Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Share on whatsapp

Dla Szymona Woźniaka jako stałego uczestnika Grand Prix, warszawska runda była jego debiutem na torze jednodniowym. Wychowanek bydgoskiej Polonii zaprezentował się w nim bardzo dobrze i wywalczył awans do półfinału. Po zawodach podsumował swój start na Stadionie Narodowym oraz opowiedział, co można było poprawić, żeby jego wynik był jeszcze lepszy.

 

Przypomnijmy, że Woźniak zawody w Warszawie rozpoczął od wygranej. Później nie zdołał już co prawda powtórzyć triumfu, ale po drugim biegu zaczął kolekcjonować dwójki i to ostatecznie dało mu miejsce w półfinale. Po turnieju zawodnik ebut.pl Stali Gorzów przyznawał, że potrzebuje jeszcze nabrać doświadczenia, aby coraz lepiej spisywać się na torze jednodniowym.

– Miałem naprawdę świetny start przez cały wieczór, a świetny start w Warszawie jest kluczem do sukcesu, ale jednak nie aż tak, jak mogłoby się wydawać. Trzeba jednak mieć się na baczności, wybierać dobre linie. Trochę mi zabrakło, że tak powiem orientacji w terenie. To były moje pierwsze zawody w życiu na jednodniowym torze i nie sądziłem, że różnica jest aż tak duża w tym, jak ten tor się zachowuje. Miałem masę dobrych podpowiedzi od Grega, ale wiadomo, że to nie jest to samo. Trzeba to też czuć, umieć się odnaleźć. Kilka rzeczy zrobiłem bardzo dobrze, ale kilka zrobiłem nie tak dobrze, jak mogłem zrobić – przyznał Woźniak.

– Szkoda, był apetyt na więcej, ale nie będę teraz narzekał. Pierwszy raz w życiu awansowałem do półfinału Grand Prix, tak naprawdę w drugiej rundzie jako stały uczestnik na Stadionie Narodowym na oczach mojej rodziny i 60 tysięcy kibiców. Muszę być zadowolony. Myślę, że taki wynik brałbym w ciemno i dałem sobie, rodzinie, mojemu teamowi i kibicom trochę radości – dodał.

Wspomnianego wcześniej doświadczenia trochę zabrakło u Woźniaka na bieg półfinałowy. Jednak po całych zawodach 31 latek wysnuł konkretne wnioski.

– Wydaje mi się, że akurat w półfinale nie zrobiłem nic takiego bardzo złego. Raczej dobrze wystartowałem i trzymałem się szybkiej linii. Jednak było widać, że jak dwaj zawodnicy mnie wyprzedzili, to momentalnie mi odjechali. To pokazało, że rzeczywiście już pomimo, że cały wieczór robiliśmy raczej takie kosmetyczne korekty, to mimo wszystko na ten półfinał trzeba było trochę zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę, Może wtedy mój motocykl byłby trochę wygodniejszy do jazdy i trochę szybszy. Teraz to wiem, ale to były moje pierwsze na jednodniowym torze. Jestem w tym jeszcze takim, można powiedzieć, żółtodziobem. Tak jak już powiedziałem, na wynik nie będę marudził – zakończył Woźniak.