Główny partner portalu

Piotr Świderski. fot. Jarosław Pabijan
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Po przegranej we Wrocławiu Eltrox Włókniarz Częstochowa jest bardzo blisko zakończenia sezonu na rundzie zasadniczej. Lwy mają prawdzie jeszcze matematyczne szanse na wejście do najlepszej czwórki, ale ich awans można rozpatrywać w kategorii cudu. Piotr Świderski, opiekun czterokrotnych mistrzów Polski, nie ukrywa, że sytuacja zespołu jest arcytrudna i przyznaje, iż w tym sezonie często zawodzą go te same ogniwa.

 

Częstochowianie bardzo dobrze weszli w niedzielne spotkanie z Betard Spartą Wrocław. Po czterech biegach na tablicy wyników widniał 15:9 dla gości, a to mogło rozbudzić nadzieje sympatyków Lwów. W drugiej połowie zawodów wyraźnie lepsi byli jednak spartanie, którzy ostatecznie triumfowali 48:42.

– Oczywiście trudno przyjmuje się porażki. Cóż zrobić, Betard Sparta Wrocław jest bardzo silną drużyną. Jedzie wspaniale wszystkie mecze, a zwłaszcza te u siebie. Z jednej strony cieszyliśmy się z naszej dobrej postawy, a z drugiej chciało się więcej. Chcieliśmy wygrać, bo taki był cel przed meczem, a tego nie udało się zrealizować – mówił Świderski w Magazynie PGE Ekstraligi na antenie Eleven Sports.

Problemem częstochowian było to, że żaden z sześciu zawodników nawet nie zbliżył się zdobyczą punktową do lidera – Leona Madsena. Duńczyk zdobył na Stadionie Olimpijskim 14 oczek, a kolejnym najskuteczniejszym żużlowcem Eltrox Włókniarza był Kacper Woryna, zdobywca sześciu oczek z bonusem.

– Trudno było rywalizować z tak silną drużyną jaką jest Betard Sparta Wrocław mając jednego prawdziwego lidera, który zrobił dwucfyfrówkę. Jeśli popatrzymy na stronę wrocławską, to mamy trzy dwucyfrówki plus jakieś punkty kolejnych zawodników. U nas był Leon Madsen, a następna zdobycz to było 6,5 czy 4 punkty. Zabrakło jeszcze jednego mocnego ogniwa po naszej stronie – komentował opiekun Lwów.

Po meczu we Wrocławiu sytuacja częstochowskiej ekipy jest arcytrudna. Aby awansować do play-offów ekipa Piotra Świderskiego musi nie tylko wygrać mecze z eWinner Apatorem Toruń i ZOOleszcz DPV Logistic GKM-em Grudziądz, ale także liczyć na spore potknięcia Fogo Unii Leszno. Na dwie rundy przed końcem rundy zasadniczej leszczynianie mają trzy oczka więcej od częstochowian.

– Wiemy, że są matematyczne szanse, ale tak naprawdę jesteśmy pogodzeni z tym, że w tym sezonie zabraknie nas w play-offach. Jest jeszcze możliwość, więc będziemy walczyć o pełną pulę u siebie z Toruniem i na wyjeździe w Grudziądzu. Obserwujemy teraz co się będzie działo w Lesznie – stwierdził szkoleniowiec.

Przez całe rozgrywki sporo mówi się także o tym, że żużlowcy spod Jasnej Góry nie radzą sobie na torze przy Olsztyńskiej. Zdaniem trenera Lwów problemem nie jest domowa nawierzchnia Eltrox Włókniarza, a dyspozycja zawodników.

– Nie ma problemu z torem. Mamy lepsze i gorsze mecze u siebie. Zdecydowanie lepsze mamy ze słabszymi drużynami i myślę, że tu jest problem. Tak samo to wygląda na wyjeździe. Te same ogniwa w tym sezonie nie przywożą tylu punktów, na ile liczyliśmy. Tu jest największy problem. To nie jest problem toru czy atmosfery. Widzę po prostu jaką formę mają niektórzy zawodnicy naszej drużyny – wyjaśnił Świderski.