Bartosz Zmarzlik fot. Jarosław Pabijan
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

29. urodziny świętuje dziś Bartosz Zmarzlik. Choć kiniczanin wciąż jest stosunkowo młodym zawodnikiem, to już ma na swoim koncie imponującą liczbę trofeów i przez wielu uznawany jest za najlepszego w historii dyscypliny. W ten wyjątkowy dzień dla czterokrotnego mistrza świata rozmawiamy z jego pierwszym trenerem. Bogusław Nowak opowiada o pierwszym wrażeniu, jakie zrobił na nim młodziutki Bartek, mówi o jego podejściu do sportu, a także zwraca uwagę na ogromne wsparcie rodziny, które było kluczowe do osiągania wielkich sukcesów.

 

Mamy dziś szczególny dzień dla Pana wychowanka, Bartosza Zmarzlika. Świętuje 29. urodziny. Jakie są pierwsze wspomnienia z tym zawodnikiem, który szybko wspiął się na żużlowy szczyt?

Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce w Barlinku. Bartek mieszkał w Kinicach, parę kilometrów od Barlinka. Wraz ze swoją szkółką pojechałem na pokaz. Na boisku moi chłopcy jeździli i pokazywali jak to wszystko wygląda. Były starty na bieżni i trochę jazdy. Jak Bartek to zobaczył, to oczy mu prawie wyskoczyły… Widać było, że on musi tam być i koniec! Przyszedł do mnie z rodzicami i zapytał, jak się można zapisać na treningi i kiedy można przychodzić. Mieliśmy dwa treningi w tygodniu. We wtorki i czwartki. Pokaz chyba był w sobotę. Powiedziałem, co trzeba mieć na tych pierwszych zajęciach.

„Każdemu mówi dzień dobry”, czyli jak Bartosza Zmarzlika widzą Kinice [REPORTAŻ] – PoBandzie – Portal Sportowy (po-bandzie.com.pl)


Czyli we wtorek mały Bartek stawił się na treningu…

Oczywiście, nie mogło być inaczej. Trzeba powiedzieć, że od razu było widać ogień w jego oczach. On był wyjątkowo mały, wyjątkowo drobny. Takie żywe srebro. Wszędzie było go pełno. Od początku był też radosnym chłopakiem. Wszędzie się pokazywał i razem z Pawłem i rodzicami zawsze przyjeżdżał na treningi. Tak zaczęliśmy pracować.

Dziś Bartosz często podkreśla, ile znaczy dla niego rodzina. Od początku Bartosz mógł liczyć na duże wsparcie najbliższych?

Jego rodzice bardzo wyraźnie postawili na ten sport. Mieli jednak wszystko pod kontrolą i dzięki temu Bartek mógł stawiać kolejne kroki. Co trzeba było załatwić Bartkowi, to było załatwione. Zawsze był zadbany i dobrze zaopiekowany. Wszystko szło książkowo. Rodzice byli bardzo zaangażowani. Jednak nie tylko oni, bo babcia i dziadek też jeździli na mecze. Pamiętam, że babcia zawsze odmawiała różaniec. Uważam, że to wsparcie i otoczenie się bliskimi dało piękny efekt. Za kluczową uważam miłość mamy.

Która rządzi w teamie Zmarzlików…

Można tę miłość tak ładnie nazwać. To jest miłość wymagająca. Mamy mają to do siebie, że kochają swoich synów bezgranicznie. To, co synek wymyśli realizują i się podporządkowują. Tutaj ta miłość była właśnie wymagająca. Mama rządzi, ma ostatnie słowo, ale do tego daje ogromną miłość. Dzięki temu Bartek zawsze był odpowiedzialny i posłuszny. Nauczył się słuchać i podpatrywać.

Dlatego później tak umiejętnie podpatrywał tych wielkich kolegów z toru?

Tak. Nauczył się w znakomity sposób tę wiedzę teoretyczną przenieść na tor. On zawsze umiał podglądać. Poszedł do Stali. Miał Tomasza Golloba i innych zawodników. Znakomicie te swoje umiejętności podpatrywania wykorzystywał i przekładał na siebie. To wcale nie jest takie oczywiste. Do wszystkich młodych zawodników mówi się to samo, stawia podobne wymagania, a efekty są różne. Sądzę, że to wynika z tego posłuszeństwa, które wyniósł z domu.

