand Prix w Warszawie.

W kolejnej edycji warszawskiego Grand Prix niewiele zabrakło Biało-Czerwonym do tryumfu. Maciej Janowski stanął bowiem na podium, lecz było to „tylko” drugie miejsce. Zwyciężył wówczas Szwed Fredrik Lindgren, dla którego było to dopiero drugie zwycięstwo w cyklu Grand Prix w dziewiątym sezonie startów jako stały uczestnik cyklu, a także drugie na sztucznym torze, gdyż wcześniej w 2012 tryumfował na swojej ziemi w Goeteborgu, również na torze jednodniowym na stadionie Ullevi. Podium tamtego turnieju uzupełnił Jason Doyle, który na koniec cyklu został Indywidualnym Mistrzem Świata.

Żużel. Karol Strasburger: Bartek odczaruje klątwę. Żużel jest po prostu piękny (WYWIAD)

W sezonie 2018 to Warszawie przypadł zaszczyt otwarcia całego cyklu Grand Prix. Drugi raz w karierze w stolicy Polski tryumfował Tai Woffinden dla którego było to ósme zwycięstwo w cyklu Grand Prix i pierwsze z czterech w tamtym roku w drodze po swój trzeci tytuł Indywidualnego Mistrza Świata. Najlepszy z Polaków – Maciej Janowski musiał zadowolić się jedynie drugim miejscem. Podium uzupełnił Szwed Fredrik Lindgren, który w kolejnych latach pokazał, że uwielbia ścigać się na Stadionie Narodowym.

W 2019 roku w Warszawskim Grand Prix swoje pierwsze zwycięstwo w cyklu odniósł Duńczyk Leon Madsen. Był to również jego pierwszy sezon startów jako stały uczestnik. W tamtym sezonie Duńczyk stoczył wyjątkowo wyrównany bój o tytuł z Bartoszem Zmarzlikiem, który ostatecznie w klasyfikacji końcowej wyprzedził go zaledwie o dwa punkty. Na drugim stopniu tamtych zawodów stanął Szwed Fredrik Lindgren, a stawkę uzupełnił Polak – Indywidualny wicemistrz świata z roku 2017 – Patryk Dudek.

Żużel. Bewley wygrywa kwalifikacje i zgarnia 4 punkty! Zmarzlik poza finałem!

W 2020 roku Warszawa miała po raz kolejny otworzyć cały cykl, jednak ze względu na konieczność ograniczenia liczby osób na widowni z powodu pandemii COVID-19, taki turniej okazał się być nieopłacalny. Ostatecznie Warszawę zastąpiły podwójne turnieje we Wrocławiu, Gorzowie i Toruniu.

Podobna sytuacja miała miejsce w 2021 roku kiedy podwójne rundy rozegrano we Wrocławiu, Lublinie i Toruniu.

Warszawa wróciła do cyklu Grand Prix w 2022 roku po 1092 dniach nieobecności jako druga runda ówczesnego cyklu. Swoje drugie zwycięstwo w historii występów w Grand Prix zaliczył Australijczyk Max Fricke. Podium uzupełnili Leon Madsen i Fredrik Lindgren, dla którego było to już czwarte podium podczas Grand Prix w Warszawie.

Żużel. Cierniak mówi, kiedy chce być w GP. To będzie taki duży koncert! (WYWIAD)

Rok później to właśnie Lindgren zwyciężył na PGE Narodowym. Było to jego szóste i jak do tej pory ostatnie zwycięstwo w cyklu Grand Prix. Na drugim i trzecim miejscu podium stanęli Australijczyk Jack Holder, dla którego było to pierwsze podium w karierze w cyklu Grand Prix i Bartosz Zmarzlik, który taki wyczyn osiągnął wówczas po raz 41 w karierze.

W tym roku kibice mogą być świadkami dwóch historycznych wydarzeń. Po raz pierwszy Polak, może stanąć na najwyższym stopniu podium na PGE Narodowym. A jeśli będzie to Bartosz Zmarzlik, to sięgnie tym samym po 24. zwycięstwo w cyklu Grand Prix, wyprzedzając Jasona Crumpa i stając się samodzielnym liderem. Duże szanse na zwycięstwo mają również debiutujący w tym roku jako stali uczestnicy cyklu Dominik Kubera i Szymon Woźniak. Ten pierwszy na pewno będzie chciał zapomnieć o zeszłorocznym turnieju kiedy podczas eliminacji doznał pechowej kontuzji, która wykluczyła go z zawodów. Ten drugi na pewno jest podrażniony po chorwackiej rundzie kiedy to trzech punktów zabrakło mu do awansu do półfinałów. Nie bez szans będzie startujący z dziką kartą dwukrotny Indywidualny Mistrz świata Juniorów – Mateusz Cierniak. W sumie w obsadzie zawodów będzie aż sześciu Polaków, gdyż rezerwowymi będą Bartłomiej Kowalski i Damian Ratajczak.

Żużel. Wygrał w Chorwacji, teraz chce pójść za ciosem! „Dam z siebie 110 procent”

Przed turniejem, w piątek, odbył się pierwszy w historii cyklu Grand Prix bieg sprinterski. Po jednym zawodniku z każdej grupy, którzy osiągnęli najlepszy czas, mogli powalczyć o dodatkowe punkty do klasyfikacji. Do finału biegu sprinterskiego weszli Tai Woffinden, Daniel Bewley, Leon Madsen i Robert Lambert.  Zwyciężył go najmłodszy z Brytyjczyków  – Daniel Bewley – uzyskując dodatkowe 4 punkty do klasyfikacji generalnej oraz przywilej pierwszeństwa wyboru numeru startowego na Grand Prix. Drugi był Leon Madsen, który zgarnął 3 punkty, trzeci przyjechał Tai Woffinden, który może dopisać do swojego dorobku 2 punkty, a ostatni z jednym punktem do klasyfikacji sprint ukończył Robert Lambert.

Czy wreszcie klątwa Stadionu Narodowego zostanie zdjęta? Czy Polak stanie na najwyższym stopniu podium w stolicy? Przekonamy się już w sobotę. Start zawodów o godzinie 19. Transmisja w Eurosporcie Extra w Playerze i TTV.

Lista startowa:

1. Andżejs Lebedevs (Łotwa)

2. Kai Huckenbeck (Niemcy)

3. Jason Doyle (Australia)

4. Martin Vaculik (Słowacja)

5. Leon Madsen (Dania)

6. Jan Kvech (Czechy)

7. Mikkel Michelsen (Dania)

8. Robert Lambert (Wielka Brytania)

9. Tai Woffinden (Wielka Brytania)

10. Mateusz Cierniak (Polska) – dzika karta

11. Jack Holder (Australia)

12. Bartosz Zmarzlik (Polska)

13. Daniel Bewley (Wielka Brytania)

14. Fredrik Lindgren (Szwecja)

15. Dominik Kubera (Polska)

16. Szymon Woźniak (Polska)

17. Bartłomiej Kowalski (Polska) – rezerwowy

18. Damian Ratajczak (Polska) – rezerwowy

Opracował PAWEŁ CYRSKI