Bardzo szybko zaczął się wyróżniać na tle rówieśników?

Właśnie te wspomniane cechy mocno go wyróżniały. Widać było tę jego chęć do bycia najlepszym. Zawsze rozmowy z nim były szczególne. Miał mnóstwo pytań i chciał się dowiadywać. Mam wrażenie, że to się nie zmieniło, bo on dalej jest dociekliwy.

A jak znosił porażki?

Raczej dobrze, to go zawsze bardziej motywowało. Zawsze wiedział, że przyjdzie kolejna szansa i musi jeszcze mocniej pracować. Tak było z tytułami indywidualnego mistrza Polski. Dwa razy w Lesznie był blisko, ale zawsze mówił, że będzie następny rok, a potem następny. Sądzę, że to postawa godna pochwały i widzę, że on się nie zmienia. On jaki był, taki jest.

Dziś wszyscy kibicują, żeby Bartosz przegrywał starty, aby coś działo się na trasie. Jak było z tym elementem u niego kiedyś?

Teraz już ma lepsze te starty. Wcześniej tak na pięć zdarzały mu się dwa lub trzy słabsze. Ale tak to właśnie z nim jest. Jak coś jest do poprawy, to będzie pracował dopóki tego nie naprawi na tyle, żeby było super. Poziom sportowy ma naprawdę niewiarygodny, ale ten gorszy start mu się zdarzy. Doszło do tego, że teraz, jak pan mówi, wszyscy chcą by Bartek starty przegrywał, bo wtedy będzie dobry żużel.

O jednych zawodnikach mówi się, że to czyste talenty, o drugich, że to pracusie. Jak z tym jest u Pana podopiecznego?

To jest ogromny talent poparty gigantyczną pracą. Wspomniałbym raz jeszcze tę rodzinę, o której mówiliśmy. To jest taki trzeci ważny czynnik, bez którego tych wielkich sukcesów by nie było.

Potem były wielkie sukcesy, o których wszystko już napisano. Ważnym punktem historii jest jednak odejście z Gorzowa. Osoby z Gorzowa, które były z nim od początku, mocno wierzą, że Bartosz kiedyś znów pojedzie w kevlarze Stali?

Bardzo. To jest w końcu nasz chłopak, nasz wychowanek. Bardzo liczymy, że on do nas wróci. Oczywiście wszystko w swoim czasie. Niech przyjdzie czas i klub z Gorzowa ma takie możliwości. Zresztą prezes już się odgraża, że zrobi wszystko, aby Bartek znów był w Stali. Spotykam się z różnymi opiniami. Większość jednak rozumie sytuacje i wie, dlaczego Bartek podjął taką decyzję. Poza tym, po kolejnych turniejach w Gorzowie widać jak on jest tu przyjmowany. To wciąż jego dom. Gwizdy może i są, ale naprawdę pojedyncze. Otrzymuje właściwie same oklaski. Trzeba doceniać jego klasę i jazdę, bo to naprawdę wybitna postać. Prawdziwy kibic tak powinien do tego podchodzić. Dla mnie to wielkie szczęście, że na swojej drodze spotkałem takiego chłopaka i taką rodzinę.

Wraz z kolejnymi sukcesami coraz więcej mówi się o tym rekordzie tytułów indywidualnego mistrza świata, który dzierżą Tony Rickardsson i Ivan Mauger. Jeśli będzie zdrowie, to te rekordy zostaną przez Bartosza pobite?

Te cele są realne, ale zaznaczę to, co Bartek też mówi. To nie jest dla niego priorytet. On podkreśla, że skupia się na każdych kolejnych zawodach i to jest świetne podejście, które ma od zawsze. Taka jest jego metoda i jak widać działa to bardzo skutecznie. Ja jestem zdania, że to wszystko jest w jego zasięgu.

To na koniec życzenia. Czego Pan życzy Bartoszowi na te ostatnie urodziny z „dwójką” z przodu?

Przede wszystkim szczęśliwej i bezpiecznej jazdy. Niech jeździ bez kontuzji i dalej się spełnia. Wspieramy go wszyscy duchowo, modlimy się za niego. U niego też te kwestie duchowe wartości i fizyczne idą w parze. Wszystkiego dobrego, a przede wszystkim dobrych ludzi wokół. Niech to dalej się mu tak pięknie układa.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również.

Rozmawiał BARTOSZ RABENDA